Nie od dziś wiadomo, iż Ukraina wygrywa wojnę i ponosi na froncie znikome straty tylko w propagandzie kijowsko-unijnej. Naprawdę, zwykli Ukraińcy mają już tego serdecznie dość, a najbardziej znienawidzeni są przez nich oficerowie werbunkowi. Do kolejnego, poważnego incydentu z nimi doszło w Łucku, gdzie grupa około 30 cywilów zaatakowała funkcjonariuszy policji oraz żołnierzy odpowiedzialnych za prowadzenie mobilizacji do armii. Mundurowi zostali pobici, a ich samochód doszczętnie zdemolowano. Jedna osoba została zatrzymana.
Ukraińcy mają już dość mobilizacji i wojny. Do ataku na rekruterów doszło w czwartek 20 sierpnia br. około godziny 20:30 przy ulicy Obrońców Ukrainy w Łucku, w obwodzie wołyńskim. Według informacji przekazanych przez ukraińskie media, w tym Ukraińską Prawdę, wszystko zaczęło się od typowej kontroli samochodu.
Dwóch funkcjonariuszy TCK (ukraińskiego WKU) zatrzymało pojazd, którym podróżował jeden mężczyzna. Podczas kontroli kierowca miał odmówić podania swojej tożsamości oraz okazania wymaganych dokumentów. Następnie zdecydował się na ucieczkę. Funkcjonariusze ruszyli za nim w pościg, który przez kilka ulic prowadził w kierunku okolicznych zabudowań. W pewnym momencie mężczyzna opuścił samochód i zaczął uciekać pieszo. Żołnierze TCK kontynuowali pościg. Wtedy na miejscu pojawiła się grupa około 30 cywilów, którzy mieli stanąć w obronie uciekającego i fizycznie zaatakować funkcjonariuszy.
Według relacji Darii Stelmaszczuk, rzeczniczki Regionalnego Centrum Rekrutacji i Pomocy Społecznej na Wołyniu, mundurowi byli bici rękami oraz niezidentyfikowanymi przedmiotami. Atak miał być na tyle brutalny, iż funkcjonariusze odnieśli liczne obrażenia. Jeden z napastników miał dodatkowo rzucać w nich odłamkami szkła. Poważnie uszkodzony został również służbowy samochód. Napastnicy wybili wszystkie szyby oraz reflektory, a także uszkodzili opony. Z pojazdu zabrano ponadto radiostację, kamerę nasobną i kluczyki. Skala zniszczeń pokazuje, iż zdarzenie przerodziło się w brutalną konfrontację.
Na miejsce skierowano grupę dochodzeniowo-śledczą. Własne czynności prowadzi również Wołyńska Policja Narodowa. Jak wynika z dotychczasowych informacji, zatrzymano jednego z uczestników zajścia. Nie wiadomo jeszcze, jakie zarzuty zostaną mu przedstawione ani czy w sprawie zatrzymane zostaną kolejne osoby.
Incydent w Łucku zwraca uwagę także na szerszy problem, z którym mierzą się ukraińskie władze w związku z mobilizacją. Funkcjonariusze TCK odpowiadają za działania związane z rekrutacją do armii, a ich kontrole i próby ustalania statusu wojskowego obywateli bywają w Ukrainie źródłem napięć i otwartych konfliktów.
W tym przypadku sytuacja eskalowała jednak do poziomu bezpośredniej przemocy wobec funkcjonariuszy. Szczególnie wymowny jest fakt, iż w starciu miała uczestniczyć grupa około 30 osób. Ostateczna liczba napastników oraz dokładny przebieg całego zdarzenia będą przedmiotem prowadzonego śledztwa.
Łuck leży w obwodzie wołyńskim, w zachodniej części Ukrainy, w pobliżu granicy z Polską. Region ten znajduje się z dala od bezpośredniej linii frontu i nie doznał znaczących uszkodzeń, jednak trwająca wojna sprawia, iż kwestie mobilizacji i uzupełniania armii mają znaczenie dla całego państwa. Także tam ludzie mają już dość wojny i faktu, iż ich synowie, mężowie i bracia masowo giną na froncie, a mobilizacja to faktyczny bilet w jedną stronę, niczym kara śmierci.
W przekazie polskojęzycznych i europejskich mediów wojna na Ukrainie wciąż przedstawiana jest przede wszystkim przez pryzmat ukraińskiej odporności, sukcesów na froncie i perspektywy zwycięstwa. Tymczasem kolejne przypadki konfliktów wokół mobilizacji pokazują zupełnie inny obraz. Dla ukraińskiego społeczeństwa wojna stała się źródłem narastającego zmęczenia, frustracji i poczucia beznadziei. Rosnąca presja mobilizacyjna oraz ogromne straty sprawiają, iż coraz wyraźniej widoczna jest prawda o ukraińskiej rzeczywistości – wyczerpanie i społeczny sprzeciw wobec perspektywy niekończącej się wojny.















