Potwierdzenie, iż wypełniane są postanowienia poprzedniego szczytu, zapowiedzi kontraktów i deklaracja wsparcia dla Ukrainy, to plusy szczytu NATO w Ankarze – ocenia Robert Pszczel, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich. Zwraca też uwagę, iż prezydent Trump po raz kolejny unikał jasnej deklaracji w sprawie wywiązania się USA z obowiązku pomocy w razie ataku na jednego z sojuszników.
Szczyt NATO w Ankarze zakończył się kilkoma ważnymi ustaleniami. Wśród najistotniejszych z nich wymieniane są: decyzja o przedłużeniu na wschodnią flankę rurociągów paliwowych, zobowiązanie państw członkowskich do przekazania w tym roku co najmniej 70 mld euro na pomoc dla Ukrainy, porozumienie o serwisowaniu pocisków PAC-3 w Europie oraz uruchomienie inicjatywy NATO Drone Edge. O komentarz dotyczący znaczenia szczytu poprosiliśmy Roberta Pszczela, analityka Ośrodka Studiów Wschodnich i wieloletniego pracownika Sekretariatu Kwatery Głównej NATO.
– Decyzje podejmowane na szczytach NATO zawsze są wynikiem długiego procesu. Improwizacje w ostatniej chwili to wyjątki, które zdarzają się rzadko i dotyczą spornych kwestii – mówi Pszczel. Według niego był to wyjątkowo szczegółowo przygotowany szczyt, co wiązało się z obawami związanymi ze specyficznym podejściem prezydenta Donalda Trumpa do sojuszy, do NATO w szczególności.
– Dlatego przyjęto taktykę, by szczyt był krótki. Zasadnicza sesja na szczeblu przywódców państw i szefów rządów trwała około trzech godzin, choć wartościowe były także inne spotkania, jak towarzyszące szczytowi Forum Przemysłu Obronnego. Stąd wybór głównych tematów: wzrost wydatków, zdolności przemysłowe i wsparcie Ukrainy – wymienia Pszczel. Zwraca też uwagę, iż towarzyszące szczytowi forum przemysłowe było okazją do ogłoszenia umów, porozumień i deklaracji intencji, których wartość wyniosła łącznie ok. 50 mld dolarów.
– Idea takiej organizacji szczytu była prosta: udowodnić prezydentowi USA, iż sojusznicy wywiązują się z tego, co uzgodnili na poprzednim szczycie, i dosyć gwałtownie zmierzają do celu wydawania 5 proc. PKB na obronność, w tym 3,5 proc. na „twardą obronę” i 1,5 proc. na szeroko rozumiane bezpieczeństwo, w tym infrastrukturę – wyjaśnia analityk. – jeżeli chodzi o wydatki, są mocne dowody na wyraźne przyspieszenie – przyrost o ponad 100 mld dolarów tylko w ubiegłym roku w przypadku sojuszników poza USA – przypomina.
Jak dodaje, na spotkanie w Ankarze nie planowano wielkich dyskusji politycznych. Pominięto tematy, które mogłyby pochłonąć uwagę i nie przynieść porozumienia. Mimo obecności przedstawicieli Unii Europejskiej, z Ursulą von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej, Kają Kallas, szefową unijnej dyplomacji, i António Costą, przewodniczącym Rady Europejskiej, szczyt nie przyniósł nowości w relacjach NATO–UE.
– jeżeli ktoś oczekiwał przełomowych decyzji, np. w sprawach relacji z Rosją, Chinami czy Unią Europejską albo w sprawie wojny hybrydowej, mógł się zawieść. Ale takich decyzji nie było w planie. Z drugiej strony można było usłyszeć opinie, iż sukcesem był sam przyjazd prezydenta Trumpa – zauważa ekspert.
Jak ocenia, mimo ostro formułowanego niezadowolenia prezydenta USA z postawy Hiszpanii w sprawie wysokości wydatków obronnych, zwłaszcza postępowania Madrytu w trakcie operacji USA przeciw Iranowi, powrotu do sprawy Grenlandii i ogólnie krytycznego nastawienia do NATO, po zakończeniu szczytu wypowiedzi prezydenta Trumpa były pozytywne. – Uniknięto wielkiego sporu i przyjęto deklarację końcową. Choć bardzo krótka i w sporej części powtarzająca sformułowania ze szczytu w Hadze, deklaracja jest czymś pozytywnym – uważa Pszczel.
Zwraca uwagę, iż deklaracja powtarza rzeczy oczywiste, ale jednak fundamentalne – jak zobowiązanie do zbiorowej obrony zapisane w art. 5. – Z drugiej strony prezydent Trump nie udzielił odpowiedzi na proste pytanie zadane mu podczas konferencji prasowej: Czy w razie ataku na jednego z sojuszników Stany Zjednoczone przyszłyby mu z pomocą? Czyli ponownie wzbudził obawy o wiarygodność i trwałość jego przekonań jako prezydenta USA. Stąd moja umiarkowanie optymistyczna ocena tego szczytu – zaznacza analityk.
– jeżeli chodzi o rozbudowę rurociągów paliwowych na wschodnią flankę, nie spodziewałem się przełomowych decyzji. Jednak sekretarz generalny poruszył ten temat na konferencji prasowej, co oznacza, iż decyzja polityczna została podjęta – przyznaje Pszczel. Dodaje, iż to ważna i bardzo dobra wiadomość, zwłaszcza iż jeszcze 10 lat temu formułowano plany rezygnacji z utrzymywania rurociągu.
– Polityczny Rubikon został przekroczony, jednocześnie otwarta pozostaje kwestia szczegółów finansowania przedsięwzięcia, która ma kosztować 27 mld euro. NATO nie dysponuje takim budżetem na inwestycje; sojusznicy miesiącami dyskutują nad wspólnymi wydatkami rzędu kilkudziesięciu milionów. To oznacza, iż czeka nas jeszcze czasochłonna debata – zastrzega ekspert. Jak mówi, nie należy się spodziewać, iż w ciągu roku czy dwóch lat zostanie zbudowana nowa infrastruktura. – Jednak bez tej wstępnej decyzji nie byłoby możliwie rozpoczęcie działań – dodaje Pszczel.