Tu nie ma miejsca na błędy

polska-zbrojna.pl 2 hours ago

Kurs technik linowych będący częścią szkolenia bazowego w Jednostce Wojskowej Komandosów to wymagający egzamin, który ma przygotować operatorów do służby w zespołach bojowych. Żołnierze ćwiczą m.in. desant i ewakuację z pokładu śmigłowców w terenie górskim. Ich umiejętności okazały się nieocenione np. podczas akcji ratunkowych w 2024 roku, gdy południe Polski pustoszyła powódź.

Górski teren, zmienna pogoda i wiatr w ciasnych dolinach. Każdy manewr musiał być precyzyjny, a każdy ruch – pewny. – Na początku pojawiały się lęki związane z wysokością, ale też zwykła niewiedza – jak to wygląda w praktyce. Ale potem wszystko zmienia się w momencie startu śmigłowca. Pełna koncentracja, nie ma czasu w strach, na najmniejszą choćby pomyłkę – mówi jeden z kursantów (ze względów bezpieczeństwa nie po dajemy nazwisk operatorów jednostek specjalnych).

Operatorzy Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu ćwiczyli desant i ewakuację z pokładu śmigłowców. Zajęcia prowadzono zarówno na obiektach wysokościowych jednostki, jak i w rejonie Kotliny Jeleniogórskiej, gdzie górski teren tylko podnosił poprzeczkę. – Górzyste obszary, wysokie drzewa. Działaliśmy w pełnym oporządzeniu bojowym, również w nocy, w noktowizji, przy ograniczonej widoczności. Do tego dochodziła pogoda – zimno, mżawka. W takich warunkach wszystko jest trudniejsze – kontynuuje kursant.

REKLAMA

Test w powietrzu

Kurs technik linowych trwa dwa tygodnie, zaczyna się od zajęć na ziemi. Najpierw kilkugodzinna część teoretyczna. Przypomnienie zasad bezpieczeństwa, parametrów sprzętu alpinistycznego, lin i węzłów. Dopiero potem wieża. – Mamy jeden z najlepszych obiektów wysokościowych w Polsce, który pozwala bardzo dobrze zasymulować desantowanie ze śmigłowca w warunkach kontrolowanych – tłumaczy „Mazzi”, instruktor JWK. Te ćwiczenia realizowane są około tygodnia. Każda kolejna doba to coraz więcej kilogramów. – Najpierw kursanci ćwiczą bez obciążenia, potem dochodzi sprzęt bojowy, kamizelka, broń, hełm, plecaki NVG, sprzęt CBRN. Uczymy ich, jak się podpiąć, jak operować sprzętem alpinistycznym, jak zachować się w sytuacji awaryjnej, np. gdy dojdzie do zaczepienia o statek powietrzny – dodaje.

W końcu przychodzi moment wejścia do śmigłowca. – Hałas, podmuch powietrza, drgania, zmienna wysokość. Do tego dochodzi konieczność wykonania zadania pod presją czasu. Trzeba się na to przygotować mentalnie – opowiada jeden z kursantów. I choćby najlepsza symulacja nie oddaje tego, co czeka w powietrzu. Dlatego równie ważne jest przygotowanie psychiczne. Specjaliści uczą podczas kursu, jak radzić sobie ze stresem i kontrolować emocje. – choćby jeżeli ktoś przeszedł selekcję i nie ma problemu z działaniem na dużej wysokości, to przy desantowaniu ze śmigłowca musi wyjść jednak ze swojej strefy komfortu. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie ze śmigłowcem. Na początku jest stres i niepewność, ale potem zmienia się to podejście – kiedy pierwszy raz lecą 120 km/h 300 m nad ziemią, pojawia się uśmiech – opowiada „Mazzi”.

Ćwiczenia prowadzone w Kotlinie Jeleniogórskiej pozwoliły odtworzyć scenariusze zbliżone do operacyjnych – zarówno w zakresie desantu, jak i ewakuacji. Także w warunkach, gdzie nie ma możliwości lądowania. Były więc zjazdy na formacje skalne, dachy budynków, wieżowców, a choćby na zapory wodne. – Na wieży mamy 11 m, a w terenie pracujemy na wysokościach 40, 50 m. Do tego dochodzi ekspozycja skalna i warunki górskie. W kotlinie wiatr potrafi często zmieniać kierunek, co utrudnia podejście śmigłowca w odpowiednie miejsce. Kursanci uczą się naprowadzać go sygnałami własnego ciała i przez radio – wyjaśnia instruktor JWK. W trakcie szkolenia Jednostka Wojskowa Komandosów współpracowała z Powietrzną Jednostką Operacji Specjalnych, która wydzieliła do działań śmigłowce Mi-17.

Operatorzy doskonalili dwie podstawowe metody desantowania z powietrza. Pierwsza to szybki zjazd bez użycia przyrządów. – Fast rope [w wolnym tłumaczeniu szybka lina] to technika wykorzystywana do szybkiego zajmowania obiektów, także przez jednostki kontrterrorystyczne – wyjaśnia „Mazzi”. Kluczowa jest tu kontrola i siła własnych rąk. – Zjazd odbywa się po grubej linie, bez przyrządów, a operator kontroluje prędkość wyłącznie tarciem i pracą ciała – precyzuje. Technika stosowana jest tam, gdzie liczy się czas, gdzie nie ma szans na szybkie lądowanie, tj. na okrętach, w centrum miasta czy przy wysokich obiektach infrastruktury krytycznej.

Obok fast rope są techniki alpinistyczne z wykorzystaniem sprzętu indywidualne go. – Zjazd odbywa się z użyciem uprzęży i przyrządu. Lina ma około 30 m i jest opuszczana ze śmigłowca, a operator podłącza się do systemu. To daje większą kontrolę nad operacją, ale przez cały czas kluczowa jest szybkość działania – tłumaczy instruktor JWK.

Od powodzi do pilotażu

Gdy śmigłowiec nie może wylądować, lina staje się jedyną drogą powrotu na jego pokład. Także dla rannych żołnierzy i cywilów. – Uczymy ewakuacji – śmigłowiec przylatuje nad wyznaczony rejon, opuszczane są zestawy lin i operatorzy się podpinają. To mogą być np. osoby poszkodowane, które trzeba wciągać na noszach. najważniejsze jest szybkie i bezpieczne podjęcie ich z miejsca, do którego nie ma innego dostępu – wyjaśnia „Mazzi”.

To właśnie techniki linowe okazały się nieocenione na terenach odciętych przez wodę podczas powodzi w 2024 roku na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. W wielu miejscach dostęp do poszkodowanych był możliwy wyłącznie z powietrza. Komandosi z Lublińca jako jedni z pierwszych ruszyli wtedy z pomocą. – Od pierwszego telefonu z prośbą o wsparcie do startu minęły cztery godziny – w ekspresowym tempie przygotowaliśmy sprzęt, śmigłowce i ruszyliśmy do działania. Ewakuowaliśmy mieszkańców, także ranne zwierzęta – wspomina instruktor.

Przez dwa tygodnie koordynowali transport ludzi. Dostarczali leki, sprzęt, żywność oraz materiały wykorzystywane do wzmacniania wałów przeciwpowodziowych. Te doświadczenia zdobyte w działaniach kryzysowych stały się punktem wyjścia do wprowadzenia pilotażowego systemu w swojej jednostce. – Opracowaliśmy m.in. techniki zrzutu big-bagów – najpierw desantowaliśmy je w trudno dostępnych miejscach, a potem kierowaliśmy zrzutami z dokładnością do metra, żeby uszczelniać wały. Z czasem wykonaliśmy specjalne tabele norm i należności sprzętu do technik linowych. Wcześniej korzystaliśmy głównie ze sprzętu sportowego. Teraz mamy wyposażenie o statusie wojskowym, przeznaczone do działań operacyjnych – dodaje „Mazzi”.

Kurs technik linowych w rejonie Kotliny Jeleniogórskiej prowadzony był już w nowym systemie i z wykorzystaniem nowego sprzętu wysokościowego. Jest na bieżąco udoskonalany przez operatorów Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca.

Natalia Witkiewicz
Read Entire Article