

Zapytany o rosyjskie operacje wpływu przed majowymi wyborami prezydenckimi w Polsce Siemoniak wspomniał o zagrożeniach w kilku obszarach. Wśród nich wymienił próby aktów sabotażu. — Rok temu aresztowano mężczyznę, który na zlecenie rosyjskich służb bezpieczeństwa próbował podpalić duży skład paliw we Wrocławiu. Było około 12 podobnych przypadków — przypomniał w rozmowie opublikowanej w sobotę na portalu gazety.
Za inny rodzaj destabilizacji Siemoniak uznał sytuację na polsko-białoruskiej granicy, gdzie migranci z Bliskiego Wschodu i Afryki są dowożeni przez reżim Aleksandra Łukaszenki przy wsparciu Moskwy. — Komisja Europejska uznała, iż nie chodzi o uchodźców, ale o wykorzystywanie migrantów jako broni (…). To nie Białorusini uciekają przed dyktaturą, ale ludzie, którzy przylatują samolotem do Moskwy i płacą za to duże pieniądze — wyjaśnił Siemoniak.
Siemoniak mówi o rosyjskiej dezinformacji
Szef MSWiA wspomniał również o innych formach politycznej destabilizacji, takich jak próby zwiększenia napięcia między Polakami a mieszkającymi w Polsce Ukraińcami. — To nie przypadek, iż Rosja wspiera i finansuje niektórych radykalnych polityków, takich jak Marine Le Pen we Francji. Rosyjski ślad pojawia się (też) w postaci brexitu, katalońskich separatystów czy kampanii antyszczepionkowych — zauważył.
Siemoniak zapewnił, iż Polska przygotowuje się do szybkiego reagowania na dezinformację, zwłaszcza w internecie. — W ubiegłym roku w serwisie PAP pojawiła się fałszywa wiadomość, jakoby premier ogłosił mobilizację i wysłanie polskich żołnierzy do Ukrainy. Komuś udało się włamać do serwisu PAP i rozpowszechnić informacje mogące wywołać silne emocje. Musimy być gotowi przed wyborami (prezydenckimi — przyp. red), szczególnie w kwestiach związanych z Ukrainą — podkreślił.