Przez ostatni rok wiele napisano w NNO o prawdzie. O jej odcieniach, deficytach, zapomnianych znaczeniach, które w erze niepewności są szczególnie dotkliwe itd. Najczęściej myślimy o prawdzie, jako czymś, co metafizycznie wyzwala. Potrafi jednak i pętać, tłumić, gasić albo – w pewnych okolicznościach – uruchamiać spiralę cynizmu.
Zakotwiczenie
Równo 25 lat temu na konwersatorium z filozofii społecznej prowadzący miał już dość moich wynurzeń na temat prawdy. Zaproponował, żebym może przeczytał “Spór o naturę prawdy” Bohdana Chwedeńczuka i wtedy wrócił do dyskusji (parę razy zdarzyła mi się zresztą podobna sekwencja). Nie potrafiłbym przytoczyć dzisiaj książki w całości, ale pamiętam, iż moje myślenie o prawdzie zostało tam skutecznie zakotwiczone i podzielone na trzy obozy: korespondencyjny, koherencyjny i pragmatyczny.
Ściąganie cugli
Pierwsze dwa podejścia mają silne tendencje do ściągania cugli indywidualnym fanaberiom. Prawdziwe jest to, co zgadza się z rzeczywistością i – w drugim wariancie – co zgadza się z innymi prawdziwymi twierdzeniami. Kiedy poruszamy się w tych ramach, prawda pęta nasze jednostkowe, absolutystyczne zapędy. Nie można mówić co się chce, zmyślać, fantazjować, trzeba się hamować, sprawdzać fakty, weryfikować kontrargumenty, pokornie odnosić do się swojej wolności i dostrzegać ograniczenia. To płaszczyzna, która wymusza ostrożność, wstrzemięźliwość, dystans, która wymaga czasu w refleksję oraz gotowości do uznania, iż rację może mieć druga strona sporu. Nie chodzi przy tym oczywiście, aby w nieskończoność cyzelować każde zdanie – takie życie byłoby nie do zniesienia i adekwatnie niemożliwe, bo źródła wiedzy weryfikować można w nieskończoność. Rzecz idzie o obiektywizację kryteriów słuszności.
Na pełnym gazie cynizmu
Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się na gruncie koncepcji pragmatycznej. Tam – w uproszczeniu – prawdziwe jest to, co praktyczne i działające. “Całe znaczenie owej metody pragmatycznej polega więc wyłącznie na tym, iż prawdy powinny mieć konsekwencje praktyczne”, pisze w Znaczeniu prawdy William James, XIX-wieczny współtwórca amerykańskiego pragmatyzmu. Taka postawa rodzi ogrom problemów, bowiem użyteczność może mieć przeróżne barwy, w tym polityczne, a stąd jest już tylko krok do spekulacji. Bierze ona za trampolinę korzyść i nic nie robi sobie z faktów. Wkraczamy wtedy do naprawdę gęstego i ciemnego lasu, gdzie przewodnikiem jest systematyczne nadużycie. Czasami ze wstydem, ale i dziwną zazdrością patrzę na ludzi, których, nic a nic nie obchodzi to, jak jest naprawdę, którzy są gotowi na pełnym gazie cynizmu powiedzieć każdą bzdurę, byle coś ugrać. Dla jasności: nie chodzi tu o pomyłkę, to zdarza się wszystkim. Idzie o coś głębszego, o zorganizowane lekceważenie stanu faktycznego, o przekonanie, iż prawda nie ma znaczenia, iż liczy się wyłącznie zdefiniowany wcześniej interes. To arena wolnej amerykanki, której nie dławi nic poza profitem.
Alternatywna rzeczywistość
Brzmi to może jak przesada, iż do mijania się z prawdą zaprzęgam pragmatyzm, ale właśnie użyteczność uważam za kluczową kategorię w tej układance (zdecydowanie groźniejszą niż głupota czy niedouczenie). Wiele mamy przykładów metodycznych kłamstw: o uchodźcach, mniejszościach seksualnych, sytuacji ekonomicznej, szczepionkach, chorobach, dietach, podatkach, zmianie klimatu, plus oczywiście naciągane narracje w kampaniach wyborczych – to wszystko jest kreacją alternatywnej rzeczywistości nastawioną na jakiś zysk. Nie bez powodu Światowe Forum Ekonomiczne za największe ryzyko w perspektywie 2 lat uznaje dezinformację. Sprzyja temu oczywiście AI, które na zawołanie produkuje ekspertki i ekspertów od wszystkiego, które w tekstach, obrazach i filmach potrafi wygenerować uzasadnienie każdej tezy. Zdaję sobie sprawę, iż niczego do końca nie można było być nigdy pewnym, ale ten niepokój obłędnie wzrasta przez rozwój sztucznej inteligencji.
Okazja czyni złodzieja i myślę, iż AI odkryje w nas nowe pokłady chciwości i bezwzględności.
Obawiam się, iż nie wystarczy nam gromadnie zmysłu moralnego w konfrontacji z zachłannością, z kalkulacją jak na ściemie zarobić, a wcześniej narobić innym wody z mózgu. Dotychczas remedium na brak moralności było prawo. Dzisiaj brzmi to jak marzenie ściętej głowy.
Prawda w opałach
Parę dni temu znajomy zażartował, iż posłuchałby kolęd w wykonaniu zespołu Scooter. Drugi odpowiedział, iż to adekwatnie żaden problem w dobie sztucznej inteligencji. “Zero ograniczeń i to jest wspaniałe”, dodał. Mamy tu praktyczność ponad fakt (bo przecież Scooter nigdy nie nagrał żadnej polskiej kolędy). Odnoszę wrażenie, iż prawda rozumiana korespondencyjnie jest w coraz większych opałach i być może nastaje era czystej użyteczności. Mało rewolucyjną tezą jest, iż im więcej chwilowej praktyczności na co dzień, tym mniej obiektywnej prawdy. Wątpliwości nie są nośne, uproszczenia z łatwymi rozwiązaniami i owszem.
Błędem byłoby zakładać, iż czymś nowym jest przetarg, gdzie przeciw sobie występują powściągliwość ograniczająca samozadowolenie i bezkrytyczne mielenie jęzorem. To starcie trwa od wieków. Nigdy jednak technologia nie dawała tej drugiej stronie tak potężnego i prostego w obsłudze oręża, aby prawdę w duchu koncepcji pragmatycznej przycinać do swoich celów. Jak się to skończy się ta potyczka, łatwo niestety przewidzieć.














