Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Otwieramy archiwum „Naszej Polski” i wracamy do felietonu Leszka Żebrowskiego — po latach sprawdzamy, co przyniósł czas.
O czym jest ten tekst: u progu rządów SLD środowiska byłego ZBoWiD próbowały wywalczyć przywileje kombatanckie dla funkcjonariuszy UB i Informacji Wojskowej oraz ustanowić własny order — „Krzyż Armii Ludowej”. Leszek Żebrowski bił na alarm: Armia Ludowa i aparat bezpieczeństwa to formacje sowieckiej zależności, a nie obrońcy niepodległości, więc honorowanie ich byłoby „płaceniem haraczu katom”. Po latach sprawdzamy, jak skończył się ten projekt.
Trzy wątki autora warto dziś sprawdzić:
- „Krzyż Armii Ludowej”. Projekt orderu dla weteranów GL/AL. Sprawdzenie: ustawa nie weszła w życie — SLD utraciło władzę w 2005 r., a oficjalny „Krzyż Armii Ludowej” nigdy nie powstał.
- Przywileje kombatanckie ubeków. Żebrowski ostrzegał przed przywracaniem uprawnień funkcjonariuszom UB i Informacji Wojskowej. Sprawdzenie: wahadło poszło w drugą stronę — ustawa „dezubekizacyjna” z grudnia 2016 r. (obowiązuje od 2017 r.) obniżyła świadczenia blisko 39 tys. byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL (choć sądy uwzględniły większość odwołań).
- Honorowanie „okupantów i zdrajców”. Apel autora, by państwo nie nagradzało aparatu represji, w dużej mierze został spełniony symbolicznie (dekomunizacja, dezubekizacja) — ale spór o relatywizację PRL trwa.
Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.
Poniżej oryginalny felieton Leszka Żebrowskiego — tekst archiwalny.
„Virtuti Armii Ludowej”
Leszek Żebrowski
Byli ZBoWiD-owcy podjęli próbę rozszerzenia swych przywilejów na nową kategorię „kombatantów” – uczestników PRL-owskich misji wojskowych, m.in. w Korei, Wietnamie, Laosie itd. Byli to na ogół oficerowie komunistycznego wywiadu, dyspozycyjni wobec moskiewskiej centrali.
Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, iż Sojusz Lewicy Demokratycznej może nie utrzymać się przy władzy do końca kadencji. Po zaledwie dwóch latach panowania poparcie dla nich zmalało o połowę, mówi się już całkiem głośno i otwarcie o zmianie premiera. Byłoby szkoda Leszka Millera – niech rządzi dalej! Któż bowiem da nam gwarancje tak szybkiej degradacji ugrupowania, które jeszcze niedawno ocierało się o 50-procentowe poparcie społeczne? W miarę upływu czasu różne frakcje działaczy i zwolenników SLD usiłują pospiesznie załatwić swoje sprawy, rozumiejąc, iż utrata władzy może potrwać dłużej. Obok spraw wielkiej wagi – takich, jak przyspieszone „uwłaszczanie” byłych towarzyszy (zabiegających o to, aby jak największa część majątku zwanego „narodowym” znalazła się pod ich wyłączną kontrolą) – podejmowane są próby załatwienia spraw pomniejszych, finansowo-ideologicznych; ponadto weterani ruchu robotniczego usiłują przepchnąć przez Sejm (dopóki go jeszcze kontrolują) nowelizacje „ustawy o kombatantach” oraz „ustawę o Krzyżu Armii Ludowej”.
„Kombatanci” z UB
Sejm ustawą kombatancką z 23 stycznia 1991 r. rozstrzygnął pewne sprawy, jak się wówczas wydawało – ostatecznie. Przyjęta została w jej preambule wykładnia, kto walczył o niepodległość i nie było wątpliwości, iż ci, którzy kolaborowali z okupantami, a następnie, po zakończeniu działań wojennych w 1945 r., tworzyli okrutny aparat bezpieczeństwa publicznego, komunistyczne sądownictwo i prokuraturę i stosowali represje – kombatantami być nie mogą. W ciągu następnych lat ustawę kombatancką wielokrotnie nowelizowano z inicjatywy SLD, tak by zaspokoić roszczenia utrwalaczy władzy ludowej, głównie zaś przywrócić uprawnienia funkcjonariuszom Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego i Informacji Wojskowej, według określenia Władysława Gomułki – „bijącego serca partii”. Serce to biło w przenośni i dosłownie: w aresztach i więzieniach, biło długo i mocno. Wszyscy, którzy przeżyli takie tortury, wspominają je ze zgrozą.
Haracz dla zdrajców
Wbrew pozorom kwestia przywracania uprawnień nie jest sprawą marginalną, gdyż żyje jeszcze co najmniej kilkanaście (a może dwadzieścia kilka) tysięcy funkcjonariuszy UB i IW, zainteresowanych korzystnym dla siebie rozstrzygnięciem. Korzyść może być podwójna: gratyfikacja finansowa w ich przypadku, czyli ludzi stosunkowo dobrze wyposażonych w sowite emerytury, nie jest najważniejsza, choć dwieście złotych piechotą nie chodzi. Ważniejszy jest aspekt cywilnoprawny, czyli możliwość dochodzenia wszelkiego rodzaju odszkodowań na drodze sądowej. Z praktyki wiadomo, iż kaci-kombatanci mieliby ogromne szanse wygrywania pokaźnych, wielotysięcznych odszkodowań od skarbu państwa, za co płacilibyśmy wszyscy. Kłania się też ideologia. Odzyskanie przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa uprawnień kombatanckich znaczyłoby, iż to oni mieli rację, służąc Moskwie. To byłoby zaspokojenie ich ambicji, ale wymowa moralna takich działań byłaby straszna: ofiary płacą haracz swoim katom… Coraz bardziej intensywne próby dokonania rozstrzygnięć w tym kierunku podejmuje Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, czyli mówiąc wprost – dawny komunistyczny ZBoWiD. Ma on silne poparcie obecnego kierownictwa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Instytucje te usiłują załatwić całościowo to, co w poprzednich latach im się nie udało, czyli doprowadzić do „rehabilitacji” ubeków.
Sądy sobie, a ubecy i tak górą
Dzieje się tak, pomimo jednoznacznych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego. Przypomnijmy również, iż Sejm uchwałą z 16 listopada 1994 r. potępił zbrodnicze działania aparatu bezpieczeństwa publicznego w latach 1944–1956. Sejm stwierdził wówczas, iż struktury Urzędu Bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej, prokuratury wojskowej i sądownictwa wojskowego, które w latach 1944–1956 były przeznaczone do zwalczania organizacji i osób działających na rzecz suwerenności i niepodległości Polski, są odpowiedzialne za cierpienia i śmierć wielu tysięcy obywateli polskich. Sejm potępia zbrodniczą działalność tych instytucji.
Jak się okazuje, Sejm może sobie uchwalać, Trybunał Konstytucyjny orzekać, a PRL-owcy i tak chcą (i mogą!) robić swoje. Co więcej, podjęli próbę rozszerzenia swych przywilejów na nową kategorię „kombatantów” – uczestników PRL-owskich misji wojskowych, m.in. w Korei, Wietnamie, Laosie itd. Byli to na ogół oficerowie komunistycznego wywiadu, dyspozycyjni wobec moskiewskiej centrali, których faktyczne zadania były zupełnie inne niż oficjalne. Z jakiej racji mamy dziś dodatkowo płacić posiadaczom olbrzymich wojskowych emerytur wyższym oficerom i innym funkcjonariuszom komunistycznego wywiadu? Dlaczego mamy ich status zrównać z bohaterami Września 1939 roku, żołnierzami i działaczami Polskiego Państwa Podziemnego, uczestnikami Powstania Warszawskiego i bohaterami powojennego podziemia niepodległościowego? W tej sprawie bardziej stanowczo i energicznie powinny zabierać głos organizacje i stowarzyszenia kombatanckie, grupujące obrońców niepodległości i suwerenności Polski. Ponadto – muszą być oni wspomagani przez niekomunistyczne i antykomunistyczne partie i organizacje polityczne. Nie może być bowiem tak, iż Polska od 1989 roku z mozołem wychodzi ze skutków okupacji komunistycznej, płacąc cały czas za jej skutki, a jednocześnie honoruje przywilejami materialnymi i moralnymi okupantów i zdrajców.
AL-owcy mnożą się i chcą odznaczeń
ZBoWiD chce odznaczeń. Właśnie opracował projekt ustawy o ustanowieniu Krzyża Armii Ludowej. Jej uzasadnienie, nie podpisane zresztą, jednoznacznie wskazuje, iż pomysł powstał w kręgach tych członków podziemia komunistycznego, którzy natychmiast po wojnie podjęli służbę w organach tajnych służb PRL. Jest to wyjątkowo zakłamana wykładnia komunistycznej wersji historii, niezmiennej od 1944 roku: to oni mieli jakoby bezsporny wkład w walkę o niepodległość Polski. Ma ich być w tej chwili (byłych uczestników Gwardii i Armii Ludowej) jeszcze około 8 tysięcy, co wydaje się statystycznym i medycznym fenomenem. Po pierwsze, od zakończenia wojny upłynęło prawie 60 lat, a ponadto w 1944 r. w szeregach AL (a także tzw. Polskiej Partii Robotniczej i Związku Walki Młodych) było razem około 6 tysięcy ludzi. Zatem zjawisko zwiększania się szeregów tej formacji – w miarę upływu lat – przypomina króliki Lejzorka Rojtszwańca. Nikt nie zginął, nikt nie umarł (przez minione 60 lat!), a jest ich o jedną trzecią więcej?
„Krzyż Armii Ludowej” funkcjonuje w komunistycznym środowisku kombatanckim już od kilku lat. Jest nieformalnie nadawany przez „Radę Krajową Żołnierzy Armii Ludowej”, działającą pod troskliwą opieką Zarządu Głównego b. ZBoWiD. Z załączonego do projektu ustawy wzoru wynika, iż jest to ten sam „Krzyż”, już nadawany AL-owcom. Chodzi więc niewątpliwie o zalegalizowanie tego procederu, albowiem zainteresowani czują nosem, iż ich czas się kończy i nie ma szans na kolejną kadencję SLD. Chcą więc przyśpieszyć działania w tej sprawie, bo wiedzą, iż trudno to będzie później „odkręcić”.
„Krzyż AL” jak Krzyż Niepodległości
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż wzór „Krzyża Armii Ludowej” nie jest oryginalnym pomysłem. Historycznie rzecz biorąc, powinien to być czerwony trójkąt (bo takie było oznaczenie w Gwardii Ludowej do 1943 roku) lub też sierp i młot. Świadczyłoby to o prawdziwych korzeniach tej formacji i jej powiązaniach z bolszewikami. Oddawałoby też wiernie jej zależność od Józefa Stalina, o żadnej walce o niepodległość Polski nie może być więc mowy. Komunistyczni „kombatanci” poszli jednak po rozum do głowy i czując ducha nowych czasów, stosują mimikrę, usiłując wtopić się w otoczenie i ukryć wstydliwą przeszłość. „Krzyż Armii Ludowej” do złudzenia przypomina więc Krzyż Niepodległości, ustanowiony po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku i nadawany za szczególne zasługi z tym związane. Jakby tego było mało, projektodawcy ustawy uzurpatorsko określili też wstążkę, na jakiej on ma być zawieszony – ma ona mieć barwy biało-czerwone, co brzmi jak wyjątkowe szyderstwo. Nie obawiajmy się – restytucji tak zwanej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie będzie. Zbyt dużo zmieniło się od 1989 r., w ogromnej większości są to zmiany nieodwracalne. Ideowi komuniści zdążyli rozsmakować się w luksusach kapitalizmu, bo zamienili „Kapitał” Karola Marksa na kapitał w akcjach i bankach i rozkoszują się urokami życia. Ale jest coś takiego, jak resentyment za latami „utrwalania władzy”. Może już nie tyle dawna ubecka kadra lub nie tylko oni dążą do relatywizacji naszej tragicznej historii. Są przecież ich liczne, dobrze ustawione w polityce i biznesie rodziny, które chciałyby załatwić sobie inną ocenę swych rodowych korzeni. Aby ważniejsi ubecy chowani byli na Powązkach z asystą wojskową (jako prawdziwie zasłużeni kombatanci), z noszeniem na poduszkach ich licznych odznaczeń. Wśród nich może się znaleźć „Krzyż Armii Ludowej”, uzurpatorsko skopiowany z Krzyża Niepodległości. jeżeli nie będzie nas stać na stanowczą obronę wszystkich imponderabiliów, to prawdziwi obrońcy niepodległości, bohaterowie Polski Podziemnej, zostaną splugawieni po raz kolejny.
(z tomu „Mity przeciwko Polsce”)
Od redakcji, 2026
Najgłośniejszy postulat z tekstu — „Krzyż Armii Ludowej” — nigdy się nie ziścił: SLD utraciło władzę w 2005 r., a ustawy o odznaczeniu dla weteranów GL/AL nie uchwalono. Co więcej, czas potoczył się w odwrotnym kierunku, niż obawiał się autor. Zamiast przywracania przywilejów aparatowi represji przyszła ustawa „dezubekizacyjna” z grudnia 2016 r. (obowiązująca od 2017 r.), która obniżyła emerytury blisko 39 tysiącom byłych funkcjonariuszy służb PRL — choć sądy uwzględniły później większość odwołań, co pokazuje, iż „gruba kreska” wciąż stawia opór. Najtrwalej obroniła się sama diagnoza Żebrowskiego: spór o to, czy państwo polskie ma honorować ludzi komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, nie wygasł — wraca przy każdej rocznicy i przy każdym pogrzebie z wojskową asystą. Ten sam mechanizm opisywaliśmy przy micie „dobrego komunisty” i nierozliczonym stalinizmie.
Źródła: ustawa o kombatantach z 23 stycznia 1991 r. (preambuła wykluczająca funkcjonariuszy aparatu represji); uchwała Sejmu RP z 16 listopada 1994 r. potępiająca zbrodnicze instytucje aparatu bezpieczeństwa; projekt „ustawy o Krzyżu Armii Ludowej” — nieuchwalony (SLD utraciło władzę w 2005 r.); ustawa „dezubekizacyjna” (nowelizacja z 16 grudnia 2016 r., obowiązuje od 1 stycznia 2017 r.) — obniżenie świadczeń ok. 39 tys. byłych funkcjonariuszy służb PRL, większość odwołań uwzględniona przez sądy.
Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”
- Władysław Gomułka i mit „dobrego komunisty” (Leszek Żebrowski) — jak źli stają się „dobrymi”
- Stalinizm w Polsce: czas liczenia, czas rozliczeń (Leszek Żebrowski) — rozliczenie, którego nie było
- Żołnierze Wyklęci — 1 marca (Leszek Żebrowski) — kogo naprawdę należy honorować









