Peryferyjny baron medialny Tomasz Marek Stachaczyk, właściciel lokalnej stacji radiowej, portalu i papierowego tygodnika zaczął jęczeć.
Jęk ten, zawarty w artykule „Leszek Chasikowski chce zostać prezydentem Piotrkowa. Czy warto poznać, kim jest?”, słychać choćby na ulicy Szewskiej, gdzie mieści się siedziba „Gazety Trybunalskiej”, następnie odbija się echem i kieruje dalej, aż pod komin elektrociepłowni, gdzie Stachaczyk, jako członek rady nadzorczej komunalnej spółki, pilnuje, aby nikt nie zdjął mu anteny przekazującej sygnał radiowy i zanadto nie podnosił cen za dzierżawę terenu.
Czytaj: „Piotrków. Komin Stachaczyka”.
Wcześniej Stachaczyk chlipał. Powodem tego był i jest obywatel Leszek Chasikowski, który w sposób całkowicie legalny zarejestrował pod nazwą Radio Piotrków internetową rozgłośnię i rozpoczął działalność nadawczą. Podejmuje również inne inicjatywy, które Stachaczyka i jego drugą żonę Beatę Halinę – gwiazdę imperium swojego męża – doprowadzają do furii. Tak naprawdę powodem złości nie powinien być szef Radia Piotrków, ale Stachaczyk, który okazał się na tyle słabo ogarnięty, iż nie zadbał o prawne zabezpieczenie nazwy wcześniej przez siebie używanej.
„Radio Piotrków” było pierwotną nazwą stacji Stachaczyka, która rozpoczęła nadawanie, początkowo bez wymaganej koncesji, w 1992 roku. Kiedy postanowił rozszerzyć zasięg poza Piotrków i stworzyć podmiot o charakterze regionalnym, zmienił nazwę na „Strefa FM”. Była to decyzja biznesowa.
Potwierdza to zresztą archiwum Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W dokumentacji dotyczącej koncesji nr 146/P/2003-R KRRiT odnotowała, iż 20 października 2006 roku dokonano zmiany nazwy programu z „RADIO PIOTRKÓW” na „RADIO STREFA FM”. Następnie, 23 stycznia 2008 roku, nazwę zmieniono ponownie — z „RADIO STREFA FM” na „RADIO STREFA FM PIOTRKÓW”.
Tymczasem Chasikowski używa nazwy „Radio Piotrków”, a nie „Radio Strefa FM Piotrków”. Nie podszywa się więc pod obecne radio Stachaczyka. Nie posługuje się jego aktualną nazwą. Stachaczyk może mieć pretensje do każdego, ale najpierw powinien mieć je do siebie i swoich ograniczeń.
Tym bardziej, iż nie jest to pierwszy przypadek, kiedy w działalności wydawniczej udzielnego kacyka z Jagiellońskiej ujawniają się problemy z przestrzeganiem przepisów prawa.
W styczniu tego roku „Gazeta Trybunalska” opisała skutki swojej interwencji w sprawie m.in. portalu „ePiotrkow.pl”.
Czytaj: „Efekty działań „GT” w sprawie „piotrkowski24.pl” i „epiotrkow.pl”.
Okazało się, iż witryna informacyjna funkcjonująca w sieci od 2006 roku została zarejestrowana jako tytuł prasowy dopiero w 2019 roku – po wcześniejszej publikacji „GT” wskazującej na brak rejestracji. Co więcej, dopiero po interwencji „Gazety Trybunalskiej” w serwisie ujawniono dane wymagane przez Prawo prasowe.
Trudno więc nie dostrzec, iż niektóre kwestie formalne są traktowane przez Stachaczyka dość swobodnie.
71-letni właściciel Strefy FM, posiadający 100 proc. udziałów w spółce Radio Pasmo Piotrków, do której należy rozgłośnia, trzyma całość w garści, nie dopuszczając do udziału choćby drugiej żony Beaty Haliny ani dzieci z pierwszego i drugiego małżeństwa. Tym bardziej drażni go Chasikowski, który bezczelnie – w jego ocenie – wszedł na teren od lat uważany przez Stachaczyka za zagospodarowany. Tyle iż biznes nie działa na zasadzie: „byłem pierwszy, więc nazwa jest moja na zawsze”. o ile uważa inaczej, niech pokaże dokument, a nie roztacza mgliste wspomnienia sprzed kilku dekad, które nie wywołują żadnych skutków prawnych.
Stachaczyk pisze również:
Zdarza się, iż osoby i instytucje otrzymujące informacje i korespondencję od Chasikowskiego nie zdają sobie sprawy, iż nie pochodzą one od działającej od lat rozgłośni regionu piotrkowskiego.
Oczywiście nie przedstawia choćby najdrobniejszego dowodu na domniemane pomyłki. To argumentacja człowieka tak przyzwyczajonego do monopolu, iż uwierzył, iż na dźwięk słowa „radio” mieszkańcy miasta i powiatu automatycznie myślą tylko o jego rozgłośni. Tym samym dostarcza argumentu, iż rozpoznawalność marki Strefa FM nie jest tak oczywista, jak najwyraźniej sądzi.
Ale Stachaczyk nie poprzestaje na obronie nazwy. I rozpoczyna drugi, znacznie ciekawszy wątek. Pod płaszczykiem troski o przyszłych wyborców informuje, iż Chasikowski rozważa start w wyborach na prezydenta Piotrkowa w 2029 roku. Następnie zapowiada, iż warto wiedzieć, „kim jest człowiek, który chce ubiegać się o najważniejszy urząd w Piotrkowie”. Brzmi to jak zapowiedź przedstawienia sylwetki potencjalnego kandydata. Tyle iż zamiast informacji o jego poglądach, programie, doświadczeniu czy planach dla miasta, czytelnik dostaje przede wszystkim opinie, których zasadniczym celem jest zdyskredytowanie nadawcy Radia Piotrków. Są więc wycieczki w przeszłość, prymitywna recenzja ramówki internetowego radia oraz próba podważenia wiarygodności Chasikowskiego. Nie bez powodu Stachaczyk używa cudzysłowu w zdaniu:
Występuje jako „dziennikarz” i prowadzi własne „śledztwa”.
Co więcej, sam tekst dostarcza odpowiedzi na pytanie, dlaczego Stachaczyk zainteresował się Chasikowskim właśnie teraz. Pisze wprost:
Przez lata uważałem, iż Leszek Chasikowski nie jest kimś, komu należy poświęcać publiczną uwagę. Mówiąc brutalnie: nie miałem takiej potrzeby.
Potrzeba pojawiła się dopiero wtedy, gdy bohater artykułu miał ogłosić, iż rozważa start w wyborach na prezydenta Piotrkowa.
Trudno jednak przesądzić, czy rzeczywiście taki jest zamiar Chasikowskiego, czy też był to zwykły żart, który Stachaczyk połknął jak młody pelikan. Faktem jest, iż bez większego namysłu oznajmił czytelnikom: „Leszek Chasikowski chce zostać prezydentem Piotrkowa”.
Jednak prowincjonalny baron sam podciął konstrukcję, którą zbudował wcześniej i wbrew logice tekstu przemienił się w dobrego wuja, który łaskawie zezwala:
Jeżeli ktoś prowadzi internetową działalność, publikuje swoje opinie i uważa się za dziennikarza – proszę bardzo. Internet jest wystarczająco pojemny dla nas wszystkich.
I kończy:
Leszek Chasikowski chce zostać prezydentem Piotrkowa. A to już nie jest wyłącznie jego prywatna sprawa. o ile chce prosić mieszkańców o głosy, to mają prawo wiedzieć, czy warto go poznać.
Artykuł został podpisany: „Tomasz Stachaczyk, Redaktor Naczelny Radia Strefa FM Piotrków, Prezes Zarządu”. Taki podpis wskazuje, iż tekstu nie należy traktować jako przypadkowej wypowiedzi.
Komentarz
Omawiany wykwit intelektu starzejącego się redaktora naczelnego i prezesa zarządu przypomina donos. Jego konstrukcja jest chaotyczna, nie zawiera materiałów dowodowych ani wypowiedzi innych osób, które można byłoby skonfrontować z przedstawianymi tezami. Nie może to dziwić, gdyż Tomasz Stachaczyk w składaniu donosów ma już doświadczenie. Na początku roku on i jego aktualna ślubna, Beata Halina, złożyli w Komendzie Miejskiej Policji i Prokuraturze Rejonowej w Piotrkowie dwa donosy w sprawie innej swojej „konkurencji”.
Historia ta nie będzie tutaj rozwijana, ponieważ zostanie opisana w oddzielnym materiale.
W tym przypadku forma i zawartość tekstu Stachaczyka zdecydowanie bardziej przypominają donos niż rzetelny materiał prasowy.
Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, gdy wypowiedzi prasowe Stachaczyka budzą zastrzeżenia co do sposobu przedstawiania faktów. W marcu, w artykule „Strefa Płatnego Parkowania à la Stachaczyk”, „Gazeta Trybunalska” wykazała, iż w swoim tekście o 30 bezpłatnych minutach parkowania pominął istotne informacje, a odpowiedzialność za rozwiązanie przyjęte przez radę miasta przypisał przede wszystkim dwojgu radnym.
W bieżącym materiale Stachaczyk podjął próbę ustawienia człowieka w określonej pozycji, zanim ten człowiek w ogóle stanie do wyborów.
Z tym wiąże się jeszcze jedna, bardzo istotna kwestia. Historia działalności Stachaczyka pokazuje bowiem, iż jego stosunek do ludzi i władz potrafił zmieniać się wraz z relacjami finansowymi.
Bywały sytuacje, w których władza nie chciała ze Stachaczykiem współpracować, nie chciała kupować reklam ani zamieszczać w jego mediach ogłoszeń. Wydawca tracił również możliwość wpływania na opinię publiczną.
Czytaj: „Chojniak i Stachaczyk – związek władzy i biznesu”
„Gazeta Trybunalska” opisywała przypadki, w których po pewnym czasie dochodziło jednak do porozumienia pomiędzy samorządem a Stachaczykiem. I wtedy ton zmieniał się diametralnie. To zjawisko jest również widoczne obecnie. Ilość wazeliny, jaka jest używana do promowania części gminno-powiatowych bonzów, wystarczyłaby do nasmarowania wszystkich nart na świecie.
Czytaj: „Piotrków. Obrzydliwa postawa Stachaczyka”.
Dlatego obecny atak na Chasikowskiego również warto oglądać przez pryzmat historii działalności Stachaczyka. Dziś atakuje nadawcę Radia Piotrków, przedstawia go jako problem, ostrzega przed nim mieszkańców i próbuje wmówić czytelnikom, iż jego aktywność wymaga szczególnej uwagi.
Ale własna historia Stachaczyka pokazuje, iż choćby bardzo gwałtowny konflikt nie musi być stanem permanentnym. Wystarczy się dogadać. Dlatego jego obecne oburzenie warto traktować z odpowiednim dystansem. W mentalności Stachaczyka obowiązuje bowiem stara zasada: żaden pieniądz nie śmierdzi – choćby ten opisany w notatce „Kto finansuje radio Strefa FM, czyli warto dobrze żyć z byłym konfidentem”.
→ Mariusz Baryła
23.08.2026
• grafika: barma / monica / Gazeta Trybunalska
• więcej o baronie medialnym Stachaczyku: > tutaj









