Upadłe wzory i bohaterowie

gazetafenestra.pl 1 day ago
Czasem to nie świat jest sprzeczny – tylko my. / Źródło: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/rece-ciemny-twarz-maska-19029025/, fot. Chris F

Jest późno w nocy, a ty leżysz z telefonem w ręku, scrollując media społecznościowe. Jutro czeka cię istotny egzamin, ale trudno się oderwać – w końcu te słodkie kotki pomagają się odstresować. I wtedy pojawia się nieprzyjemne napięcie, trudne do zignorowania i jeszcze trudniejsze do wytłumaczenia. To właśnie dysonans poznawczy–mechanizm, któremu warto przyjrzeć się uważniej. Okaże się wtedy, iż wpływa on nie tylko na codzienne decyzje, ale jest też elementem poważniejszych wyborów społecznych.

Najbardziej boli, gdy zawodzimy się na samych sobie – a przecież robimy to nagminnie. „Przechodzę na dietę”, ale może jednak od jutra – dzisiaj nie jest dobry dzień, więc do obiadu dokładam jeszcze kawałek sernika. „Od przyszłego tygodnia mam jasny cel – czytam jedną książkę miesięcznie”. Ostatecznie jednak brakuje czasu, więc wybór pada na serial. Przykładów takich drobnych, indywidualnych rozczarowań są setki, a każde z nich wiąże się z poczuciem winy, spadkiem samooceny czy wstydem. Napięcie, które im towarzyszy, psychologia nazywa dysonansem poznawczym. Pisał o nim już w latach 50. XX wieku Leon Festinger, amerykański psycholog, który zauważył, iż człowiek zrobi naprawdę wiele, żeby nie przyznać, iż się pomylił. Problem nie dotyczy tylko nas samych. Proces działa też wtedy, gdy zawodzi ktoś z naszego otoczenia, ulubiony twórca internetowy czy partia polityczna, którą popieramy – kluczem jest zaangażowanie emocjonalne oraz poczucie identyfikacji i przynależności do grupy. Gdy widzimy rozbieżność między przekonaniami, wartościami a zachowaniem, łatwiej jest usprawiedliwiać lub zaprzeczać sytuacji, niż obiektywnie ją przemyśleć. Zrobimy wszystko, by uchronić spokój wewnętrzny.

Gotowe prawdy

Mamy naturalną skłonność do upraszczania życia i wybierania drogi na skróty. Gdy mamy do wyboru dwie przyjemności – książkę lub serial – często wybierzemy tę, która wymaga mniej wysiłku. Stąd też wynika potrzeba posiadania autorytetów: świat jest wystarczająco skomplikowany, dlatego dobrze poszukać kogoś, kto daje gotowe odpowiedzi. Często nie znamy ich osobiście, ale zapewniają poczucie bezpieczeństwa i redukują napięcie. Wiąże się z tym także potrzeba budowania własnej tożsamości, chęć posiadania punktu odniesienia i zakotwiczenia się na danej płaszczyźnie. Wynika to również z procesu socjalizacji: od najmłodszych lat rodzice, nauczyciele czy instytucje uczą nas, iż „ktoś wie lepiej”, dlatego wpadamy wraz z biegiem czasu w pułapkę szukania „kogoś mądrzejszego”. Nie potrzebujemy ekspertów dlatego, iż są nieomylni – są niezbędni, bo upraszczają rzeczywistość i dają przekonanie, iż podążając ich śladem, podejmujemy adekwatne decyzje. Co więcej – choćby gdy osoba ta wprowadzi nas w błąd, jesteśmy w stanie bronić jej racji wbrew logice, a nasz kręgosłup moralny nabiera niebywałej elastyczności.

Stanley Milgram w swoich kontrowersyjnych eksperymentach z lat 60. XX wieku wykazał, iż ludzie z zaskakującą łatwością rezygnują z własnej moralności na rzecz posłuszeństwa wobec jednostki cieszącej się poszanowaniem. Ochotnicy, których zadaniem było wcielenie się w rolę „nauczyciela”, byli gotowi zadawać innym osobom (tzw. „uczniom”) bolesne wstrząsy elektryczne, gdy ci popełniali błędy w teście pamięciowym. W rzeczywistości ci drudzy byli aktorami, a wstrząsy nie istniały, reakcje na nie były jedynie odgrywane. Uczestnicy nie byli poinformowani o tym fakcie, dlatego wierzyli, iż rzeczywiście wymierzają karę swoim podopiecznym. Pomimo protestów „studentów” i okazywanego dyskomfortu, duża część biorących udział kontynuowała pełnienie swojej funkcji, ulegając autorytetowi eksperymentatora. Mogli w każdej chwili przerwać wykonywane czynności, bo wynagrodzenie otrzymywali za samo przyjście do laboratorium.

Badanie spotkało się z dużą krytyką oraz wywołało debatę etyczną – zwracano uwagę, iż uczestnicy zostali narażeni na silny stres, co mogło prowadzić do długofalowych, negatywnych skutków dla ich psychiki. Jednocześnie to jeden z najlepszych przykładów tego, jak złożone mechanizmy uruchamiają się w każdym z nas na skutek znalezienia się między własnymi przekonaniami a wpływem autorytetu. Podobny schemat powtarza się w codziennym życiu, gdy ceniona przez nas osoba postępuje sprzecznie z naszymi założeniami na jej temat. Wtedy zaczynamy uzasadniać jej działania lub ignorować nieprzyjemne fakty, by nie zachwiać poczucia własnej tożsamości.

Wierność mimo wszystko

Aby w pełni zrozumieć zjawisko dysonansu poznawczego, warto spojrzeć na nasze demokratyczne wybory – te przy urnie. Po każdym głosowaniu pojawia się pytanie: „Jakim cudem znowu oni?”, zależnie od osobistych preferencji oczywiście. Gdy pytamy innych o zdanie, często słyszymy: „Trzeba było wybrać mniejsze zło” lub „Inni byliby gorsi”. I tak dryfujemy po tym padole rozpaczy, nie zdając sobie sprawy, iż właśnie w tym momencie próbujemy zredukować dysonans, usprawiedliwiając podjęte decyzje. Działa tu także motywowane rozumowanie, czyli interpretowanie informacji w sposób potwierdzający nasze wcześniejsze przekonania. Mechanizm ten opisała w artykule z 1990 roku psycholożka Ziva Kunda, wykazując, iż rzeczywistość przepuszczamy przez filtr własnych potrzeb i oczekiwań. W przypadku poglądów politycznych jest to równoznaczne z tym, iż przy wyborze częściej kierujemy się emocjami i własnym światopoglądem, zamiast rzetelną analizą faktów o danym ugrupowaniu. Gdy pojawiają się skandale lub niekorzystne doniesienia, reinterpretujemy je tak, by pasowały do naszego punktu widzenia lub je bagatelizujemy. Istotna jest również tożsamość społeczna – koncepcja rozwinięta przez Henriego Tajfela i Johna Turnera. Wskazali oni, iż nasze „ja” w dużej mierze kształtuje się poprzez przynależność do grup, które wpływają na sposób postrzegania świata. Nasz akt głosowania to nie tylko decyzja – to element identyfikacji, dający poczucie przynależności i spójności. Dlatego mimo porażek wybranego obozu politycznego, jesteśmy bardziej skłonni go bronić, niż zmienić opinię, bo oznaczałoby to podważenie obrazu samych siebie. Wiąże się z tym cały bagaż emocjonalny. Często latami inwestujemy czas i energię we wspieranie konkretnej frakcji, co skutecznie odwodzi nas od myśli o popełnionym błędzie. To zupełnie jak w relacji romantycznej lub przyjacielskiej – włożyliśmy w nią tyle, iż nie potrafimy przyznać przed sobą, iż coś jest nie tak. Im silniej identyfikujemy się z wybraną stroną sceny politycznej i im większą lojalnością ją darzymy, tym większy dyskomfort pojawia się w obliczu sprzecznych informacji – a wraz z nim rośnie potrzeba jego redukcji. Czasami do stopnia, w którym zaczynamy przekonywać innych do swoich racji, utwierdzając w ten sposób także samych siebie.

W gruncie rzeczy dysonans poznawczy jest nieocenionym narzędziem, które posiada każdy z nas. Pomaga chronić wewnętrzne „ja” przed rozpadem i rozchwianiem, a także ogranicza potrzebę ciągłego kwestionowania samych siebie. Jest jednym z mechanizmów, które ułatwiają codzienne funkcjonowanie. Choć czasem na naszej twarzy pojawia się uśmiech, gdy obserwujemy innych racjonalizujących swoje wybory bądź złe decyzje, wystarczy odwrócić sytuację, by zobaczyć, iż sami mamy podobny problem. Również niechętnie przyznajemy się do błędów. Gdy już to robimy, zdajemy sobie sprawę, iż przez bardzo długi czas mogliśmy się mylić – a to godzi w nasze ego głębiej niż sama pomyłka. Godzi w to, kim myślimy, iż jesteśmy. Dlatego tak intensywnie trzymamy się swoich przekonań. Nie dlatego, iż jesteśmy alfą i omegą, ale dlatego, iż dają nam one poczucie bezpieczeństwa. Mogłoby się wydawać, iż napięcie towarzyszące nam przy drobnych rozczarowaniach nie ma nic wspólnego z poważnymi decyzjami politycznymi czy społecznymi, ale jest wręcz przeciwnie. Świadomość istnienia tego zjawiska oraz fakt, iż codziennie w różnym stopniu nieświadomie z niego korzystamy, może pomóc nam lepiej zrozumieć samych siebie i swoje otoczenie. Idąc dalej – może stać się pierwszym krokiem w kierunku zaakceptowania wszechobecnych sprzeczności.

Kinga KALINOWSKA

Read Entire Article