"Przyjaźń oznacza partnerstwo. Partnerstwo oznacza prawdziwie i prawdziwie wzajemne taryfy. Potrzebne są odpowiednie decyzje" – pisze w serwisie X premier Donald Tusk. To jego reakcja na decyzję prezydenta USA, który nałożył 20-proc. cła na produkty z Unii.
Dodajmy, iż Polska bezpośrednio na nowych amerykańskich cłach nie straci wiele. Polski Instytut Ekonomiczny pochylił się nad danymi i wyliczył, iż w najgorszym wypadku (scenariusz ostrej wojny handlowej między USA a UE połączonej z odwetem ze strony Unii) PKB Polski może zmaleć o 0,43 proc. Bez działań odwetowych UE byłoby to nieco mniej – 0,38 proc. W najlepszym przypadku stracimy stosunkowo niewiele: od 0,11 do 0,15 proc. PKB. Maksymalne spadki eksportu w wielu branżach nie powinny przekroczyć 4 procent.
Spadki mogą wynikać z zakłócenia łańcuchów dostaw na skutek nakładania dodatkowych ceł przez obie strony i szerszego zakresu ograniczeń w handlu międzynarodowym. To przekłada się na wyższe koszty produkcji i mniejszą dostępność rynków zbytu oraz pogłębienie niepewności na rynkach, ograniczenie inwestycji i eksportu polskich firm uczestniczących w globalnych łańcuchach dostaw zarówno dla UE, jak i USA.
UE szykuje ciętą ripostę dla Trumpa
UE "przygotowuje się do dalszych środków zaradczych" w celu ochrony swoich interesów, powiedziała Ursula von der Leyen, wzywając USA do "przejścia od konfrontacji do negocjacji".
"Finalizujemy już pierwszy pakiet środków zaradczych w odpowiedzi na cła na stal. Teraz przygotowujemy się do dalszych środków, aby chronić nasze interesy i nasze przedsiębiorstwa, jeżeli negocjacje zakończą się fiaskiem" – mówiła przewodnicząca Komisji.
Prezydent USA nałożył w środę minimalne cło w wysokości 10 proc. na wszystkie kraje, a UE została umieszczona na liście 60 "najgorszych przestępców" i obciążona wyższą stawką w wysokości 20 proc. Cła mają wejść w życie w przyszłą środę.
Trump ogłosił również cła na samochody wyprodukowane poza USA, taryfa wynosi 25 proc. Te stawki wchodzą w życie ze skutkiem natychmiastowym.
"Razem z moimi kolegami z rządu, moimi urzędnikami i UE przeanalizujemy sytuację i najlepszy sposób reakcji w nadchodzących godzinach i dniach. UE będzie musiała zareagować w sposób proporcjonalny, który ochroni naszych obywateli, naszych pracowników i nasze przedsiębiorstwa" – dodała von der Leyen.
UE, stwierdziła wcześniej w przemówieniu do Parlamentu Europejskiego, ma w ręku wiele kart: od handlu po technologię, po "wielkość naszego rynku" i "podejdzie do tych negocjacji z pozycji siły".
Bruksela ma już dwie listy produktów amerykańskich, które mogą zostać objęte taryfami, jak wcześniej powiedzieli urzędnicy UE, w tym jedną, która zawiera towary objęte zawieszonymi taryfami od 2018 r. Urzędnicy powiedzieli, iż konieczne mogą być dalsze środki, które potencjalnie mogłyby zostać ukierunkowane na usługi.