Waszyngton, 2 kwietnia 2025 r. – Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił wprowadzenie nowych ceł na importowane towary, co stanowi kolejny krok w realizacji jego wizji gospodarczej. Pakiet taryf, nazwany przez administrację „wielkim uderzeniem”, ma wejść w życie w najbliższych dniach i obejmuje szeroki zakres produktów – od pojazdów i części samochodowych po półprzewodniki i farmaceutyki. Jakie są rzeczywiste założenia tej polityki i co może oznaczać dla gospodarki USA oraz ich partnerów handlowych?

Fot. screen shot / youtube
Co wiemy o nowych cłach?
Zgodnie z zapowiedziami Białego Domu, od 3 kwietnia w pełni zmontowane pojazdy importowane do USA zostaną obłożone cłem, a od maja taryfy obejmą także najważniejsze komponenty motoryzacyjne. W planach znajdują się również podatki na półprzewodniki, leki, produkty spożywcze oraz miedź. W marcu wprowadzono już cła na wybrane towary z Chin, a obecna fala ma rozszerzyć ten zakres. Trump zapowiedział także tzw. cła wzajemne, dostosowane do stawek nakładanych na amerykańskie produkty przez innych partnerów handlowych.
Informacje te pokrywają się z doniesieniami medialnymi, w tym z „Rzeczpospolitej” i „Money.pl”, które od listopada 2024 roku relacjonują przygotowania do protekcjonistycznej polityki Trumpa. Potwierdza to również jego kampanijna retoryka, w której podkreślał konieczność ochrony amerykańskiego przemysłu i zmniejszenia deficytu handlowego.
Cele administracji
Trump przedstawia trzy główne założenia swojej strategii. Po pierwsze, chce stymulować krajową produkcję poprzez zachęcanie firm do przenoszenia fabryk do USA – wsparciem mają być ulgi podatkowe i uproszczenia administracyjne. Po drugie, cła mają generować dochody do budżetu federalnego, które sfinansują planowane obniżki podatków, w tym zwolnienie z opodatkowania napiwków i dochodów z ubezpieczeń społecznych. Po trzecie, taryfy mają służyć jako narzędzie negocjacyjne w relacjach międzynarodowych, zastępując sankcje, które – według Trumpa – osłabiają pozycję dolara.
Te cele znajdują odzwierciedlenie w wypowiedziach doradców prezydenta, takich jak Peter Navarro, który w styczniu 2025 roku w CNBC przekonywał, iż cła mogą pokryć koszty obniżek podatkowych szacowanych na 4,6 biliona dolarów w ciągu dekady.
Skala i realność planów
Nowe taryfy dotknęły już Kanadę, Meksyk i Chiny – kraje odpowiadające za około 40% amerykańskiego handlu towarowego. Wstrzymanie części ceł wobec sąsiadów USA było wynikiem ich ustępstw w kwestiach migracji i walki z przemytem narkotyków, co potwierdza elastyczność podejścia Trumpa. Prezydent ma szerokie uprawnienia do nakładania ceł na podstawie ustaw o bezpieczeństwie narodowym i interesach gospodarczych, co czyni te działania prawnie wykonalnymi bez zgody Kongresu.
Zgodnie z analizą Uniwersytetu Yale, obecne i planowane taryfy mogą podnieść średni poziom ceł w USA do niemal 10% — byłby to najwyższy poziom od 1943 roku. Biały Dom podkreśla, iż te zmiany mają charakter historyczny i stanowią jeden z filarów nowej strategii gospodarczej.
Potencjalne skutki
Ekonomiści szacują, iż nowe taryfy mogą zwiększyć koszty życia Amerykanów. Gospodarstwa domowe mogą stracić choćby 2000 dolarów rocznie z powodu wzrostu cen importowanych towarów. Firmy takie jak Walmart czy Target już sygnalizują możliwe podwyżki, choć niektóre przedsiębiorstwa zagraniczne rozważają obniżki cen lub przeniesienie produkcji do USA, co mogłoby częściowo zrealizować wizję Trumpa.
Na arenie międzynarodowej istnieje ryzyko eskalacji napięć handlowych. Chiny, Kanada i Meksyk zapowiedziały działania odwetowe, co może prowadzić do szerszej wojny celnej. Dane historyczne, w tym skutki ustawy Smoota-Hawleya z 1930 roku, sugerują, iż protekcjonizm może wywołać spowolnienie gospodarcze, choć obecny kontekst geopolityczny różni się od realiów sprzed niemal wieku.
Ocena i perspektywy
Polityka celna Trumpa to kontynuacja trendu zapoczątkowanego w jego pierwszej kadencji, kiedy na chińskie towary nałożono taryfy warte 380 miliardów dolarów. Obecne działania są jednak bardziej ambitne i obejmują szerszy zakres partnerów handlowych. Choć administracja podkreśla korzyści dla amerykańskiej gospodarki, eksperci pozostają podzieleni – protekcjonizm może wzmocnić niektóre sektory, ale niesie też ryzyko inflacji i globalnych reperkusji.
W najbliższych miesiącach najważniejsze będą reakcje rynków i negocjacje z partnerami handlowymi. Nowe cła to nie tylko decyzja ekonomiczna, ale i polityczna, która może na nowo zdefiniować rolę USA w globalnym handlu.
DF, thefad.pl / Źródła: Bloomberg, Reuters, CNBC, Yale University Budget Lab, Center for Strategic & International Studies, „Rzeczpospolita”, Money.pl