They found out how Trump calculated his tariffs. It couldn't have been worse...

natemat.pl 19 hours ago
Zastanawiacie się, w jaki sposób administracja Trumpa określiła nowe cła dla całego świata? Wystarczył im do tego kalkulator. Efekt jest absurdalny: wiele maleńkich państw zostało obłożonych niesamowicie wysokimi stawkami. Protestują wszyscy, bo zbyt proste wyliczenia nie biorą pod uwagę wielu skomplikowanych zależności.


Jak policzyć planowane cła? Przed takim zadaniem stanęła administracja Donalda Trumpa. Zamiast zatrudnić do roboty ekonomistów, zdecydowali się użyć kalkulatora i skupić się na pracy, jaką mógłby wykonać stażysta.

Z otoczenia prezydenta USA dochodzą wieści, iż przyjęto niewiarygodnie prostą, wręcz prymitywną metodologię obliczeń. W sumie można to zrobić dzięki najprostszego arkusza kalkulacyjnego. W jedną kolumnę wpisujemy nadwyżkę handlową danego kraju w wymianie z USA. W drugą wpisujemy jego całkowity eksport. W trzeciej tabeli liczymy, ile procent wymiany stanowi nadwyżka. Wynik dzielimy na pół i... voilà, gotowe.

Doniesienia z otoczenia Białego Domu potwierdzają zresztą obliczenia agencji Bloomberg. Idealnie zgadza się to w przypadku Chin (68 proc. nadwyżki, 34 proc. cła), tak samo obliczano taryfy dla Japonii, Korei Południowej i Unii Europejskiej.

Takie liczenie to poważny błąd, zapłacą za to Amerykanie


Zazwyczaj stawki celne wylicza się w bardziej skomplikowane sposoby, biorąc pod uwagę różne czynniki. Przede wszystkim bierze się pod uwagę spodziewany efekt, czyli na przykład ochronę jakiejś gałęzi przemysłu. Trump już podejmował dziwne decyzje o cłach, które powodowały niedobory na rynku i wzrost cen produktów dla amerykańskich konsumentów.

Podczas swojej pierwszej kadencji w ramach polityki "America First" wprowadził cła na zagraniczne pralki. Ale amerykańskie firmy nie były w stanie same zaspokoić popytu. Efekt był taki, iż liczba pralek na rynku spadła, zaś ich ceny wzrosły średnio o 34 procent. Po wygaśnięciu ceł spadły.

Teraz tak samo będzie z samochodami. Cła spowodują podwyżkę cen aut z importu, ale i części motoryzacyjnych oraz materiałów sprowadzanych do amerykańskich fabryk. Jest też wątpliwe, by amerykański przemysł motoryzacyjny sam zdołał zaspokoić popyt: połowa aut sprzedawanych w USA jest z importu.

Administracja Trumpa zdecydowała się na obłożenie cłami niemal całego świata, w tym bezludnych wysp. "Niemal", bo na liście państw objętych nowymi cłami nie ma na przykład Rosji, Kuby, Korei Północnej i Białorusi.

Biały Dom tłumaczy, iż nie podlegają one "taryfom", bo już objęto je sankcjami. Jednak mimo sankcji wymiana handlowa USA z Rosją wynosi 3,5 mld dolarów, z czego 3 mld to import – zwrócił uwagę reporter Polskiego Radia Marek Wałkuski.

Cła na Unię Europejską i Chiny


Przypomnijmy: Trump ogłosił "cła odwetowe" na import do USA. Wprowadzono 10-procentowe opłaty na wszystkie towary oraz 25-procentowe na samochody. Zaproponowane przez Trumpa stawki dla poszczególnych państw różnią się od siebie. Dla Unii Europejskiej wynoszą 20 proc., dla Chin 34 proc., a dla Brazylii 10 proc.

"Teraz zamierzamy oskarżyć Unię Europejską. Są bardzo twardzi. Bardzo, bardzo twardzi handlarze. Wiecie, myślicie o Unii Europejskiej, bardzo przyjacielskiej. Oszukują nas. To takie smutne. To takie żałosne" – mówił wczoraj Donald Trump w Ogrodzie Różanym Białego Domu.

Cła mają wejść w życie 5 kwietnia, a dla wybranych państw 9 kwietnia. Trump argumentował, iż nowe opłaty pomogą odbudować amerykańską gospodarkę i uczynić USA "bogatymi na nowo". Jak informowaliśmy w naTemat: przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ostro skrytykowała nałożenie przez prezydenta USA 20-procentowego cła na towary z UE i zapowiedziała odwet.

Read Entire Article