W feminizmie chodzi o eliminację konkurencji

niepoprawni.pl 3 hours ago

Spa­dek dziet­no­ści w świe­cie za­chod­nim by­wa opi­sy­wa­ny ję­zy­kiem eko­no­mii, psy­cho­lo­gii al­bo ide­olo­gii, po­nie­waż są to ka­te­go­rie dla nas zro­zu­mia­łe i mo­ral­nie neu­tral­ne. Jed­nak na po­zio­mie głęb­szym dzia­ła me­cha­ni­zm znacz­nie prost­szy: do­bór na­tu­ral­ny mie­rzy suk­ces wy­łącz­nie zdol­no­ścią do po­zo­sta­wie­nia po­tom­stwa. Wszyst­kie kon­struk­cje kul­tu­ro­we – od sys­te­mów po­li­tycz­ny­ch po naj­bar­dziej sub­tel­ne nar­ra­cje mo­ral­ne – ist­nie­ją tyl­ko o ty­le, o ile nie za­kłó­ca­ją tej ele­men­tar­nej cią­gło­ści ży­cia.

  Roz­waż­my więc kwe­stię spad­ku dziet­no­ści nie kul­tu­ro­wo, ale z per­spek­ty­wy bio­lo­ga ewo­lu­cyj­ne­go. Naj­bar­dziej tu pa­su­je ewo­lu­cyj­no‑psy­cho­lo­gicz­na teo­ria spad­ku dziet­no­ści opar­ta na ko­bie­cej ry­wa­li­za­cji we­wnątrz płcio­wej w tłu­mie­niu płod­no­ści.​ Tę te­zę po­sta­wi­ła dr. Su­lit­kow­ska: wa­lu­tą do­bo­ru na­tu­ral­ne­go je­st suk­ces re­pro­duk­cyj­ny, a kon­ku­ren­cja do­ty­czy nie tyl­ko zwięk­sza­nia wła­snej licz­by dzie­ci, ale rów­nież ob­ni­ża­nia suk­ce­su re­pro­duk­cyj­ne­go ry­wa­lek tej sa­mej płci.

  Tu jej roz­mo­wa na ten te­mat.

  Przed­sta­wiam stresz­cze­nie jej twier­dzeń:

  U lu­dzi wą­skim gar­dłem po­pu­la­cji są ko­bie­ty (bo ja­jecz­ka są rzad­kie, a więc dro­gie, a sper­my je­st du­żo, je­st więc ta­nia), za­tem to ma­ni­pu­lo­wa­nie za­cho­wa­nia­mi re­pro­duk­cyj­ny­mi in­ny­ch ko­biet mo­że re­al­nie zmie­niać wskaź­ni­ki uro­dzeń, pod­czas gdy eli­mi­na­cja czę­ści męż­czy­zn (np. w woj­na­ch) nie zmie­nia po­ten­cja­łu roz­rod­cze­go aż tak dra­stycz­nie.

  Z tej per­spek­ty­wy współ­cze­sny fe­mi­ni­zm i nar­ra­cja kul­tu­ro­wa, by nie mieć dzie­ci, je­st for­mą ma­ni­pu­la­cji re­pro­duk­cyj­ne jed­ny­ch ko­biet wo­bec in­ny­ch. Ko­bie­ty, szcze­gól­nie z elit, pro­mu­ją nor­my i nar­ra­cje, któ­re znie­chę­ca­ją in­ne ko­bie­ty do ma­cie­rzyń­stwa lub utrud­nia­ją im po­sia­da­nie więk­szej licz­by dzie­ci.

  Na przy­kład:

  • slo­ga­ny ko­re­ań­skie ty­pu: nie rand­kuj, nie wy­cho­dź za mąż, nie miej dzie­ci,
  • dys­kurs, iż dzie­ci nisz­czą ka­rie­rę, wol­no­ść, ży­cie oraz iż mło­de mat­ki z kla­sy pra­cu­ją­cej ma­ją ni­ski sta­tu­su, są ma­ło in­te­li­gent­ne,
  • mo­da na boj­kot sek­su czy de­mon­stra­cyj­ne ste­ry­li­za­cje ja­ko ge­st po­li­tycz­ny słu­żą­cy ochro­nie kli­ma­tu.


  Fe­mi­ni­zm od po­cząt­ku był ata­kiem słu­żą­cym kon­ku­ren­cji re­pro­duk­cyj­nej, tyl­ko prze­bie­rał się w róż­ne for­my ide­olo­gicz­ne w za­leż­no­ści od epo­ki. Ta­ki ma­my cy­kl cy­wi­li­za­cyj­ny: po­pra­wa sa­ni­tar­na i spa­dek śmier­tel­no­ści nie­mow­ląt na­tu­ral­nie ob­ni­ża licz­bę ciąż na ko­bie­tę (bo nie trze­ba nad­pro­du­ko­wać dzie­ci, by czę­ść prze­ży­ła), ale za­mia­st usta­bi­li­zo­wać się, dziet­no­ść spa­da dłu­go­fa­lo­wo.

  Wy­ja­śnie­nie je­st ta­kie, iż gdy wszy­scy zy­sku­ją do­stęp do wo­dy, me­dy­cy­ny i sta­bil­no­ści, eli­ty żeń­skie tra­cą swo­ją daw­ną prze­wa­gę prze­ży­cia po­tom­stwa. Re­kom­pen­su­ją to, pod­no­sząc koszt spo­łecz­nie ak­cep­to­wal­ne­go ma­cie­rzyń­stwa: luk­su­so­we stan­dar­dy ży­cia, kon­sump­cjo­ni­zm, pre­sja na edu­ka­cję i ka­rie­rę ja­ko wa­run­ki god­ne­go po­sia­da­nia dzie­ci. Rów­no­cze­śnie ro­śnie udział ko­biet w in­sty­tu­cja­ch (uni­wer­sy­te­ty, NGO, ad­mi­ni­stra­cja, służ­ba zdro­wia), co ma pro­wa­dzić do fe­mi­ni­za­cji in­sty­tu­cji i ich wro­gie­go na­sta­wie­nia do re­pro­duk­cji (re­gu­la­cje, nor­my, dys­kur­sy).​

  W re­zul­ta­cie ubo­gie i śred­nie war­stwy są znie­chę­ca­ne i wy­pie­ra­ne z ryn­ku re­pro­duk­cji, pod­czas gdy eli­ty, któ­re ten sys­tem pro­mu­ją, sa­me jed­nak ma­ją dzie­ci i prze­ka­zu­ją swo­je li­nie ge­ne­tycz­ne do ko­lej­nej cy­wi­li­za­cji.​

  Ide­olo­gie le­wi­co­we, eko‑an­ty­na­ta­li­zm, fe­mi­ni­zm, ra­dy­kal­ne ru­chy LGB­TQ, eko‑lęk i pro­pa­le­styń­ski ak­ty­wi­zm łą­czą się w je­den an­ty­na­ta­li­stycz­ny pa­kiet, któ­ry ma w prak­ty­ce pod­wa­żać chęć po­sia­da­nia dzie­ci i le­gi­ty­mi­zo­wać nar­ra­cje, iż mieć dzie­ci to nie­mo­ral­ne wo­bec kli­ma­tu.

  U ko­biet za­czy­na dzia­łać coś w ro­dza­ju po­li­cji to­wa­rzy­skiej. W gru­pa­ch fe­mi­ni­stycz­ny­ch wy­śmie­wa­ne są dziew­czy­ny wcze­śnie wy­cho­dzą­ce za mąż i ro­dzą­ce dzie­ci, i two­rzo­na je­st pre­sja na przyj­mo­wa­nie wła­ści­wy­ch sym­bo­li: czar­ne kwa­dra­ty, „Free Pa­le­sti­ne”, za­im­ki w bio etc. ja­ko me­tek sta­tu­so­wy­ch, nie­za­leż­nie od re­al­ne­go zro­zu­mie­nia idei. To ogrom­na si­ła ko­bie­ce­go nad­zo­ru spo­łecz­ne­go – nie­for­mal­ny­ch za­ka­zów, na­ka­zów i ostra­cy­zmu wo­bec ko­biet, któ­re nie pod­po­rząd­ko­wu­ją się gru­po­wym nor­mom ide­olo­gicz­nym i sty­lu ży­cia.​

  Ko­bie­ty nie mo­gą zy­skać ewo­lu­cyj­nej prze­wa­gi, ma­ni­pu­lu­jąc bez­po­śred­nio mę­ską płod­no­ścią, więc dys­kurs o tok­sycz­nej mę­sko­ści słu­ży za­bu­rze­niu pre­fe­ren­cji in­ny­ch ko­biet. Ce­chy daw­niej ce­nio­ne (ochro­na, za­pew­nia­nie za­so­bów) są pięt­no­wa­ne, co kie­ru­je ko­bie­ty ku part­ne­rom mniej od­po­wied­nim dla trwa­łe­go ro­dzi­ciel­stwa – to ko­lej­na for­ma sa­bo­ta­żu re­pro­duk­cyj­ne­go.​

  Jed­no­cze­śnie ob­ser­wu­je się dłu­go­okre­so­wy spa­dek po­zio­mu te­sto­ste­ro­nu u męż­czy­zn, co wią­że się z pre­sją kul­tu­ro­wą i zmia­ną za­cho­wań. Po­ja­wia­ją się sub­kul­tu­ry ty­pu in­cel czy red pill, gdzie męż­czyź­ni al­bo wy­co­fu­ją się z ryn­ku rand­ko­we­go, al­bo szu­ka­ją part­ne­rek w bar­dziej tra­dy­cyj­ny­ch kul­tu­ra­ch. Te ru­chy to for­ma ad­ap­ta­cji do to­ną­ce­go stat­ku – męż­czyź­ni pró­bu­ją ra­to­wać wła­sny in­te­res re­pro­duk­cyj­ny po­za sys­te­mem lub re­zy­gnu­jąc z nie­go.​

  We wszyst­ki­ch ty­ch zja­wi­ska­ch waż­ne są też eu­ta­na­zja czy su­ro­ga­cja. Te zja­wi­ska na po­cząt­ku wy­glą­da­ją jak hu­ma­ni­tar­ne roz­wią­za­nia mar­gi­nal­ny­ch dra­ma­tycz­ny­ch przy­pad­ków, a z cza­sem ze­śli­zgu­ją się do sys­te­mo­we­go nad­uży­cia. Prak­ty­ka su­ro­ga­cji co­raz bar­dziej przy­po­mi­na han­del dzieć­mi, po­dob­nie jak prak­ty­ka eu­ta­na­zji co­raz bar­dziej przy­po­mi­na eli­mi­na­cję kosz­tow­ny­ch cho­ry­ch i sta­ry­ch.

  ​Cy­wi­li­za­cja prze­cho­dzi przez po­wta­rza­ją­cy się cy­kl: wzro­st, po­pra­wa wa­run­ków ży­cia, spa­dek dziet­no­ści, fe­mi­ni­za­cja in­sty­tu­cji, kon­sump­cjo­ni­zm elit, sys­te­mo­wa wro­go­ść wo­bec re­pro­duk­cji, aż po de­mo­gra­ficz­ny i struk­tu­ral­ny upa­dek. Po czym z ru­in wy­ła­nia się no­wa cy­wi­li­za­cja, za­ło­żo­na przez eli­ty, któ­re mi­mo an­ty­na­ta­li­stycz­nej re­to­ry­ki zdo­ła­ły jed­nak mieć dzie­ci.

  Obec­ny Za­chód znaj­du­je się w za­awan­so­wa­nej fa­zie ta­kie­go cy­klu, a klu­czo­wym me­cha­ni­zmem na­pę­do­wym je­st wła­śnie ko­bie­ca kon­ku­ren­cja we­wnątrz­pł­cio­wa, ubra­na w ide­olo­gie fe­mi­ni­zmu, pro­gre­sy­wi­zmu i eko­lo­gi­zmu.

Grzegorz GPS Świderski
]]>https://Twitter.com/gps65]]>
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele]]>

Tagi: gps65, fe­mi­ni­zm, le­wi­ca, ed­pill, in­cel, LGBT, dziet­no­ść, cy­wi­li­za­cja

Read Entire Article