24 lutego 2022 roku. To data, która na zawsze zapisała się w pamięci wielu osób. - Kilka tygodni wcześniej urodziłam dziecko. Pamiętam ten dzień. Przyszła do nas położna. Powiedziała o wojnie. Była przerażona. Potem ten cały zalew informacji. Że bombardowania, śmierć, egzekucje. I tłumy na granicach - wspomina Ania, 35-letnia mieszkanka jednego z wojewódzkich miast w Polsce. - Miesiąc później poznałam Julię. Ja poszukiwałam kogoś do pomocy przy dziecku, ona pracy. Tak zaczęła się nasza współpraca, ale też przyjaźń. Bo Julię bardzo polubiłam - dodaje.
REKLAMA
Zobacz wideo Kto pomaga Agnieszce Kaczorowskiej w opiece nad dziećmi? "Mamy taką ciocię"
Dwa różne światy. "Rozmów o wojnie nie było"
- Julia nie była doświadczoną opiekunką, nie miała certyfikatów, kursów i referencji. Była młoda, miała wtedy zaledwie 21 lat i żadnego doświadczenia w pracy z maluchami. Ale zdecydowałam się dać jej kredyt zaufania. Miała w sumie tylko wychodzić na spacery z moim dzieckiem. Pojawiły się jednak pewne nieporozumienia. Dla niej trudne do zrozumienia było, iż niemowlę tyle czasu spędza na zewnątrz. No i te moje matczyne "fanaberie", iż rozszerzanie diety powoli, iż dziecko będzie chodzić, jak będzie na to gotowe i naprawdę nie potrzebuje ciasnych butów do stawiania pierwszych kroków - opowiada nasza czytelniczka Ania. I dodaje, iż różnice w kwestii posiadania i wychowania dzieci dało się mocno zauważyć.
Nie były może wielkie, ale jednak znaczące. Pamiętam też to, jak któregoś dnia Julia zapytała mnie, dlaczego tak późno zdecydowałam się na dziecko. Powiedziała, iż kobiety w Ukrainie w moim wieku są już uważane za stare i mają w zasadzie odchowane dzieci. Miałam wtedy 31 lat i właśnie urodziłam swoje pierwsze dziecko. Wiedziałam też już, iż kolejnego nie będzie. Dla Julii było to dziwne. Mamy z mężem mieszkanie, pracę, a ja nie chcę więcej dzieci. Nie mogła tego zrozumieć, bo w jej ojczyźnie duże rodziny to norma
- opowiada Ania. - Z Julią też nie było rozmów o wojnie. Ona tego tematu nigdy nie zaczynała, ja nie ciągnęłam. Wiedziałam jedynie ze strzępków informacji, iż przeszła wiele. Pewnego dnia, kiedy sąsiedzi w moim bloku robili remont i coś z dużym impetem uderzyło w ścianę, ona dosłownie runęła na ziemię. Trwała tak chwilę, skulona i z wielkimi przestraszonymi oczami. Nie wiedziałam, co mam zrobić, co powiedzieć. Julia powiedziała, iż tak w Ukrainie umierali ludzie - mówi Ania.
Julia: O wojnie dowiedziałam się od znajomych
Julia o wojnie dowiedziała się od znajomych, chociaż jak sama przyznaje, "coś już wcześniej wisiało w powietrzu". - Potem przyszedł paraliż, decyzja o ucieczce. Ojciec został. Ja z siostrą i mamą wsiadłyśmy do pociągu. Nie wiedziałam, gdzie jedziemy. Wiedziałam tylko, iż nasz kierunek to zachód - opowiada. I dodaje: - Najpierw był przystanek we Lwowie, potem w Polsce. Na granicy wsiadłyśmy do autobusu, potem znalazło się dla nas miejsce w jednym z mieszkań.
Jak przyjechałam do Polski, wiedziałam, iż moje plany i marzenia zostały tam, daleko, w Dniepro. Potem poznałam Anię, jej męża Łukasza i małego Tadzia. Dali mi szansę
- wspomina Julia. - Na początku było nam trudno choćby się porozumieć. Zaczęłam co prawda kurs językowy, ale to trwało długo. Rozmawialiśmy trochę na migi, trochę po angielsku, trochę po polsku. Przychodziłam do nich, bawiłam się z małym Tadziem. I tak zostałam nianią na etat. Trwało to ponad rok. Tadziu poszedł do przedszkola, a ja znalazłam nową pracę - opowiada. I przyznaje, iż po prawie czterech latach pobytu w Polsce tęskni za swoim dawnym życiem. Za ojcem, który został w Ukrainie, za znajomymi, których już nie ma. - Nie wiem, co będzie dalej, ale dla nas na razie nie ma opcji powrotu. Tu teraz żyjemy. Chciałabym tylko, żeby tata do nas dojechał, ale on nie chce. Mówi, iż woli mieszkać u siebie, bo tu zawsze będzie obcy - wtrąca ze smutkiem.
Polska a Ukraina. Temat różnic został wzięty na tapet przez naukowców
Wśród mieszkańców naszego kraju panuje przekonanie, iż "Ukrainki są bardziej konserwatywne i dla nich ogromną wartością jest posiadanie rodziny".
Pamiętam, jak Julia, która do nas przychodziła, była zachwycona tym, jak mój mąż opiekował się dzieckiem, angażował w życie domowe i rodzinne. Było to dla niej niezwykłe, iż to on przygotował obiad, bo ja w tym czasie musiałam przygotować kilka rzeczy do pracy
- wspomina Ania.
Okazuje się, iż temat różnic w podejściu do kwestii posiadania dzieci i ich wychowywania zaciekawił wielu naukowców. Jedną z ciekawych perspektyw przedstawia badanie studentów z Polski i Ukrainy dotyczące postrzegania dużych rodzin przeprowadzone przez mgr Lyudmyle Smygur - doktorantkę z Instytutu Pedagogiki KUL. Opisane dane są dość jednoznaczne i pokazują, iż młodzi Ukraińcy są bardziej optymistyczni wobec rodzin wielodzietnych niż młodzi Polacy. "U większości badanych na Ukrainie rodzina wielodzietna wzbudza podziw i szacunek. Nie można tak powiedzieć o badanych w Polsce, ponieważ w takich kategoriach, jak podziw, szacunek, zdziwienie, większość zaznaczyło odpowiedź: 'Trudno powiedzieć'. (...). Studenci z Polski częściej niż z Ukrainy kierują się zdaniem, iż posiadanie większej liczby dzieci jest osobistym wyborem. Natomiast Ukraińcy częściej niż Polacy są zdania, iż rodzina wielodzietna jest szczęściem i radością" - podano.
O różnicach w podejściu do posiadania i wychowywania dzieci pomiędzy tymi nacjami można przeczytać także w raporcie UNICEF ("Badanie dotyczące potrzeb, postaw i barier w zakresie wspierających praktyk rodzicielskich wśród ukraińskich opiekunów w Polsce"). Okazuje się, iż kwestie dotyczące tego, jak podchodzimy do opieki nad dziećmi, wynieśliśmy z domu, a bardzo widoczne jest to w przypadku rodzin ukraińskich zamieszkałych w Polsce.
Tak zostałam wychowana, i tak będę wychowywać dzieci. Bardzo niewielu ludzi konkretnie poszukuje wiedzy, czyli tego, na co musimy zwrócić uwagę, i powinno to być przedstawione w bardzo prosty sposób [...]
- mówi Matka z Ukrainy, której wypowiedź została przytoczona w badaniu.
Autorzy raportu wskazują, iż "ograniczenia poznawcze odgrywają kluczową rolę w podejściu do rodzicielstwa uchodźców z Ukrainy przebywających w Polsce". "Nasze badania pokazują, iż wielu rodziców z Ukrainy często kontynuuje praktyki rodzicielskie, dzięki których ich wychowywano, również te negatywne, które mogą utrudniać wprowadzanie nowych, pozytywnych (wspierających) metod wychowania" - podano.
Masz historię, którą chciałabyś lub chciałbyś się podzielić? Napisz: [email protected]. Gwarantuję anonimowość.











