W. CZARZASTY: TWARDY DOWÓD NA SOWIECKIE KORZENIE III RP

polskawolna.pl 2 days ago

Do 2 lutego 2026 roku uważałem tytułowego bohatera tego tekstu za egzotyczną skamienielinę żydokomuny w wersji PRL-owskiej. Po jego filipice pod adresem Donalda Trumpa – narcystycznego szabesgoja wprawdzie ale jednak prezydenta jednego z dwóch światowych mocarstw widzę, iż skamienielina wyraźnie ożyła i wcale nie bezzasadnie liczy na poklask oraz poparcie elektoratu szerszego niż własny.

O Czarzastym zrobiło się w mediach głośno, choć niekoniecznie z pozytywnym przesłaniem podkreślającym jego zdecydowany, „propolski” sprzeciw wobec amerykańskiego dyktatu. Dosyć rzetelnie przedstawia się jego biografię i drogę do obecnego statusu kawiorowego komucha o dominującej pozycji wśród tzw. lewicy. Imiennik Lenina, jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, gwałtownie dał się poznać jako przynajmniej ideowy sukcesor wodza Rewolucji Październikowej z 1917 roku. Jedną z konsekwencji odwołanego w 1983 roku stanu wojennego był masowy odpływ członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, tymczasem Czarzasty zdecydował dokładnie odwrotnie. W tym samym roku zasilił topniejące szeregi tej organizacji, rozpoczynając konsekwentną wspinaczkę po szczeblach partyjnej kariery z równoczesną dbałością o poprawę swojego statusu materialnego.

Dzisiaj, ów wyznawca proletariackiej równości i państwowej własności może pochwalić się m.in. trzema nieruchomościami o łącznej wartości 4 mln 350 tys. zł. Tu podkreślić należy, iż posiada je wspólnie nie ze Skarbem Państwa ale z żoną, czyli raczej nie komunistycznie. To jednak nie wszystko. Na tzw. portfel inwestycyjny składają się akcje, obligacje i gotówka warte w sumie 613 tys. zł, a w skład mienia ruchomego wchodzą m.in. obrazy, wyroby ze złota i srebra, licząca 15 tysięcy tomów biblioteka oraz jacht motorowy VH 939. Dodajmy jeszcze, iż jako marszałek Sejmu W. Czarzasty zarabia co miesiąc 15 tys. zł netto czyli „na rękę”.

Warto by wspomnieć jednak o dwóch istotnych epizodach w karierze współprzewodniczącego Nowej Lewicy, jakoś pomijanych w mediach głównego ścieku. Epizod pierwszy, najświeższy dotyczy okoliczności w jakich Czarzasty stał się drugą osobą w III RP .

MARSZAŁEK PSIM SWĘDEM

Otóż kilka brakowało, aby 5- a może choćby 6-ramienna gwiazda lewej sceny politycznej oglądała budynek przy Wiejskiej tylko z zewnątrz. Stało się inaczej dzięki bezdomnym pieskom z Sosnowca, w którym to mieście 15 października 2023 roku Czarzasty startował na posła z pierwszej pozycji na liście Nowej Lewicy. Osiągnął wynik – uwaga! – o ponad 18 tysięcy niższy od startującego z ostatniej pozycji Łukasza Litewki, co przy jednym gwarantowanym mandacie premiowałoby statusem posła tylko tego ostatniego. Sęk w tym, iż Litewka znany w Sosnowcu jako autentyczny opiekun bezdomnych czworonogów dzięki swojej popularności nie tylko wygrał z warszawskim spadochroniarzem ale także otrzymał tak imponującą liczbę głosów (40.579 wobec 22.332 Czarzastego), iż policzone łącznie zapewniły lewicowcom premię w postaci drugiego mandatu, z czego skwapliwie skorzystał członek PZPR od stanu wojennego do jej końca. Ciekawe, czy i jak odwdzięczył się pieskom z sosnowieckiego schroniska?

Drugą psią przysługę oddał Czarzastemu sam Donald Tusk, kojarzony z kundlem zarówno z powodu swojego nazwiska (Tusk to w gwarze kaszubskiej podwórzowy pies), jak i wyjątkowego kundlizmu wobec IV Rzeszy Niemieckiej. Za jego akceptacją i politycznym poparciem kawiorowy komuch mógł w listopadzie 2025 roku otrzymać funkcję marszałka Sejmu. Rewanżuje się swojemu patronowi jak może, wyręczając go zarówno w wojnie z Trumpem, jak i z Nawrockim. Swoją drogą, trzeba być wyjątkowym debilem, aby do zarzucanych aktualnemu marszałkowi m.in. licznych geszeftów z sowieciarzami rosyjskimi oraz braku zgody na poddanie się pełnej weryfikacji przez służby specjalne przykładać taką samą miarę jak do wytykanej prezydentowi niegdysiejszej pracy w charakterze ochroniarza. Rzeczywiście, to mógł tylko wymyślić niejaki Marek Siwiec, katalogowy lewak i zarazem kapciowy Czarzastego w randze szefa Kancelarii Sejmu.

Gwoli ścisłości i uzupełnienia poważnej luki informacyjnej w przekazach mediów głównego ścieku. Tzw. ankieta bezpieczeństwa osobowego, do której wypełnienia i podpisania Czarzasty jakoś się nie kwapi, a która gwarantuje dostęp do informacji ściśle tajnych, zawiera wiele szczegółowych pytań dotyczących choćby takich kwestii jak kontakty z obywatelami obcych państw, wszystkie źródła dochodów i ich faktyczna wysokość, a choćby ewentualne uzależnienie od alkoholu lub innych środków odurzających. Rzeczywiście, łatwe do zweryfikowania choćby przez naszą bezpiekę odpowiedzi na powyższe i szereg innych pytań, mogłyby okazać się dla lidera Nowej Lewicy zbyt kłopotliwe.

O JEDEN TOAST ZA DALEKO?

Osobiście, z bogatej biografii potencjalnego następcy prezydenta (taka prerogatywa przysługuje Czarzastemu jako marszałkowi) szczególnie wysoko stawiam epizod w postaci jego dialogu z ikoną „Solidarności” o personaliach Władysław Frasyniuk. Do spotkania tego duetu doszło w czerwcu 2017 roku w programie „Kropka nad i” prowadzonego na antenie TVN24 przez niejaką Monikę Olejnik, odnotowaną w aktach bezpieki jako TW „Stokrotka”.

Rozmowa dotyczyła rocznicowego nawiązania do 4 czerwca 1989 roku, gdy doszło do tzw. transformacji ustrojowej polegającej na dogadaniu się PZPR-owskiej elity ze starannie dobranymi przez gen. Czesława Kiszczaka reprezentantami NSZZ „Solidarność”, na czele z niejakim Lechem Wałęsą odnotowanym w aktach bezpieki jako TW „Bolek”. Frasyniuk jak przystało na intelektualistę o banderowskich sympatiach stwierdził, iż zamiana PRL w „demokratyczne państwo prawa” nastąpiła dzięki skutecznej walce z komunistami, prowadzonej przez takich jak on, oczywiście dzielnych i niezłomnych, opozycjonistów.

Riposta koncesjonowanego sowieciarza była natychmiastowa i warta zacytowania bez jakichkolwiek ingerencji:

– Słuchaj Władek, siedzieliście przy stole, piliście wódkę w Magdalence, ustaliliście zasady gry, a teraz mówicie: 'Myśmy ich pokonali’. Gówno prawda! Wyście się z nami dogadali. Myśmy was do tego stołu zaprosili, myśmy wam to państwo dali i myśmy się z wami przy tym stole, kurwa, do-ga-da-li!

Co ciekawe, jedyną reakcją, na jaką było stać oponenta z Wrocławia (dzisiaj czołowy matecznik banderowców) było stwierdzenie, iż jego kolega z rzekomo przeciwnej strony barykady „wypił za dużo”.

Trudno o lepszą puentę nie tylko do opinii o Czarzastym jako sowieciarzu wyjątkowo bezczelnym, pewnym siebie i świadomym powodów dla których wstępował do PZPR w stanie wojennym lub tuż po jego zakończeniu (dokładna data wymaga jeszcze sprecyzowania). Trudno też o bardziej wymowne potwierdzenie mojej – powtarzanej od wielu lat – tezy, iż 4 czerwca 1989 roku nastąpiła tylko zamiana żydokomuny felernej (PRL) na żydokomunę jak najbardziej koszerną (III RP) o dramatycznych konsekwencjach dla Polaków. Co gorsze, nie tylko realizowane są one przez cały czas ale są coraz bardziej eskalowane.

Henryk Jezierski
Fot. domena publiczna
(12.02.2026)

P.S.

W latach 1991 – 94 dużą popularnością cieszył się program satyryczny Marcina Wolskiego (gwoli ścisłości – zdeklarowanego PiS-owca) pod tytułem „Polskie zoo”, emitowany w I Programie Telewizji Polskiej. Jego bohaterami były kukiełki zwierząt, reprezentujące najpopularniejszych – głównie polskich – polityków. Dla Wolskiego np. Lech Wałęsa warty był przedstawienia jako Lew, natomiast Leszek Miller jako Pająk. interesujące jakie wcielenie przypisałby Włodzimierzowi Czarzastemu. Osobiście poddałbym pod rozwagę pasożyta o nazwie Gnida.

H. Jez.

Read Entire Article