Rafał Trzaskowski zareagował na wybory parlamentarne na Węgrzech wpisem, który był czymś więcej, niż tylko zwykłymi gratulacjami dla zwycięzcy. Prezydent Warszawy napisał: "A jednak Warszawa w Budapeszcie", składając gratulacje Péterowi Magyarowi i jego środowisku.
Ten krótki komunikat odwraca jedno z najbardziej rozpoznawalnych zdań Jarosława Kaczyńskiego z 2011 roku. Dziś, po porażce Viktora Orbána, to właśnie obóz liberalno-centrowy próbuje symbolicznie przejąć ten polityczny skrót.
Trzaskowski odwraca słynne zdanie Kaczyńskiego
W październiku 2011 roku, po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych, Jarosław Kaczyński powiedział: "Jestem głęboko przekonany, iż przyjdzie taki dzień, kiedy będziemy mieli w Warszawie Budapeszt". Wypowiedź odnosiła się wtedy do Viktora Orbána, który po latach w opozycji wrócił do władzy na Węgrzech i stał się dla PiS politycznym punktem odniesienia. To zdanie przez lata funkcjonowało w polskiej polityce jako skrót marzenia o budowie państwa na wzór "orbánowski".
Skoro "Budapeszt w Warszawie" oznaczał kiedyś nadzieję PiS na polski wariant modelu Orbána, to "Warszawa w Budapeszcie" po zwycięstwie Tiszy ma sugerować ruch w przeciwnym kierunku: odejście Węgier od długich rządów Orbána i zbliżenie do bardziej proeuropejnego kursu, z którym kojarzą się dziś Polska po zmianie władzy i sam Trzaskowski.
Orbán właśnie stracił władzę po 16 latach
Centroprawicowa, proeuropejska partia Tisza wygrała wybory parlamentarne na Węgrzech i zakończyła 16-letnie rządy Viktora Orbána. Według częściowych wyników opozycja zdobyła 137 mandatów w 199-osobowym parlamencie, co oznacza większość konstytucyjną. To nie była więc minimalna wygrana, ale mocne polityczne przesilenie.
Orbán przez lata był dla części europejskiej prawicy, w tym dla PiS, symbolem skutecznego budowania "nieliberalnego" modelu państwa, skonfliktowanego z Brukselą, a jednocześnie mocno opartego na centralizacji władzy. Jego rządy oznaczały napięcia z UE, zamrożenie części funduszy, konflikty o praworządność i bliskie relacje z Donaldem Trumpem oraz Władimirem Putinem. Zwycięstwo Magyara zostało więc odczytane szerzej jako cios nie tylko w samego Orbána, ale też w cały polityczny obóz, który traktował go jako wzór.
Magyar wygrał jako rywal, który wyrósł z systemu Orbána
Warto przypomnieć, iż Péter Magyar nie wszedł do polityki jako klasyczny lider dawnej opozycji. To polityk, który kiedyś inspirował się samym Orbánem, a później wyrósł na jego najgroźniejszego przeciwnika. Orbána nie pokonał więc ktoś z peryferii polityki, ale człowiek, który pochodzi z tego samego środowiska i przejął część jego języka politycznego, ale odwrócił kierunek strategiczny w stronę odbudowy relacji z UE, walki z korupcją i osłabienia zależności od Rosji.
Jeśli Orbán przez lata symbolizował dla PiS "Budapeszt w Warszawie", to zwycięstwo Magyara można dziś przedstawiać jako znak, iż model antybrukselskiej, scentralizowanej polityki nie jest już nieusuwalny choćby tam, gdzie wydawał się najbardziej trwały.










![„Od kuchni” w ostrołęckiej komendzie – setki uczniów sprawdziły, jak może smakować służba w policji [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/275-246481.jpg)


