Trzy, dwa, jeden – ognia! Żołnierze 1 Brygady Pancernej strzelali z armatohaubic K9A1. To ostateczny sprawdzian dla ich załóg

polska-zbrojna.pl 2 hours ago

Na poligonie w Toruniu żołnierze Dywizjonu Artylerii Samobieżnej z 1 Brygady Pancernej z Wesołej przeszli chrzest ogniowy na armatohaubicach K9A1. Pierwsze strzelania bojowe nowym sprzętem potwierdziły celność i niezawodność maszyn. Załogi, które przesiadły się z wysłużonych Goździków, doceniają nie tylko potężną siłę ognia, ale także chwalą komfort nowych pojazdów.

Pod koniec lutego na toruński poligon przewieziono kilkanaście południowokoreańskich armotauhabic K9A1. Sprzęt został wyprodukowany w 2025 roku i w połowie ubiegłego roku pierwsze K9 trafiły do 1 Warszawskiej Brygady Pancernej. Po przerzuceniu do Polski przeszły proces dostosowania do krajowych wymogów, czyli między innymi integrację z polskim systemem kierowania ogniem Topaz czy systemami łączności.

– Po intensywnym szkoleniu załóg przyszedł czas na ostateczny sprawdzian – mówi ppor. Adam Ostrowski, dowódca baterii z 1 BPanc. – Polega on na sprawdzeniu przygotowania naszych obsług do zapewnienia wsparcia ogniowego pododdziałom pierwszorzutowym brygady, czyli batalionom czołgów i batalionom mechanizowanym – dodaje.

REKLAMA

Pierwsze strzelanie ze sznura

Podczas ćwiczeń armatohaubice oddały po pięć strzałów amunicją 155 mm. K9 są w stanie razić cele oddalone około 40 km. Ale na poligonie w Toruniu strzelały na odległość około pięciu kilometrów. Zanim przystąpiono do strzelania maszyny przyjechały do punktu ładowania. Tam sprawdzono i uzbrojono pociski, a następnie umieszczono je w przedziale amunicyjnym. Dopiero wówczas padł rozkaz przejechania na pozycje ogniowe.

Pierwszy strzał, ze względów bezpieczeństwa, oddano przy użyciu specjalnego przewodu – sznura o długości 20 m. Dzięki temu obsługa składająca się z pięciu osób znajdowała się w odległości od haubicy. – To tzw. strzał techniczny praktykowany podczas pierwszego strzelania lub po dużych remontach – wyjaśnia kpt. Ostrowski. Kolejne cztery strzały oddano już w normalnej procedurze, czyli załoga znajdowała się wewnątrz K9.

Mjr Jakub Rokicki, dowódca Dywizjonu Artylerii Samobieżnej, mówi, iż wyzwaniem było zachowanie zimnej głowy i zdrowego rozsądku. – Ważne jest zgranie całego zespołu działonu, plutonu z dowódcą baterii i oficerem ogniowym – dodaje. Jak ocenia, strzelanie poszło zgodnie z planem i chwali swoich podwładnych za celność. – Po żołniersku żartujemy, iż powinni celować jak do wiaderka, a trafiali jak do kieliszka – śmieje się

Realizacja: Anita Blinkiewicz, Aleksander Kruk, Sławomir Piernik

Pięć gwiazdek

Wojsko Polskie posiada już ponad 200 nowoczesnych K9. Załogi, które wcześniej trenowały na samobieżnych haubicach Goździk, bardzo chwalą nowy sprzęt. Podkreślają olbrzymi przeskok technologiczny, w tym rozbudowany elektroniczny system sterowania i kierowania ogniem. Doceniają też komfort pracy i dużą przestrzeń wewnątrz maszyny. Do tego dochodzi klimatyzacja i ogrzewanie. – Po prostu pięć gwiazdek. A to wpływa na pracę, szybkość i gotowość prowadzenia zadań ogniowych i realizacji zadań – wskazuje mjr Jakub.

Podczas szkolenia poligonowego na toruńskim poligonie K9-ki sprawdzono zarówno w dzień, jak i w nocy, także w bardzo niskich temperaturach. I nie odnotowano żadnej awarii. Kpt. Maciej Strupiechowski, rzecznik 1 BPanc. podkreśla, iż pierwsze strzelanie bojowe na nowym sprzęcie to kolejny krok w budowaniu gotowości, zgrania i skuteczności artylerzystów, a także sprawdzian ich wyszkolenia.

Koreańska haubica K9 Thunder jest wyposażona w armatę kal. 155 mm i karabiny maszynowe kal. 12,7 mm. Działo może razić cele oddalone choćby o 40 km, a sam pojazd ma zasięg operacyjny 480 km i może poruszać się z prędkością 67 km/h. Napęd stanowi silnik wysokoprężny o mocy 1000 KM z automatyczną skrzynią biegów. Masa haubicy wynosi 47 t. Załoga składa się z pięciu osób. To dowódca, działonowy, ładowniczy, pomocnik ładowniczego i kierowca.

AB
Read Entire Article