Wypełnianie przez wszystkich sojuszników zobowiązania do inwestowania w obronność na poziomie 5 proc. PKB, zwiększenie produkcji zbrojeniowej po obu stronach Atlantyku, wsparcie Ukrainy – to główne kwestie, którymi mają się zająć przywódcy państw NATO podczas szczytu w Ankarze. Sojusznicy spotykają się w Turcji ponownie po 22 latach. Trudno jednak spodziewać się, by nadchodzące spotkanie zapisało się w historii tak, jak szczyt z 2004 roku.
Kierunki na zaczynający się dziś szczyt Sojuszu nakreślił w czerwcu Mark Rutte. – Głównym tematem będzie implementacja postanowień z Hagi. Chodzi o zwiększenie inwestycji, produkcję przemysłową i kontynuację wsparcia dla Ukrainy – mówił sekretarz generalny po spotkaniu ministrów obrony. Ocenił, iż ziszcza się koncepcja NATO 3.0 – „silniejszej Europy, w silniejszym NATO”, co ma być też wypełnieniem oczekiwań Stanów Zjednoczonych, by europejskie wydatki obronne dorównały amerykańskim. – Zobowiązaliśmy się do tego w Hadze, teraz to się dzieje – dodawał, wskazując, iż w 2025 nakłady na obronność wzrosły w Europie i Kanadzie o ponad 90 mld dolarów, tj. o blisko jedną piątą.
Zdjęcie ilustracyjne
„Wiarygodne ścieżki” dochodzenia do poziomu 5 proc. PKB na obronność przedstawiali przed szczytem ministrowie spraw zagranicznych, a szef Sojuszu zaznaczał, iż zwiększone nakłady nie są celem samym w sobie, ale środkiem, żeby armie były na tyle silne i tak wyposażone, by odstraszać agresora, a w razie potrzeby bronić każdego z sojuszników. – Istotnym elementem zapewnienia naszego własnego bezpieczeństwa jest dalsze wsparcie Ukrainy – dodawał Rutte. Nie ukrywał, iż „dziś nasze przemysły nie są w stanie wyprodukować wszystkiego, czego potrzebujemy. Musimy produkować szybciej i więcej po obu stronach Atlantyku”.
REKLAMA
Cel: pokazać jedność
Relacje z drugą stroną Atlantyku zajmowały ministrów państw Sojuszu i sekretarza generalnego nie tylko w kontekście niewystarczającej produkcji zbrojeniowej. Rutte, który zyskał przydomek „zaklinacza Trumpa”, ponieważ potrafi pochlebstwami obłaskawić prezydenta USA, po spotkaniu z szefami dyplomacji w maju zwracał uwagę, iż Europa i Kanada biorąc większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, wzmacniają cały Sojusz i sprzyjają więziom transatlantyckim. – Wiem, iż niektórzy podają w wątpliwość te więzi, a może choćby determinację Sojuszu, by pozostał zjednoczony w obliczu przeciwnika. Powiem więc to jasno: zaangażowanie sojuszników w wypełnienie artykułu 5 jest niezachwiane – zapewniał. Szef MON-u Władysław Kosiniak-Kamysz prezentując przed wyjazdem na szczyt polskie priorytety podkreślał: – To bardzo istotny moment pokazania jedności Sojuszu. – Celem jest pokazanie Putinowi jedności Zachodu – wtórował mu minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Takich deklaracji na pewno w najbliższych dniach padnie więcej.
Szczyt NATO w Ankarze będzie drugim odbywającym się w Turcji, po spotkaniu w 2004 roku w Stambule. Wtedy to formalnie witano siedmiu nowych członków Sojuszu, zapadły także decyzje o misji w Iraku.
Od tamtej pory w relacjach Turcji z USA doszło do zadrażnień. Powodem było amerykańskie wsparcie dla Syryjskich Sił Demokratycznych z główną rolą kurdyjskich Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG), postrzeganych przez Ankarę jako odnoga Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) uznawanej przez Turcję za terrorystyczną. Ale przyczyn oziębienia jest więcej. Kolejnym zarzewiem był bowiem zakup przez Turcję od Rosji systemu obrony powietrznej S-400, za co Ankara została wykluczona z programu F-35. Pod koniec ubiegłego roku Turcy zapowiedzieli, iż zwrócą systemy Moskwie, kilka dni temu pojawiła się jednak wiadomość o możliwości przekazania ich Korei Południowej.
Pokaz jedności sojuszników może mieć więc w Ankarze szczególne znaczenie, o czym mówili także polscy wicepremierzy. Dla Polski istotne są jednak także całkiem wymierne kwestie. Nasz rząd będzie forsować pomysł przedłużenia natowskich rurociągów paliwowych na wschodnią flankę, w tym do państw bałtyckich. Według Kosiniaka-Kamysza, który rozmawiał o tym projekcie z ministrami obrony Grupy Wyszehradzkiej, a wcześniej z minister obrony Hiszpanii, także państwa sceptyczne wobec tej idei zaczynają się do niej przekonywać. Celem jest włączenie rozbudowy rurociągów paliwowych na wschodnią flankę do oficjalnych planów infrastrukturalnych Sojuszu. Czy uda się to uzyskać? Być może na poziomie politycznych deklaracji, bo jak sugerują eksperci finansowanie tego projektu może wymagać dłuższych uzgodnień.
Aresztowania, odmowy, protesty
Nie tylko agenda czy kwestia utrzymania więzi transatlantyckich, ale i samo miejsce organizacji szczytu stały się tematem medialnym. Pod koniec czerwca ze względów bezpieczeństwa ogłoszono w Ankarze zakaz zgromadzeń i manifestacji. Ponad 200 osób, w tym związkowców, prawników i aktywistów zostało zatrzymano, a większość z nich aresztowano. Jednocześnie, jak poinformowała organizacja Reporterzy bez Granic (RSF) odmówiono akredytacji wielu tureckim dziennikarzom, głównie z niezależnych i krytycznych wobec tureckiego rządu mediów. NATO wyjaśnia, iż przy przyznawaniu akredytacji kluczowa jest opinia kraju gospodarza.
Jednak kilkanaście organizacji, w tym Reporterzy bez Granic i Human Rights Watch, wystosowało w tej sprawie list do sekretarza generalnego, zwracając uwagę, iż wśród osób, którym odmówiono akredytacji bez podania przyczyny, znaleźli się dziennikarze z wieloletnim doświadczeniem w relacjonowaniu szczytów NATO. Sygnatariusze wezwali Sojusz, by – jako organizacja oparta na wartościach demokracji, wolności jednostki i praworządności – ponownie rozpatrzył odrzucone wnioski.