Przed Igą Świątek trudne zadanie.
Trudne w kontekście znalezienia się w listopadzie w gronie finalistek mistrzostw świata. Pojedzie tam osiem tenisistek, które do tego czasu zdobędą najwięcej punktów rankingowych od początku roku.
Straty Polki na dziś dzień nie są małe. Wygrała co prawda w sierpniu w Toronto, a w Cincinnati dotarła do półfinału, ale w pierwszych siedmiu miesiącach roku osiągane przez nią wyniki były, jak na nia i to, do czego nas wcześniej przyzwyczaiła, marne. No i teraz trzeba się sprężać.
Przed Nowym Jorkiem Iga jest w rankingu WTA Race 10-ta. Do ósmej Noskovej traci 460 pkt. Tyle, iż Noskova i tak w Indian Wells (tam się odbędą w tym roku WTA Finals) zagra. Wygrała Wimbledon i nie musi się martwić o jakieś punkty. Więc trzeba patrzeć na siódmą Muchovą. A do niej strata jest dużo większa. Wynosi prawie 1000 pkt. 926 dokładnie. Do szóstej Svitoliny Iga traci jeszcze ponad 300 oczek więcej. Więc, jeżeli się poważnie myśli o udziale w tenisowych MŚ to naprawdę trzeba w ostatnim tegorocznym Wielkim Szlemie uzyskać bardzo, ale to bardzo, dobry wynik. Najlepiej go wygrać albo przynajmniej znaleźć się w finale. W ostateczności dotrzeć do półfinału. Wtedy jednak trzeba będzie znów się bardzo sprężać w Chinach. To znaczy w Chinach tak czy siak trzeba się będzie sprężać (no chyba, iż NDN zdobędzie w Nowym Jorku tytuł, to wtedy, tak jak przywołana Noskova i nieprzywołane Sabalenka i Andriejewa, ma udział w WTA Finals w kieszeni), ale w przypadku dojścia w US Open do finału jednak nieco mniej. Zostawmy jednak Chiny na kiedy indziej Zajmijmy się tym, co za chwilę.
Losowanie miała Iga nie najgorsze. W czwartej rundzie trafia najprawdopodobniej na Bencic, choć Keys na hardzie potrafiła już sprawić niespodziankę. Niejedną. Ma z nią Iga, z Bencic znaczy, oczywiście bilans dodatni, ale na twardej nawierzchni Helwetka zawsze jest niebezpieczna. W dodatku w Nowym Jorku grały ze sobą tylko raz i akurat… wygrała rywalka. Więc ostrożnie z hurraptymizmem. Natomiast jak ma być w tym finale, to wygrać musi. Podobnie w meczu ćwierćfinałowym, gdzie prawdopodobnie spotka się z Rybakiną, ewentualnie Osaką. Każda inna ćwierćfinałowa przeciwniczka to byłaby wielka sensacja. Z Rosjanką Iga ostatnio dwa razy wyraźnie wygrała. I to jest niewątpliwie optymistyczne. Natomiast nie wiem czy, i to w obu meczach (bo to iż w drugim to oczywiste), poczynań Rybakiny nie ograniczała kontuzja. Nie wiem też czy do końca z niej wyszła, ale tak czy siak zagryzie zęby i będzie się z Polką bić w zaparte. Osaka jest natomiast nie tyle niepoczytalna, co nieobliczalna. Może zagrać super mecz, może też dużo psuć. Jest też faktem, iż grając pod okiem byłego trenera Igi zdecydowanie podniosła poziom. Wychodzi, iż już w ćwierćfinale spacerku na pewno nie będzie.
Półfinał. Tutaj jest kilka wariantów, ale najbardziej prawdopodobny to Coco. Wypadałoby dać jej wciry, i to porządne. Amerykanka wygrała z Polką ostatnie cztery, jeżeli nie pięć, spotkań i najwyższy czas ją wreszcie postawić do pionu. Pytanie czy Idze na to pozwoli. W ćwiartce Gauff są jeszcze Andriejewa, Jovic i Anisimowa, więc chcąc grać półfinał Coco musi sobie najpierw z nimi poradzić. jeżeli tego nie zrobi, to Idze, jeżeli oczywiście tam dotrze, przyjdzie grać półfinał z którąś z wyżej wymienionych. Bo żeby z tej ćwiartki do półfinału miał awansować ktoś spoza tej czwórki, to myślę, iż wątpię.
O finale pisał, na razie, nie będę, bo wiadomo. Raz, iż do niego daleko, a dwa, iż Iga finały wygrywa w cuglach. Wszystko jedno z kim.
O pozostałych Polkach rozpisywał się nie będę. Najpierw niech przejdą pierwszą rundę. Są aktualnie w takiej formie, iż niekoniecznie muszą tego dokonać. Też wszystko jedno z kim grając.














