Szpitale toną, ale „swoi” płyną pierwszą klasą

magnapolonia.org 1 hour ago

W czasach, gdy zwykły Polak miesiącami czeka na wizytę u specjalisty, oddziały szpitalne są zamykane z braku personelu, a lekarze alarmują o katastrofie finansowej ochrony zdrowia, w samorządowych spółkach trwa prawdziwy festiwal dobrobytu. Jak informuje portal iLovetTychy.pl, rekordowe wynagrodzenie szefowej miejskiego szpitala w Tychach przekroczyło… 900 tysięcy złotych rocznie. Oczywiście zupełnym przypadkiem chodzi o osobę z politycznego zaplecza Platformy Obywatelskiej.

Szpitale toną, ale „swoi” płyną pierwszą klasą. W III RP nic tak nie pomaga w karierze menedżerskiej, jak odpowiednia legitymacja polityczna i znajomości w „uśmiechniętym” środowisku. Kompetencje? Wyniki? Stan finansów placówki? Nie przesadzajmy z tymi staroświeckimi kryteriami. Grunt, iż „nasi” wygrali wybory, a to daje im pełne prawo do maczania ryja w melasie.

Największe emocje budzi sytuacja związana ze szpitalem wojewódzkim Megrez w Tychach. Placówka od lat walczy z problemami finansowymi, zadłużeniem i trudnościami organizacyjnymi. Pacjenci słyszą o brakach kadrowych, przeciążonych oddziałach i konieczności zaciskania pasa. Ale najwyraźniej pasa nie musi zaciskać kierownictwo. Mariola Szulc, prezes szpitala i była radna Platformy Obywatelskiej, w 2024 roku zarobiła przeszło 908 tys. zł. Tymczasem według danych cytowanych przez Onet strata szpitala za 2023 rok wyniosła ok. 300 tys. zł, a za 2024 rok już ok. 4,5 mln zł.

Kiedy zwykły personel medyczny walczy o podwyżki, a pielęgniarki pracują ponad siły i muszą zrzucać się na serwis sprzętu medycznego, ludzie powiązani z lokalnym układem politycznym inkasują kwoty, o których większość obywateli może jedynie pomarzyć. Prawie milion złotych rocznie w publicznej ochronie zdrowia — i to w kraju, w którym pacjenci często sami muszą kupować podstawowe leki czy prywatnie wykonywać badania, żeby doczekać diagnozy przed emeryturą.

Oczywiście zawsze znajdzie się gotowe uzasadnienie. „Odpowiedzialność”, „zarządzanie dużą jednostką”, „konieczność przyciągania ekspertów”. Problem w tym, iż te same argumenty dziwnie rzadko pojawiają się, gdy chodzi o pensje ratowników medycznych albo lekarzy na SOR-ach, którzy naprawdę odpowiadają za ludzkie życie każdego dnia. jeżeli zawalą – mają problemy, tymczasem pani prezes za nic nie odpowiada, w szczególności za katastrofalną sytuację finansową powierzonej jej placówki.

Najbardziej ironiczne jest jednak to, iż środowisko polityczne Donalda Tuska od lat przedstawia się jako obrońca „standardów europejskich”, przejrzystości, demokracji, równości i walki z nepotyzmem. Tymczasem lokalne układy w wielu miastach coraz bardziej przypominają dobrze naoliwione systemy wzajemnych zależności: swoi nominują swoich, swoi przyznają swoim gigantyczne wynagrodzenia, a społeczeństwo ma jedynie grzecznie płacić podatki, czekać w kolejkach i nie zadawać niewygodnych pytań. Bo przecież najważniejsze, żeby wszystko odbywało się „europejsko”. choćby drenowanie publicznych pieniędzy.

Pacjent? Pacjent może poczekać kilka lat w kolejce. A jeżeli po drodze „zamknie oczy” to jeszcze lepiej – o jednego Polaka mniej. Für Deutschland!

Polecamy również: Na Ukrainie „zaginęło” 800 tys. sztuk broni

Read Entire Article