Jednak dotychczasowe podejście, „jak nie spotkać się z prezydentem”, zamieniło się w swe przeciwieństwo, a spotkania takie okazały się pożądane.
Świeżo wybrany do Trybunału Konstytucyjnego sędzia Berek, nie czekając nawet, aż opadnie kurz z jego wertowanych akt, zawiadomił, iż chce się z prezydentem zobaczyć, choć z przepisów wynikałoby raczej, iż to prezydent ma jego zobaczyć, a o odwrotności nic tam nie ma: sędzia musi złożyć ślubowanie wobec prezydenta. Jak szeroko wiadomo, poprzedni koledzy sędziego Berka zrobili to, nie widząc prezydenta, tylko pod jego postacią marszałka Sejmu – i to im wystarczyło. Stąd ogólne wrażenie, iż sędziom aż tak na spotkaniu z prezydentem nie zależało i iż się obejdą. A jednak sędzia Berek spotkania tak nie może się doczekać, iż naciska na jego przyspieszenie. I wydaje się, iż chciałby je odbyć z udziałem prezydenta, a nie, jak poprzednicy, którym wystarczyła jego nieobecność.
Swoją drogą przepisy mogłyby być nieco bardziej precyzyjne: czy podczas ślubowania „wobec” muszą się widzieć wzajemnie, czy wystarczy do tego to, co widzi sam sędzia albo sam prezydent?










