Ukraińskie drony trzecią noc z rzędu zakłóciły pracę rosyjskich lotnisk, a do 3 września ograniczenia objęły wszystkie cztery porty Moskwy oraz lotniska w innych regionach. Setki rejsów odwołano lub opóźniono. Wołodymyr Zełenski ocenił, iż wojna rozpętana przez Rosję zamyka jej niebo, co podnosi presję na Kreml i przewoźników.
Moskwa traci pewność w powietrzu
W nocy z 3 na 4 września rosyjskie lotniska po raz trzeci z rzędu pracowały pod presją ukraińskich operacji dronowych. Ograniczenia dotknęły Moskwę, ale nie zatrzymały się na stolicy. W piątek rano wstrzymano także pracę portu w Saratowie, położonego około 850 kilometrów na południowy wschód od Moskwy.
Do 3 września restrykcje objęły Szeremietiewo, Wnukowo, Domodiedowo i Żukowskij, a także lotniska w Soczi, Gelendżyku, Penzie, Saratowie, Jarosławiu i Niżnym Nowogrodzie. Część samolotów lecących do Moskwy przekierowano do Petersburga oraz Niżnego Nowogrodu. Skala zakłóceń pokazuje, iż system transportowy rozległego państwa może być podatny na długotrwałą presję stosunkowo tanich bezzałogowców.
Setki opóźnień i odwołane połączenia
Według danych Flightradar24 przywołanych przez Wirtualną Polskę, 2 września na Szeremietiewie odwołano 21 rejsów, a 235 opóźniono. Na Wnukowie odwołano 22 loty i opóźniono 94. Zakłócenia objęły co najmniej 27 połączeń międzynarodowych obsługiwanych między innymi przez Pegasus Airlines, Turkish Airlines i flydubai.
W czwartek cztery rosyjskie porty znalazły się w pierwszej piątce lotnisk z największymi zakłóceniami na świecie, wynika z relacji opartej na danych serwisu śledzącego ruch lotniczy. Rosawiacja utrzymywała, iż infrastruktura działa normalnie, ale odwołania, opóźnienia i przekierowania mówiły co innego. Dla pasażerów wojna przestała być obrazem z telewizji. Weszła do rozkładów lotów i terminali.
Zełenski ostrzega przewoźników
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski już 1 września ostrzegł zagranicznych przewoźników przed rosnącym ryzykiem w rosyjskiej przestrzeni powietrznej. Ukraina powiadomiła o nim Międzynarodową Organizację Lotnictwa Cywilnego i podkreśliła, iż samoloty cywilne nie są celem ataków. Wcześniejsze ostrzeżenie Zełenskiego dla linii lotniczych nabrało po trzech nocach bardzo konkretnego znaczenia.
Według danych władz Moskwy, przywołanych przez media, od początku tygodnia w stronę obwodu moskiewskiego skierowano blisko 550 dronów. W relacji Kyiv Post podano dokładniej 548 bezzałogowców między rankiem 2 września a południem 3 września, z których 143 miały zostać przechwycone na podejściu do stolicy. Są to informacje stron konfliktu i wymagają takiej atrybucji, jednak rzeczywiste ograniczenia ruchu cywilnego są widocznym skutkiem operacji.
Presja na rosyjską obronę
Celem kampanii jest coś więcej niż czasowe zamykanie terminali. Powtarzające się fale dronów zmuszają Rosję do rozdzielania zasobów obrony powietrznej między front, obiekty wojskowe, rafinerie, miasta i lotniska. Im więcej systemów Kreml musi trzymać wokół Moskwy, tym mniej swobody ma na innych kierunkach. Jednocześnie Rosja przez cały czas wzmacnia własne lotnictwo bojowe, więc presja dronowa nie oznacza załamania jej potencjału militarnego.
Trzeba też zachować jasną granicę. Uderzenia w cele wspierające rosyjską machinę wojenną są częścią obrony napadniętego państwa, ale bezpieczeństwo lotnictwa cywilnego wymaga ostrzeżeń, procedur i odpowiedzialnego doboru celów. Rosja ponosi odpowiedzialność za rozpoczęcie pełnoskalowej wojny, nie zwalnia to jednak żadnej strony z obowiązku ochrony cywilów.
Dla Polski płynie z tego praktyczna lekcja. Wojna dronowa potrafi w kilka godzin zakłócić komunikację wielkich miast i wymusić kosztowne reakcje obrony powietrznej. Nasze państwo potrzebuje gęstej sieci wykrywania, tanich środków zwalczania bezzałogowców oraz procedur dla lotnisk cywilnych. Rosyjskie problemy nie mogą nas usypiać. Powinny przyspieszyć budowę odporności Polski.
*Źródło: Wirtualna Polska; Euronews; Onet za Kyiv Post.*
Źródło: WP Wiadomości













