Dobromir Sośnierz w czwartek 13 sierpnia w Polsat News skrytykował postulat PiS, by po wyborach w 2027 roku deportować z Polski ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym bez legalnej pracy. Stawką są dwie rzeczy: kontrola migracji i powaga prawa, którego państwo nie może zmieniać pod telewizyjny efekt.
Spór o deportacje ukraińskich mężczyzn
Dobromir Sośnierz odniósł się w czwartek w Polsat News do postulatu PiS, który przedstawił europoseł Tobiasz Bocheński. Chodzi o zapowiedź deportowania z Polski mężczyzn z Ukrainy w wieku poborowym, jeżeli nie pracują legalnie. Według relacji Polsat News, propozycja miałaby być jedną z pierwszych decyzji PiS po ewentualnym powrocie do władzy po wyborach w 2027 roku.
Sam kierunek twardszej polityki migracyjnej nie powinien nikogo dziwić. Polska ma prawo kontrolować pobyt cudzoziemców, sprawdzać legalność zatrudnienia, egzekwować przepisy i stawiać interes własnych obywateli wyżej niż wygodę politycznych komunikatów. Problem zaczyna się tam, gdzie państwo najpierw przyznaje określony status pobytowy, a potem chce działać tak, jakby wystarczyła konferencja partyjna.
Sośnierz: państwo nie może być niepoważne
Sośnierz ocenił, iż realizacja pomysłu bez zmiany podstaw prawnych ustawiłaby Polskę w roli państwa niepoważnego. To trafia w sedno. Rządowe informacje o zmianach w pomocy dla obywateli Ukrainy wskazują, iż osoby z PESEL UKR mogą legalnie przebywać w Polsce do 4 marca 2027 roku. o ile państwo samo stworzyło taki porządek, musi go zmieniać ustawą, a nie hasłem rzuconym pod publiczność.
Polityk Konfederacji uderzył też w selektywność postulatu. Pytał, dlaczego rozwiązanie ma obejmować wyłącznie mężczyzn, a nie wszystkie osoby bez legalnej pracy. Nazwał to kolejną dyskryminacją mężczyzn i zarzucił PiS uleganie feministycznemu odruchowi. Ten fragment brzmi ostro, ale dotyka realnego sporu o równość wobec prawa. o ile kryterium ma być legalność zatrudnienia, to państwo musi jasno powiedzieć, czemu dodatkowo wybiera płeć i wiek poborowy.
Twarda polityka wymaga porządku
Prezes PiS Jarosław Kaczyński tłumaczył wcześniej, iż nie chodzi o deportację wszystkich Ukraińców, ale o tych, którzy nie pracują legalnie i są w wieku poborowym. W tym ujęciu miałaby to być również pomoc dla Ukrainy w mobilizacji. Tyle iż polska racja stanu nie może być dopisywana po fakcie do hasła, które bez szczegółów prawnych zostawia więcej pytań niż odpowiedzi.
Polska prawica powinna mówić jasno: koniec z automatyzmem świadczeń, koniec z rozmywaniem granicy między gościem a obywatelem, koniec z obchodzeniem prawa pracy. Ale twardość państwa polega na procedurze, egzekucji i konsekwencji. Nie na tym, iż jednego dnia buduje się specjalny system ochrony, a drugiego udaje, iż można go przeciąć samą wolą polityczną.
W tle jest też szerszy spór na prawicy. Sośnierz, kojarzony z wolnościowym nurtem Konfederacji, już wcześniej uczestniczył w napięciach wokół tego środowiska, o czym DN pisał przy okazji rozłamu i wyjścia Wolnościowców z Konfederacji. Dziś ta krytyka pokazuje, iż konkurencja z PiS o wyborcę prawicy będzie toczyć się nie tylko o kierunek, ale także o wiarygodność wykonania.
Migracja to sprawa interesu narodowego
W sprawie ukraińskich mężczyzn w Polsce trzeba odrzucić dwie pokusy. Pierwsza to liberalna ślepota, według której każde uszczelnienie zasad jest rzekomo moralnym skandalem. Druga to partyjna łatwizna, która z realnego problemu robi slogan bez policzenia skutków prawnych, gospodarczych i dyplomatycznych.
Kontrola migracji jest obowiązkiem państwa narodowego. Legalna praca, uczciwe podatki, jasne zasady pobytu i brak równoległych przywilejów to minimum, którego Polacy mają prawo oczekiwać. o ile ktoś łamie prawo, państwo musi reagować. o ile ktoś korzysta z legalnego statusu, państwo musi najpierw zmienić prawo, a dopiero potem działać. Inaczej powstaje chaos.
Dlatego spór wywołany przez Sośnierza nie jest poboczną kłótnią o język. To pytanie o standard państwa. Polska potrzebuje polityki migracyjnej twardej, sprawiedliwej i odpornej na presję z zewnątrz. Potrzebuje też prawa, które działa. Bez tego każda mocna zapowiedź kończy się tym samym: efektem na antenie i bezradnością w urzędzie.
Źródło: Polsat News, Do Rzeczy, gov.pl.
Źródło: Do Rzeczy





![The Right Isn't Playing to Win in 2027, but to Reshape Policy for the Next 15–20 Years [INTERVIEW]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=420;0;448;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/08/ZAT260705_015891.jpg)







