The Biggest Scam in planet History

niepoprawni.pl 9 hours ago

Rozumiecie rzeczywistość czy tylko tak się wam wydaje?

Dowód poniżej.

Dotąd ten temat celowo pomijałem, bo dotyczy mojej prywatnej kwestii zawodowej, wymagającej pewnej dyskrecji.

Podam fakty, które świadczą o ignorowaniu największego skandalu w historii świata, w którym także wy bezpośrednio uczestniczycie lub uczestniczyliście.

Uczyliście się państwo języka angielskiego ?

No i jak wam szło ? Ja się uczyłem a potem także uczyłem. Poza tym uczyłem się w trybie obowiązkowym łaciny, niemieckiego, rosyjskiego i francuskiego. Jak mi szło ? Z angielskim nie miałem problemu, ale wkuwanie koniugacji i deklinacji z łaciny i niemieckiego sobie odpuściłem, bo to była bzdura.

Jak wygląda nauka języka, każdego języka ?

Nauka nie zmieniła się od króla Ćwieczka:

uczeń dostaje ksiązkę, w książce są lekcje ułożone w ten sam sposób od wieków - czytanka, pytania do tekstu, ćwiczenia, no i na dodatek, dzięki technologii, taśmy albo płyty z nagraniami.

Czy państwo dostrzegli już absurd czy mam go uwyraźnić ?

Książka do nauki języka.

Czy państwo uczyli swoje maluchy mówić przy pomocy książki ? Czy ktokolwiek na świecie uczy dzieci rodzimego języka z książki ? Maluchy nie korzystają z książek, nie korzystają ze wsparcia rodziców i jakoś im wychodzi, pod warunkiem, iż stykają się z językiem w przeznaczonym do tego okienku czasowym.

Jeśli chodzi o mnie, to nie mam pojęcia jak dzieci uczą się języka rodzimego, nie mam pojęcia jak uczyć polskiego lub każdego innego języka. Nie ma żadnej naukowo opracowanej metody nauczania, na studiach nas tego nie uczono, bo nie było metody, składaliśmy jako studenci wizyty u praktykujących nauczycieli, a ci radzili sobie jak umieli, bez żadnego naukowego wsparcia. Czyli mamy do czynienia z szarlatanerią.

Przez kilkanaście lat dzialalności dydaktycznej na uczelni wertowałem oficjalne materiały w poszukiwaniu teorii adekwatnego nauczania języka - nic takiego nie znalazłem. Znalazłem dorabianie faszywej teorii do kulawej praktyki i napuszone acz banalne odkrycia, iż język jest systemem komunikacji. W końcu zacząłem myśleć niezależnie i konstruować własny system, co mi się w końcu udało.

najważniejszy absurd w nauczaniu języków obcych polega na użyciu książki.

Język jest systemem słuchowo-wokalnym, nie jest systemem wizualnym. Dźwięki tworzą uporządkowany system fonetyczny, który nie ma nic wspólnego ze znakami graficznymi, jakie stanowią pismo, więc ksiązka powinna być zakazana, jako czynnik zakłócający systemową efektywność. Poza tym system foniczny języka obcego jest zupełnie inny niż system foniczny języka ojczystego, więc mózg ma mnóstwo roboty z jego rozszyfrowywaniem i nie można go obarczać dodatkowymi zadaniami.Nie ma możliwości, żeby mózg mógł radzić sobie z przetwarzaniem w dwóch systemach naraz. Biedny, torturowany uczeń musi radzić sobie nie tylko z obcą fonetyką, ale także z zakłóceniem w postaci tekstów opartych na piśmie i stąd te szkolne frustracje.

Czy ktoś normalny idzie z kartą rowerową do bankomatu? o ile ktoś nie potrafi rozróżnic kwestii dźwięku od kwestii obrazu wizualnego, to można mu wmówić wszystko.

Dodajmy do tego jeszcze jeden argument - ksiązki, ich treść nie uczą języka.Scenki przedstawiane w czytankach dotyczą różnych sfer kultury angielskiej - zachowanie w sklepie, na stacji, przy stole czy na stadionie to elementy kultury, a nie języka, choć przypomocy języka komunikowane.

Jedyny sposób na efektywne nauczanie języka angielskiego polega wyłącznie na interakcji wokalnej, na bazie specjalnie skonstruowanych dialogów z pomoca zdjęć i różnych obrazów w bardzo krótkim czasie sięgającym paru miesięcy zamiast paru lat, ale tego sekretu pańństwu nie zdradzę, bo w grę wchodzi tajemnica biznesowa oznaczająca spore pieniądze. Jedną rzecz zdradzę - żeby móc zacząć mówić trzeba dysponować strukturalnym nośnikiem, na który będziemy wrzucać fonetyczne obrazy. I nauka polega na budowie takich paru strukturalnych nośników pod fonetyczne słowa.

Podstawą języka jest niewielki zbiór struktur gramatycznych, który stanowi nośnik, na który wrzucamy niezbędne słownictwo i tej zasady trzeba się trzymać. A ksiązki włączamy dopiero gdy uczeń uzyska pełną płynność i automatyzm w posługiwaniu się strukturami gramatycznymi. Osobiście to sprawdziłem.

A skoro mowa o pieniądzach, to czas na puentę. Kto robi kolosalne pieniądze na skalę globalną w przemyśle nauczania języka angielskiego i wciska ludziom ciemnotę? Wydawnictwa Cambridge i Oxford - gigantyczna globalna maszyneria zatrudniająca miliony ludzi i wtłaczająca durnoty pozostałym miliardom - mamy do do czynienia z wykorzystaniem monopolu i renty kolonialnej niczym nie uzasadnionej. Cicho, sza, głośno o tym nie mówcie.

Read Entire Article