Słowiańszczyzna. Opcje przeszłe, teraźniejsze i przyszłe

wiernipolsce1.wordpress.com 1 month ago

Tekst wykładu dla Międzynarodowej Fundacji Literatury Słowiańskiej, Moskwa, 30.01.25. przesłany przez Autora-mojego przyjaciela z Rosji.

Kiedy mówimy o jedności Słowian, albo dotykamy minionej jedności, albo snujemy nieśmiałe plany na przyszłość tej jedności, albo narzekamy na to, iż dziś mówienie o jedności Słowian jest po prostu śmieszne

Przeszłość jedności Słowian

Przypomnijmy sobie drugą połowę XIX wieku, czas, kiedy wydawało się, iż ideały jedności Słowian są w praktyce możliwe do zrealizowania.

Jak można je wdrożyć? Dać szansę rozwoju kultury narodowej. Kulturze przebudzonych narodów. Pomoc Słowianom w uwolnieniu się zarówno z niewoli osmańskiej – na słowiańskim południu, jak i niemieckiej – na słowiańskim zachodzie.

To przebudzenie nie było możliwe ani wcześniej, ani później.

Trzeba bowiem zrozumieć, iż przed „Wiosną Ludów” ludzie – czy to Słowianie, czy Niemcy – myśleli w kategoriach legitymizmu politycznego i samoświadomości religijnej. I dopiero później utożsamili się z plemieniem, tj. językiem i krwią.

A potem powstały warunki, gdy wśród Europejczyków religijność, która wcześniej była podstawą samoświadomości, została zastąpiona upolitycznieniem. A ideologia stała się dokładnie tym, co zastąpiło wiarę chrześcijańską, która zanikła wśród Europejczyków. Mam na myśli wiarę nie jako osobiste spotkanie każdej indywidualnej duszy ze Zbawicielem, ale wiarę jako podstawę kulturowej samoidentyfikacji.

Jeśli jednak w XX wieku narodowe samostanowienie często degradowało się do form szowinistycznych, a choćby całkowicie zanikało, zastępowane przez idee liberalne lub komunistyczne, to w XIX wieku tak nie było.

Narodowa inteligencja narodów słowiańskich starała się obudzić swoich współplemieńców i szukała wsparcia. Imperium Rosyjskie mogłoby wesprzeć. Jako słowiańska potęga chrześcijańska.

W tym miejscu od razu zastrzegamy, iż mówiąc o słowiańskiej nadziei w Rosji, nie mówimy oczywiście o wszystkich przedstawicielach słowiańskiej inteligencji.

Niestety, stosunki rosyjsko-polskie zawsze były i niestety pozostają, delikatnie mówiąc, bardzo dalekie od braterstwa. Być może, gdyby w czasie podziału Rzeczypospolitej w Petersburgu było więcej dalekowzrocznych polityków, to nie zaanektowaliby ziem polskich, ograniczając się do ziem małoruskich i białoruskich. A wtedy Polacy, popadając w niemiecką niewolę za sprawą Prus i Austrii, zupełnie inaczej postrzegaliby Rosję. Być może wtedy Rosja, a nie Francja, byłaby postrzegana przez polskich patriotów jako latarnia morska.

Ale znowu doskonale rozumiemy, iż w XVIII wieku (tj. na długo przed „Wiosną Ludów”) nikt nie myślał w kategoriach narodowych. Myśleli w kategoriach legitymizmu politycznego i samostanowienia wyznaniowego, więc podzielili pokonane przestrzenie w podobny sposób, jak w Afryce, a później na Bliskim Wschodzie – niemal wzdłuż południków geograficznych.

A na Bałkanach nie było łatwo ze względu na nastroje prorosyjskie. Bułgaria i Serbia (z narodem Czarnogóry, wówczas wciąż nierozerwalnie związanym z tożsamością ogólnoserbską) to jedno, a zupełnie co innego południowosłowiański region Cesarstwa Habsburgów, gdzie pracowali bardzo profesjonalni ludzie.

Mam na myśli także efektywną pracę przedstawicieli Watykanu, którzy owocnie pracowali nad utworzeniem politycznego narodu Chorwatów, w który zaangażowane były ogromne rzesze Słowian katolickich i iż przeciwstawiając Słowian Madziarom, Niemcy byli postrzegani jako swego rodzaju gwaranci praworządności. Swoją drogą tak było, porządek (ordnung) miał miejsce, czy się to komuś podobało, czy nie.

Zresztą mówiąc o utworzeniu chorwackiego narodu politycznego pod koniec XIX w., trzeba pamiętać, iż proces ten nie byłby możliwy, gdyby nie doszło do ujednolicenia języka serbsko-chorwackiego na bazie „gajevicy” i „vukovicy”. Reformator współczesnego języka serbskiego Vuk Karadżić swoimi innowacjami oderwał język serbski od rosyjskiego i bułgarskiego i stworzył warunki do dokończenia dzieła chorwackiego pedagoga Ljudevita Gaja na rzecz ujednolicenia języka chorwackiego w oparciu o dialekt sztokawski, co doprowadziło do stworzenia podstaw do ukształtowania się jednolitej jugosłowiańskiej przestrzeni kulturowej i językowej. Nie trzeba przypominać, iż „jugosłowiańskie eksperymenty” ostatecznie doprowadziły do ​​tego, iż dziś Serbowie cofnęli się o półtora wieku.

Korzystając z okazji, chcę powiedzieć kilka słów w obronie prawosławnych Słowian Południowych.

Wrogowie Słowian uwielbiają drwić z faktu, że, jak mówią, nasi „bracia” są niewdzięczni.

Mówią to albo ludzie, którzy bezkrytycznie przyjęli słynną książkę Konstantina Leontjewa, albo ludzie, którzy na ogół są bardzo dalecy od zrozumienia tematu słowiańskiego.

Niechęć Serbów do projektu San Stefano mającego na celu przekształcenie Bałkanów jest całkiem zrozumiała. Skoro bowiem zakładano, iż granicą stref wpływów Rosji i Austrii będzie granica serbsko-bułgarska, jest całkowicie zrozumiałe, iż nasi dyplomaci przesunęli tę granicę jak najdalej na zachód. W rezultacie okazało się, iż to Niemcy zaczęli być postrzegani przez Serbów i Greków jako ci, którzy przywrócą porządek. I właśnie z tego powodu niemiecki „Ordnung” wydawał się wówczas mieszkańcom Bałkanów ważniejszy niż rosyjska krew przelana podczas wyzwalania Bułgarii.

wyzwolenie Bułgarii.

A co na dzień dzisiejszy?

Widzimy więc, iż nadzieje niektórych Słowian pokładane w Rosji wynikały z nadziei na pomoc ze strony wielkiego słowiańskiego kraju chrześcijańskiego.

Czy możemy liczyć na coś podobnego w przyszłości?

Zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę, iż Rosja z całych sił nieustannie upiera się, iż nasz kraj nie jest już rzekomo chrześcijański czy słowiański, ale wielonarodowy i wielowyznaniowy. Bardzo dobrze pamiętam reakcję naszych drogich przyjaciół z Serbii na tę propagandę. I jakże byli zdumieni stanem świadomości naszych studentów – tych nieszczęsnych młodych ludzi, przekształconych w zombie przez propagandę „azjatyzmu”. Podobnie jest z naszym prawosławiem.

To po pierwsze.

Po drugie. o ile w Europie po „Wiosnie Ludów” postępowe społeczeństwo myślało w kategoriach odrodzenia narodowego, co było postrzegane jako jedna z głównych idei społecznych, to jest całkowicie logiczne, iż wszyscy uczestnicy „Wielkiej Gry” byli postrzegani właśnie ze względu na to, jaką rolę odgrywają w kwestii odrodzenia narodowego. Pomagają, jak Rosja, lub utrudniają, jak Turcja i Austria.

Dziś – gdy już wszyscy otrząsnęli się z euforii zwycięstwa w zimnej wojnie – przyszedł czas na podjęcie nowego wyzwania. Z nową islamizacją – o wiele bardziej niebezpieczną dla Europy niż w epokach heroicznych, z nową degradacją – podobną do tego, czego doświadczył Rzym w epoce upadku.

Alternatywą dla tego jest nowa „stara normalność”.

Tę nową „starą normalność” reszcie białej Europy przyniesie nie Moskwa, ale Trump. Stał się już uosobieniem kontrrewolucji.

Moskwa miała szansę stać się alternatywą zarówno dla Eurosodomy, jak i Arabo-islamu, jak około 15 lat temu głosił profesor Zoran Miloszevic, uczestnik tej konferencji.

Ale najwyraźniej „ręce za krótkie”.

Erdogan stał się alternatywą dla Arabo-islamu, a Trump alternatywą dla Eurosodomy.

Dlatego dziś nie widzę ani jednego powodu, dla którego Federacja Rosyjska, zmierzając pełną parą w kierunku „Konfederacji Eurazjatyckiej”, miałaby stać się jakimś drogowskazem dla Słowiańszczyzny. Która, swoją drogą, nie istnieje.

Tak, jest Serbia. Tak, jest Słowacja. Prawdopodobnie w Bułgarii i Słowenii są nastroje słowiańskie. W Chorwacji.

Jest oczywiście Polska.

Ale nie ma mowy o żadnej jednolitej Słowiańszczyźnie.

Jeśli w Słowenii istnieje jakiś rodzaj tożsamości słowiańskiej, to w Pradze – sądząc po tym, co mówią znający się na rzeczy ludzie – niestety i ach. Serbowie i Chorwaci są otwartymi wrogami, Serbowie i Bułgarzy ukrytymi wrogami. Przyszłością Bośni jest integracja ze światem neootomańskim, przyszłość „Czarnogóry” i „Macedończyków” jest niejasna i mało optymistyczna.

Przyszłością Polski jest najprawdopodobniej utworzenie na zlecenie Londynu jakiejś alternatywy zarówno dla upadającej Eurosodomu, jak i Ruskiego Świata.

Wszystko to pozwala stwierdzić, iż wśród ludności republik słowiańskich nie ma zapotrzebowania na słowiańskość.

Słowiańszczyzna nie pozostało postrzegana jako alternatywa dla globalizacji – tak jak kiedyś odrodzenie słowiańskie było postrzegane jako alternatywa dla Niemców i Osmanów.

Czy jedność Słowian ma przyszłość?

Ależ wszystko może się zmienić, gdy zajdzie potrzeba utworzenia nowego centrum ponownego zjednoczenia Europy.

Ponieważ inżynierowie polityczni we współczesnej Federacji Rosyjskiej na wszelkie możliwe sposoby wszczepiają model wielokulturowości, kultura słowiańska oddzielana jest przez przecinek wraz z kulturami małych ludów zamieszkujących Federację i nie jest przypadkiem, iż nasi koledzy z państw słowiańskich, którzy przyjeżdżają do Rosji, pytają ze zdziwieniem: czy Rosja jest krajem słowiańskim?

Oczywiście inżynierów politycznych można zrozumieć.

Stają przed konkretnymi zadaniami i starają się je rozwiązać w oparciu o dostępne im zasoby. Zarówno sytuacja w Europie końca XIX w., jak i sytuacja w Europie połowy XX w. sprzyjała Rosji, a później Związkowi Radzieckiemu, wykorzystania Słowian jako jednego z narzędzi rozwiązywania problemów polityki zagranicznej.

Teraz sytuacja jest zasadniczo inna.

Niemniej jednak chciałbym, żeby specjalnie przeszkolone osoby, które, mam nadzieję, także przysłuchują się temu, co się tu mówi, zrozumiały, iż jeżeli przeciwnicy na poważnie zaczną fabrykować jakąś alternatywę dla Eurosodomy, to jest całkiem prawdopodobne, iż alternatywa ta będzie miała zewnętrzne formy albo nowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, albo nowych Austro-Węgier. I ci specjaliści z pewnością zajmą się rozwiązaniem kwestii słowiańskiej.

Spotkałem się z tym już na Ukrainie 12 lat temu, w przeddzień zwycięstwa drugiego Majdanu.

Kiedy mój przyjaciel, Rusin z narodowości, wyjaśnił mi, jak odmienny jest rosyjski folklor od wszystkiego, co łączy naturalnych Słowian Europy Wschodniej. Oznacza to, iż słowianofilstwo może być używane jako rodzaj rusofobii.

O czym mówimy?

Niewykluczone, iż dojdzie do sytuacji, gdy Słowianom Europy Wschodniej zostanie zaproponowana jakaś alternatywa wobec tego, czym gwałtownie staje się UE. A UE może ostatecznie przekształcić się albo w Eurabię, albo, co bardziej prawdopodobne, w rodzaj „Czwartej Rzeszy”, gdy Niemcy, doprowadzeni do rozpaczy przez zniszczenie gospodarki i dominację imigrantów, w końcu zbuntują się. I to powstanie odbędzie się oczywiście pod narodowo- konserwatywnymi flagami. A biorąc pod uwagę poziom dechrystianizacji współczesnej Europy, nietrudno wyobrazić sobie dokładnie, jakie formy przybierze to nowe narodowe przebudzenie niemieckiego świata.

Jeszcze raz podkreślam, iż „Czwarta Rzesza” nie oznacza oczywiście służenia Rothschildom/Rockefellerom w ramach NATO, ale właśnie bunt przeciwko rozkładowi i przeciw imigrantom, który wrze w głębinach Zachodu. A Europejczycy, jak podkreślił w dyskusji A.D. Stiepanow, mają już doświadczenie radykalnych reżimów prawicowych.

Europejczycy ze Wschodu staną albo przed wyzwaniem Eurabii, albo przed wyzwaniem „Czwartej Rzeszy”.

W tej sytuacji Słowianie mogą gromadzić się wokół Moskwy, ale nie muszą. Mogą zjednoczyć się wokół pewnego centrum, które będzie przedstawiane jako „centrum ponownego zgromadzenia białej chrześcijańskiej Europy”. Może to być albo Polska (Międzymorze), albo Habsburgowie

Dlatego uważam, iż specjalnie przeszkoleni ludzie na Kremlu powinni poważnie pomyśleć o takim rozwoju wydarzeń.

Chyba, iż ​​nasze „żyrafy” zechcą, aby Słowianie zjednoczyli się wokół jakiejś konserwatywnej siły, której potencjał można wykorzystać przeciwko Rosji.

Czas więc poważnie potraktować temat słowiański.

P.S.

Materiał ilustruje reprodukcja płótna Czecha Alfonsa Muchy „Podstawy liturgii słowiańskiej” („Zavedení Slovanské liturgie”. 1912), aby choć w pewnym stopniu osłabić szaleństwo najbardziej wulgarnych obrazów w stylu „Dolboslawja Rodzimowierców”, które pod hasłem „Słowiańszczyzna” zamieszczane są w Internecie.

Paweł Wiaczesławowicz Tichomirow, zastępca redaktora naczelnego „Ruskiej Linii Narodowej

Więcej szczegółów:

(tłum. PZ)

Read Entire Article