Role są z góry rozdane: rząd coś niemrawo i bez przekonania pichci, prezydent bezzwłocznie wetuje, internauci z Konfederacji się nabijają, resztki autorytetów się moralnie oburzają. „Anieli grają, króle witają, bydlęta klękają”, tylko żadnych cudów nie ma, a choćby ich nie ogłaszają.
Niechby ktokolwiek z nich zachował się inaczej, niż się oczekuje, zostałby rozniesiony już nie przez inne, ale przez własne środowisko. We wszystkich kolejnych ustawach o kryptowalutach, kontroli internetu, programów szkolnych etc. nikt nie wie, o co dokładnie chodzi, poza tym, iż dla rządu się nadają w całości, a dla prezydenta w całości się nie nadają i to ma wystarczyć. Wszyscy mamy być jak posłowie, którzy nie mają pojęcia, nad czym adekwatnie głosują, tylko kategorycznie opowiadają się za albo przeciw.









