The first conflict has been won—the war is just beginning

czir.org 2 hours ago

Szanowni Państwo,

12 sierpnia w Dallas urodził się chłopiec. Niestety malutki Gabriel nie urodził się zdrowy. W 20. tygodniu ciąży wykryto u niego ciężką, ale dającą nadzieję na wyleczenie wadę serca.

I w tym właśnie momencie życie Gabriela zawisło na włosku. Bo jego „rodzice” – a raczej ludzie, którzy chcieli być jego rodzicami – zażądali, by go zabito.

Muszę w tym miejscu uściślić jedną rzecz: życie Gabriela zaczęło się w wyniku komercyjnej umowy na usługę surogacji. Kobieta, która miała go urodzić, robiła to dla pary ludzi, którzy „zamówili” dziecko.

Umowa przewidywała wyraźnie: jeżeli u dziecka zostaną wykryte wady, „rodzice” mogą zażądać dokonania aborcji.

Ale kobieta, która nosiła Gabriela pod sercem, postanowiła ocalić jego życie. Odmówiła aborcji, a potem uciekła do innego stanu, gdzie życie dziecka było prawnie chronione. Bo każda z nas wie – sercem, nie paragrafem – iż dziecka noszonego pod sercem nie da się traktować jak „usługi”.

Proszę się na chwilę zatrzymać przy tym zdaniu. Czy wyobrażają sobie Państwo ten strach – spakować się i uciekać w ciąży do obcego stanu, przed ludźmi, którzy mają w kontrakcie wpisaną śmierć tego dziecka?

A jaka spotkała ją „nagroda”? Para zamawiająca dziecko wystąpiła przeciwko niej do sądu o 250 tysięcy dolarów odszkodowania. Sąd zakazał jej kontaktu z dzieckiem, które sama urodziła i dla którego uciekła aż do innego stanu, żeby ochronić jego życie i zapewnić mu leczenie. Nie wolno jej go choćby zobaczyć. Ani przytulić. Ani usłyszeć, jak bije to małe serce, o które tak walczyła.

To nie jest scenariusz dystopijnego filmu.

Tym właśnie jest surogacja.

Bo proszę uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: kto z nas, szukając samochodu, zdecydowałby się na kupno takiego, który ma poważną usterkę? Kto z nas, wybierając telewizor, kupi taki, który nie będzie prawidłowo działał? Wybieramy produkt, który jest sprawny i odpowiada naszym wymaganiom.

Problem w tym, iż w przypadku surogacji „produktem” jest dziecko.

I to właśnie takie „produkty” – wraz z opcją reklamacji, gdy „towar” okaże się wadliwy – miały być promowane już w tę sobotę, 12 września, w samym centrum Warszawy.

Ukraińska firma BioTexCom zapowiedziała bowiem na 12–13 września konferencję, podczas której miała zaprezentować swoją ofertę „macierzyństwa zastępczego”. Mówiąc wprost: w stolicy naszego kraju miały odbyć się targi żywym towarem.

Na stronie BioTexCom widnieje cennik.

Pakiet „standardowy” – 39 900 euro. „Standardowy plus” – 49 900 euro. „VIP” – 64 900 euro. Czy tak ma wyglądać macierzyństwo – z cennikiem, pakietami i katalogiem?

A co dostaje klient za te pieniądze? Bazę danych ze zdjęciami, nagraniami wideo i ujęciami 3D kobiet – do obejrzenia pod różnymi kątami. Klient sam wybiera z katalogu dawczynię komórek jajowych. I osobno – kobietę, która ma donosić i urodzić zamówione dziecko.

Proszę to sobie wyobrazić: przeglądanie zdjęć i filmów kobiet, tak jak przegląda się oferty na portalu z używanymi samochodami. Tyle iż przedmiotem wyboru nie jest lakier czy przebieg, tylko ciało kobiety i przyszłe dziecko. A przecież każda z tych kobiet jest czyjąś córką, siostrą, sąsiadką. Mogłaby siedzieć obok Państwa w kościelnej ławce.

Formularz rejestracyjny na warszawskie wydarzenie pyta wprost, czy klient jest zainteresowany surogacją z własnymi komórkami jajowymi, czy z komórkami dawczyni – jakby wybierał wersję silnika. Firma nie ukrywa też, co się dzieje, gdy „produkt” okaże się „wadliwy” – deklaruje pomoc w zabiciu dziecka jeszcze w łonie matki.

Czy nie o to właśnie chodzi w sprzedaży? Klient ma prawo do reklamacji, jeżeli towar nie spełnia specyfikacji.

Historia malutkiego Gabriela, którą Państwu opisałam, nie jest wyjątkiem, tylko potwierdzeniem mechanizmu. Podobny los spotkał chłopca imieniem Wei, urodzonego w 2021 roku w programie surogacyjnym tej samej ukraińskiej kliniki. Miał ciężkie uszkodzenie mózgu. Gdy tylko zamawiający się o tym dowiedzieli – zniknęli. Kobieta, która go urodziła, także go nie przyjęła. Chłopiec trafił do placówki opiekuńczej.

To prosty schemat: dopóki dziecko spełnia oczekiwania – jest „spełnieniem marzeń”. Gdy pojawia się choroba czy niepełnosprawność – staje się problemem, którego nikt nie chce. Nikt po niego nie przyszedł. Czyta się to ze ściśniętym gardłem – a przecież to nie fikcja, to podpisane umowy.

Do niedawna targi takie jak te, które były planowane w Warszawie, odbywały się w Niemczech, Belgii czy Francji – gdzie zresztą również spotykały się z protestami Polska wydawała się krajem wolnym od tego procederu. Wrześniowe wydarzenie w Warszawie miało to zmienić, a jego organizatorzy najwyraźniej liczyli na pobłażliwość naszych władz.

W ostatnich dniach coś się jednak zmieniło.

Udało się nam uzyskać informację od samej firmy: wynika z niej, iż BioTexCom wycofuje się z formuły otwartej konferencji.

Zamiast zapraszać tłumy do sali konferencyjnej w centrum Warszawy, firma proponuje teraz zainteresowanym coś dużo bardziej kameralnego: indywidualne konsultacje online.

Kontrowersje wokół planowanej konferencji BioTexCom narastały od kilkunastu dni.

Instytut Ordo Iuris złożył zawiadomienie do prokuratury o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

We współpracy z Instytutem wystosowaliśmy także petycję do Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka, żądając zablokowania wydarzenia planowanego na najbliższy weekend i jak najszybszego uregulowania stanu prawnego związanego z procedurą surogacji w Polsce.

Szereg mediów i organizacji konserwatywnych nagłośnił w ostatnich dniach sprawę planowanej konferencji BioTexCom, opowiadając się wyraźnie za ochroną wykorzystywanych w tym procederze kobiet, a przede wszystkim traktowanych jak produkt dzieci.

I jak już pisałam, wiele wskazuje dziś na to, iż presja społeczna odniosła zamierzony skutek, bo widząc zamieszanie, firma z Ukrainy postanowiła nie narażać się na konsekwencje prawne czy choćby złą prasę.

Co jednak zwraca moją uwagę?

Właściwie całkowity brak reakcji polskich władz. Do dziś nie usłyszeliśmy żadnej stanowczej, publicznej deklaracji Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka, iż wydarzenie promujące handel dziećmi zostanie w Polsce zablokowane. Zamiast zdecydowanej reakcji państwa – mieliśmy ciszę.

Gdyby nie oddolna presja obywateli i organizacji społecznych, prawdopodobnie nikt z rządzących w ogóle by się tą sprawą nie zainteresował.

To pokazuje, jak bardzo ważne jest to, co robimy razem. Gdy władza milczy, to głos obywateli, Państwa, obok głosów innych wstrząśniętych tą sprawą osób, które już podpisały naszą petycję – potrafi zatrzymać przemysł handlu ludźmi.

Sprzeciwiam się surogacji – podpisuję

Nie łudźmy się jednak, iż problem zniknął.

Zmiana formuły z „konferencji” na „konsultacje indywidualne” to prawdopodobnie próba ominięcia rozgłosu i ryzyka prawnego, ale nie rezygnacja z planów wejścia na polski rynek. Firma nie zrezygnuje z polskich klientów tylko dlatego, iż nie uda jej się zorganizować wielkiej gali w centrum stolicy.

A BioTexCom to tylko jeden podmiot. Na Ukrainie działają inne, podobne kliniki, dla których Polska – kraj sąsiedni, bez odrębnego przepisu wprost penalizującego surogację – jest naturalnym kierunkiem ekspansji.

Jeśli nie będziemy czujni, za kilka miesięcy usłyszymy o kolejnej firmie, kolejnej „konferencji” i kolejnych „promocjach” na dzieci.

W naszych listach niejednokrotnie zwracaliśmy uwagę na podobieństwo dwóch zbrodniczych procederów: surogacja jest bowiem jak aborcja – miękkie słowo na określenie horrendalnej rzeczywistości. Tam – zabijanie nienarodzonych. Tu – handel dziećmi i kobietami.

Tymczasem media głównego nurtu przedstawiają to jako modną normalność: celebryci kupują sobie dzieci, jakby to były nowe ciuchy.

I właśnie dlatego najważniejszym zadaniem, jakie przed nami stoi, jest uświadamianie Polaków, czym surogacja naprawdę jest.

Chcemy przeprowadzić kampanię informacyjną, w ramach której krok po kroku pokażemy, iż surogacja to nie „pomoc parom z niepłodnością”, ale komercyjne wykorzystanie biedy kobiet, opakowane w język marketingu – pakiety, promocje, „opcje dopasowane do sytuacji klienta”. Bo za każdym takim „pakietem” stoi kobieta postawiona przed wyborem, przed którym żadna z nas nie powinna nigdy stanąć: wynająć własne ciało albo nie mieć z czego żyć.

Chcemy, żeby każdy Polak, słysząc słowo „surogacja”, widział prawdziwy obraz tego zjawiska – a nie reklamę z uśmiechniętymi „rodzicami” przytulającymi „wymarzone dziecko”.

Wciąż apelujemy także do Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka, domagając się: objęcia sprawy BioTexCom nadzorem służbowym i wszczęcia postępowania z art. 211a § 1, § 2 pkt 2 i § 3 Kodeksu karnego, art. 189a § 2 Kodeksu karnego, art. 258 § 1 i 3 Kodeksu karnego oraz art. 88 ustawy o leczeniu niepłodności; podjęcia zdecydowanych działań wobec każdej kolejnej próby promowania surogacji na terenie Polski, niezależnie od jej formy; a także zmiany prawa tak, by organizowanie, pośredniczenie i reklamowanie surogacji było wprost przestępstwem – tak jak we Włoszech, Niemczech, Francji czy Hiszpanii.

Dopóki bowiem w Polsce nie zacznie działać twarde prawo penalizujące surogację, sytuacje takie jak ta z firmą BioTexCom będą się powtarzać.

Będziemy też monitorować działalność zagranicznych klinik surogacyjnych kierujących ofertę do polskich klientów. Skoro jedna firma spróbowała wejść do Polski frontowymi drzwiami, kolejne mogą próbować wejść tylnymi – przez internet, media społecznościowe, dyskretne „konsultacje”. Chcemy być na to przygotowani, zanim znów będziemy musieli gasić pożar w ostatniej chwili.

Aby jednak nasze działania były skuteczne, potrzebujemy Państwa wsparcia.

Bardzo proszę o podpisanie naszej petycji i przekazanie jej dalej. To, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, pokazuje czarno na białym, iż nasze wspólne działanie ma realny wpływ. Nie przestawajmy teraz, gdy widzimy pierwsze efekty.

Proszę też o wsparcie finansowe naszych działań, przede wszystkim kampanii uświadamiającej Polaków, czym tak naprawdę jest surogacja oraz uruchomienia monitoringu podobnych inicjatyw.

To nie jest zwykła wpłata: to głos kobiet, które nie godzą się, by ciało innej kobiety i życie dziecka były towarem z cennikiem. Osłona rozpięta nad tymi, których nikt inny nie osłoni.

A jeżeli dziś nie może Pani wesprzeć nas finansowo – proszę o modlitwę w intencji dzieci poczętych na zamówienie i kobiet uwikłanych w ten proceder. Ten dar też ma ogromną wartość.

Pomagam – wspieram kampanię

Polskie prawo musi chronić podmiotowość dzieci w każdym wymiarze: zarówno przed procederem aborcji, jak i przed traktowaniem ich jak towar i sprzedawaniem poprzez surogację.

Dziecko nie jest telewizorem, który można wybrać w wersji „standard” albo „VIP”, ani samochodem, który odsyła się do serwisu, gdy ma usterkę.

Kobieta nie jest maszyną, którą wynajmuje się na dziewięć miesięcy. My, kobiety, wiemy to najlepiej – i właśnie dlatego nasz głos jest w tej sprawie nie do zastąpienia.

To, iż BioTexCom najwyraźniej wycofał się z wielkiej promocji w centrum Warszawy, to dowód, iż ten głos się liczy. Ale to dopiero pierwsza bitwa, a nie koniec wojny. Kolejne kliniki będą próbować, ciszej i ostrożniej – a my musimy czuwać cały czas, nie tylko wtedy, gdy temat trafia na pierwsze strony gazet.

Gdy kampania ruszy, napiszę Państwu, co udało się dzięki niej osiągnąć – bo to będzie także Pani dzieło.

Bardzo proszę o Państwa wsparcie w tej sprawie.

Serdecznie pozdrawiam

Aleksandra Gajek

Centrum Życia i Rodziny

Read Entire Article