Czytam i rozmyślam o setnej rocznicy zamachu majowego z 1926 roku. Tydzień temu minęła kolejna rocznica uchwalenia konstytucji 3 maja. To de facto również był zamach stanu. Wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku także było zamachem stanu. Do wniosków z tych faktów wrócę niebawem, a teraz kilka uwag nad tym czy w tej chwili w Polsce potrzebny byłby zamach stanu. Pisałem przed kilku laty o tym problemie, ale trzeba do niego wrócić.
Swoje uwagi zacznę od oczywistego – przynajmniej dla mnie – stwierdzenia, iż Polska jako organizacja państwowa gnije. Procesy gnilne toczą niemal wszystkie najważniejsze instytucje i systemy decydujące o funkcjonowaniu państwa. Żeby cokolwiek zmienić na lepsze, żeby cokolwiek uratować przed rozpadem potrzeba szybkich, zdecydowanych i daleko idących zmian. Zmiany te powinny być przemyślane, czyli ich wprowadzaniu powinna towarzyszyć wizja państwa wolnego od plag, które je niszczą obecnie. Nie będę ukrywał, iż nie widzę innej możliwości koniecznej i radykalnej naprawy państwa niż zamach stanu. Zamach stanu ze swej istoty, to właśnie zmiany szybkie, zdecydowane i daleko idące. Niestety obecny kształt systemu politycznego i prawnego Polski wyklucza możliwość owych koniecznych zmian. Żadna siła polityczna czy społeczna nie jest w stanie zdobyć takiej przewagi, żeby na drodze zmian zgodnych z obecnym systemem prawnym – na czele z konstytucją – doprowadzić do tego, żeby Polska odzyskała możliwości decydowania o sobie w swoim interesie narodowym. Wrócę jeszcze do sensu zamachu stanu w obecnym kształcie państwa. Teraz chcę nawiązać do uwag o zamachach stanu w przeszłości.
Celowo wizję przemyślanych zmian jako celu zamachu stanu wymieniłem na końcu, ponieważ we wszystkich powyżej wspomnianych zamachach było z tym najgorzej. Konstytucja 3 maja z 1791 roku wydawała się taką przemyślaną zmianą, ale faktycznie nią nie była. Okazała się zbiorem postulatów w tamtych realiach niemożliwych do realizacji, a choćby paradoksalnie przyspieszających zagładę I Rzeczpospolitej. Przewrót majowy miał w zasadzie jedną ideę, czyli cała władza w ręce Józefa Piłsudskiego. Nie stała za tym żadna wizja nowoczesnego państwa, przygotowanego na konfrontację z którymkolwiek z rosnących w siłę sąsiadów, a taka konfrontacja coraz szybciej stawała się nieuchronną. Z kolei wprowadzenie stanu wojennego również pozbawione było jakiejkolwiek wizji naprawy upadającego PRL-u. Wszystkie te zamachy skończyły się katastrofą. Konstytucja 3 maja skończyła się rozbiorami. Zamach majowy skończył się katastrofą września 1939 roku, a stan wojenny skończył się upadkiem PRL-u, co jednak paradoksalnie okazało się w dużej mierze błogosławionym skutkiem. Zatem jak widać zamachy stanu w naszej historii nie owocowały niczym dobrym dla Polski w sensie przemyślanych zmian. W tym kontekście paradoksalnie również o III RP, jako efekcie upadku PRL-u, trudno powiedzieć, iż jest efektem przemyślanych zmian.
Wracam teraz do uwag na temat sensu zamachu stanu obecnie. Napisałem, iż obecny system prawny i kształt życia politycznego wykluczają przeprowadzenie szybkich i daleko idących zmian. Jestem przekonany, iż jeżeli to się nie zmieni, to Polska zgnije od wewnątrz i zostanie rozdeptana od zewnątrz. Jaką sytuacją polityczną to się skończy pewności nie mam. Nawiążę tu do obrazu Petera Breugela „Upadek Ikara”, który traktuję jako metaforę tego, co stanie się z Polską. Na obrazie flamandzkiego mistrza wielkie wydarzenie jakim jest lot Ikara, kończy się katastrofą upadku do morza, ale cały świat wokół w ogóle tego nie zauważa i żadna z postaci na obrazie nie przerywa swoich codziennych czynności. Innymi słowy Polska stanie się jak zgnieciona puszka po piwie. Niby to jeszcze nazywa się puszka – Polska, ale całkowicie zniekształcona i pozbawiona zawartości.
Co najgorsze, to nie widać żadnej siły, która mogłaby taki zamach przeprowadzić i uchronić nas przed losem Ikara z obrazu Breugela i staniu się zgniecioną puszką po piwie. Bardzo mnie to przygnębia i chciałbym, żeby choć ci, którzy przeczytają moje uwagi mieli jakąkolwiek świadomość tej sytuacji. To odrobinę zmniejszyłoby moje poczucie niemocy. To dla mnie ważne w kontekście sensu mojego pisania.
Andrzej Szlęzak














