Gdy król Salomon wydał wyrok, aby rozciąć żywe dziecko na pół mieczem i każdej ze spierających się o macierzyństwo kobiet dać po pół dziecka, w rzeczywistości nie miał zamiaru do cięcia doprowadzić. Był to skuteczny wybieg, aby fałszywej matce opadła maska. Być może do wydania takiego „salomonowego wyroku” aspirował także prezydent Karol Nawrocki, gdy ustami swoich ministrów ogłosił, iż podzieli sześciu wybranych legalnie przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego na mniejszą i większą „połowę” i ślubowanie odbierze tylko to jej mniejszej grupy. Niezależnie od chęci i aspiracji, Nawrocki swoim postępowaniem to konkretne „dziecko” rzeczywiście na pół przeciął i popełnił swój premierowy delikt konstytucyjny.
Można już powoli tracić wiarę w to, iż TK odzyska w obecnym systemie konstytucyjnym swoją adekwatną rolę. Był on pierwszą ofiarą odejścia połowy polskich elit politycznych od zasad państwa prawa w 2015 r. i perspektywa przywrócenia go do legalnych i prawidłowych ram cały czas się oddala, zamiast przybliżać. Wraz z porażką kandydatów strony demokratycznej w wyborach prezydenckich 2025 stało się w zasadzie jasne, iż opowieść o upadku trybunału się nie kończy, tylko wchodzi w drugi sezon jakże żenującego serialu.
Karol Nawrocki na wczesnym etapie swojej kariery zawodowej był tzw. bramkarzem, ale nie w Lechii Gdańsk, tylko niestety w sopockim Grand Hotelu. Być może z tego rezerwuaru doświadczenia pozostała mu skłonność do tzw. selekcji przy wejściu. Być może to był ten impuls, który skłonił go, aby w sposób całkowicie pozaprawny dokonać selekcji wybranych przez Sejm RP – zgodnie z konstytucją i ustawą – sześciu sędziów TK i odebrać ślubowanie od dwojga, a pozostałym czterem kazać „spadać w długą”. Klucz polityczny przy tym wydaje się czytelny: łaski u głowy państwa dostąpili sędziowie wybrani z rekomendacji konserwatywnych ugrupowań demokratycznej koalicji – PSL i dawnej grupy Hołowni – którzy równocześnie nie „splamili się” w oczach obozu PiS i prezydenta wcześniejszą aktywnością w stowarzyszeniach broniących praworządności w Polsce doby rządów PiS.
Poza tym motywacja dla przepuszczenia przez sito prezydenckiej selekcji akurat dwóch sędziów wybranych przez demokratów leży oczywiście w matematyce. Nawrocki chce do 2027 r. utrzymać pisowską większość i kontrolę nad TK, ale równocześnie zadbać o to, aby trybunał mógł obradować w pełnych składach 11 sędziów. Oznacza to, iż właśnie czterech sędziów wybranych przez demokratów musiało zostać „odstrzelonych”. To czytelny zamysł.
Ze strony prawicy słychać różne wyjaśnienia kuriozalnego werdyktu nieudanego polskiego Salomona. Autorzy skargi konstytucyjnej przeciwko samodzielnie uchwalonej kiedyś ustawie sugerują proceduralne błędy związane z terminami wyboru czterech sędziów, choć dlaczego akurat tej czwórki pominiętej przez Nawrockiego – choćby oni wyjaśnić nie potrafią. Uzasadnienie skargi autorstwa ziobrystów jest zresztą tak niemądre i karkołomne, iż sama kancelaria prezydenta nie sięga po nie. Z ust ministra Boguckiego poznaliśmy więc inny plot twist: otóż Nawrocki odebrał ślubowanie tylko dwójki sędziów, bo tylko dwa wakaty zaistniały w toku jego kadencji, a pozostałe cztery są wcześniejsze. Czy to znaczy, iż Nawrocki oczekuje, iż ślubowanie pozostałej czwórki przyjmie – w wolnej chwili od emerytury – Andrzej Duda? To byłoby równie spójną z tą logiką, co oczywiście także absurdalne.
Dla każdego, kto usiłuje rozumieć sens tego sporu i spojrzeć na sytuację przez pryzmat inny aniżeli partyjnej walki PiS-u o utrzymanie kontroli nad szczątkami po TK, jest jednak jasnym, iż dla schematy przebiegu wyboru sędziów TK nie jest istotny termin rozpoczęcia i zakończenia kadencji prezydenta, tylko ramy czasowe kadencji Sejmu. To Sejm wybiera sędziów TK i to jego polityczna kompozycja oraz wyłoniona w nim większość koalicyjna uzyskuje, w świetle konstytucji i ustawy, prawo do wyboru kandydatów ideowo spójnych z jej spojrzeniem na świat. Skoro na tą kadencję Sejmu przypada osiem nowych wakatów, to ta większość jest powołana do wyboru ośmiu sędziów. To właśnie względy terminów końca kadencji Sejmu i powstania wakatów zdecydowały w 2015 r. o legalności wyboru trzech, a nielegalności wyboru dalszych dwóch sędziów przez ówczesną większość PO-PSL. Zaś zignorowanie tych oczywistych okoliczności przez przejmującą wtedy stery, nową większość PiS poskutkowało wygenerowaniem trzech dublerów.
Teraz prawica twierdzi, iż terminy na wybór czterech sędziów „bezpowrotnie minęły”, ale – można pójść o zakład – nie oznacza to, iż ewentualna większość PiS i obu Konfederacji powstrzyma się od obsadzenia tych miejsc po wyborach 2027 r. Czy możliwość obsadzenia tych sędziów, dzisiaj rzekomo już ze względów czasowych utracona, nagle magicznie powróci półtora roku później? Zapewne! Karol Nawrocki na pewno nie będzie stawiać wówczas przeszkód wyborowi prawicowych kandydatów na miejsca, które powinny być obsadzone w latach 2023-27 przez inne siły polityczne. W ten sposób skład TK zostanie ponownie zaburzony, a liczba dublerów z 2015 r. zostanie podwojona. Kryzys TK zostanie zwielokrotniony i wydłużony w czasie. Jego końca nie widać, tak samo jak odbudowy praworządności w Polsce.









![Nie uwierzycie, gdzie próbował schować się przed policją. Ten schowek w Nowogrodzie przejdzie do historii! [FOTO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/projekt_bez_nazwy19-0.png)





