Stanisław Michalkiewicz: Sceny myśliwskie

magnapolonia.org 4 hours ago

Stanisław Michalkiewicz: Sceny myśliwskie

Rochu! – mówił zirytowany do żywego pan Zagłoba do Rocha Kowalskiego po tym, jak został nakryty w trakcie wojowania z małpami w ogrodzie jednego z pałaców podczas szturmu na będącą w szwedzkich rękach Warszawę. – Muszę – ciągnął – dokonać jakiegoś bohaterskiego czynu, by zmazać tę kompromitację. – Wuj musi! – przytaknął Roch Kowalski. I rzeczywiście, wszystko się udało. Pan Zagłoba kazał podstawić puszkę z prochem pod bramę, która wskutek tego została wysadzona, dzięki czemu ciurowie, którymi pan Zagłoba podczas szturmu dowodził, wdarli się do miasta.

11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata w futbolu, rozgrywane jednocześnie w trzech państwach: Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zainteresowanie futbolowymi rozgrywkami jest tak duże, iż z pewnością zepchnie na dalszy plan inne wydarzenia, z wizytą papieża Leona XIV na Wyspach Kanaryjskich, nie mówiąc już o wojnach, jakie bezcenny Izrael wespół ze Stanami Zjednoczonymi prowadzi nie tylko ze złowrogim Iranem, ale także – z jego psem łańcuchowym, czyli Hezbollahem w Libanie. Nawiasem mówiąc, ta wojna w Libanie stała się pretekstem do przerwania rozmów amerykańsko-irańskich.

W następstwie tego prezydent Donald Trump, który chyba już ze 40 razy zapowiadał rychłe zakończenie tej wojny, w którą – co tu ukrywać – został przez przebiegłego premiera Beniamina Netanjahu wkręcony, znowu nakazał obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w rewanżu znowu obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami amerykańskie bazy w krajach arabskich.

Wprawdzie pojawiły się pogłoski, jakoby prezydent Trump strasznie obsztorcował izraelskiego premiera z powodu jego dokazywania w Libanie – ale ja nie wierzę, by się na to odważył, bo wtedy Żydowie w Ameryce następnego dnia zrobiliby z niego marmoladę. Nic takiego się nie stało, więc chyba żadnej obsztorcówy nie było tym bardziej, iż Beniamin Netanjahu wszelkie uwagi amerykańskiego prezydenta olewa ciepłym moczem i kontynuuje dokazywanie zarówno w Libanie, jak i w Strefie Gazy, bo to mu zapewni zwycięstwo w październikowych wyborach w bezcennym Izraelu.

Jak bowiem donoszą z Bliskiego Wschodu, izraelscy Żydowie murem stoją za swoim premierem, podobnie, jak Niemcy za Adolfem Hitlerem po jego zwycięstwie nad Francją w 1940 roku. Ale wszystkie te doniosłe wydarzenia – jak już wspomniałem – zostaną zepchnięte na dalszy plan przez mistrzostwa świata w futbolu, chociaż niby każdy wie, iż od ich rezultatu tak naprawdę nic nie zależy.

Okazuje się, iż potęga przemysłu rozrywkowego jest większa, niż wszystkie problemy, które trapią świat, więc może niepotrzebnie tak się tymi wszystkimi problemami przejmujemy, bo najważniejsze jest, żeby wypić, zakąsić, a w wolnych chwilach – pokibicować jakiejś drużynie.

Nasz nieszczęśliwy kraj niestety kibicować nie ma komu, bo nasza wspaniała drużyna w rozgrywkach udziału nie bierze, w związku z czym vaginet obywatela Tuska Donalda przygotował nam całkiem inne rozrywki, których dodatkowym celem jest zatarcie niemiłego wrażenia, jakie powstało po rewelacjach dotyczących braci Rysiczów, co to na Podkarpaciu pozakładali byli całą sieć burdeli, korzystających z ochrony roztoczonej nad nimi ze strony policji, prokuratury i niezawisłych sądów.

Początkowo panowało przekonanie, iż ukraińscy sutenerowie zwyczajnie dopuścili do spółdzielni zarówno policjantów, jak i prokuratorów i niezawisłe sądy – ale na szczęście się wyjaśniło, iż nic z tych rzeczy. Wyrozumiałość naszych władz brała się stąd, iż bracia Rysiczowie byli konfidentami polskiej bezpieki. Z jednej strony to dobrze, bo nie musieli nikogo korumpować, no ale z drugiej strony to jeszcze gorzej, bo się okazało się zarówno policja, prokuratura, jak i niezawisłe sądy wykonują w podskokach zadania wyznaczone przez oficerów prowadzących z bezpieki.

W ten oto sposób potwierdziła się w całej rozciągłości moja ulubiona teoria spiskowa, według której najtwardszym jądrem naszej młodej demokracji przez cały czas pozostaje bezpieka – podobnie jak pozostawała najtwardszym jadrem systemu za pierwszej komuny. Jednak z punktu widzenia wiary w autentyczność demokracji, jest to – co tu ukrywać – straszliwa plama, którą vaginet obywatela Tuska Donalda próbuje właśnie zatrzeć przy pomocy rozrywkowej operacji przypominającej sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii.

Oto na przesłuchanie do niezależnej prokuratury wezwany został na świadka Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nad którym przez bite siedem godzin pastwiła się nie tylko niezależna prokuratura, ale również Wielce Czcigodny Giertych Roman i pan mecenas Dubois. Niezależne od tego całe nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, ugania się po świecie za złowrogim Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim, który starannie zaciera za sobą wszelkie ślady.

Obywatel Żurek Waldemar mało jaja nie zniesie, żeby wreszcie tych winowajców dopaść, ale wygląda na to, iż trafiła kosa na kamień – a na domiar złego właśnie zebrała się Krajowa Rada Sądownictwa, co do której nie ma pewności, czy aby na pewno jest legalna, czy nie. Ale w świetle rewelacji na temat afery podkarpackiej kwestia legalności niezawisłych sądów nie wydaje się już taka ważna, bo przecież nie tyle chodzi o to, by były one legalne, tylko – żeby słuchały się bezpieki – a do tego legalność nie jest tak bezwzględnie konieczna.

Odwrotnie – im większe wątpliwości co do legalności prokuratury, czy sądów, tym bardzie muszą one akomodować się do wymagań bezpieki – bo to ona ma ostatnie słowo nie tylko w kwestii legalności, ale w ogóle – we wszystkich innych sprawach naszego państwa, a choćby – całego życia publicznego. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy decyzję niezawisłego sądu, który nakazał Grzegorzu Braunu przeprosić Komendanturę chwilowo nieczynnego obozu w Auszwicu, iż w tym obozie infrastruktura pozostawia wiele do życzenia.

Niezawisły sąd nakazał Grzegorzu Braunu zameldować, iż chwilowo nieczynny obóz jest w znakomitym stanie. Domyślamy się tedy, iż jeżeli tylko uda się skompletować załogę – z czym nie powinno być przecież żadnych trudności – to można go będzie uruchomić gwoli nauczenia rozumu wszystkich wrogów demokracji, co to pławią się od rana do wieczora w mowie nienawiści.

Obawiam się jednak, iż te rozrywki mogą okazać się niewystarczające do zatarcia złego wrażenia po podkarpackich rewelacjach, więc w czynie społecznym wracam do pomysłu racjonalizatorskiego, by Sejm uchwalił specustawę o zagazowaniu Grzegorza Brauna – ale nie w Auszwicu – bo nie wypada, by tamtejsza Komendantura gazowała w swojej sprawie – tylko na Majdanku.

Jest tam niewielka komora, w sam raz do takiej egzekucji, a żeby wykorzystać tę okazję do prewencji ogólnej, trzeba by spędzić tłumy, zaś podczas gazowania delikwenta orkiestry grałyby „Tango Milonga”: „Tango Milonga, tango mych marzeń i snów, niechaj ostatni raz usłyszę!”

Polecamy również: Żurek przeciw ojcom. Czym są alimenty natychmiastowe?

Read Entire Article