Wojska lądowe, które dziś obchodzą swoje święto, przechodzą największą od dziesięcioleci modernizację. Formowaniu nowych dywizji towarzyszy wymiana uzbrojenia – do jednostek trafiają czołgi Abrams i K2, haubice K9 i Krab, wyrzutnie Homar oraz BWP Borsuk. Finansowane m.in. z programu SAFE dostawy budują potencjał, który plasuje nasze siły lądowe w czołówce NATO.
Ostatnie lata to czas intensywnej modernizacji wojsk lądowych. Zmianę sprzętową widać już nie tylko w podpisywanych kontraktach, ale także na poligonach i placach ćwiczeń.
Pancerna pięść
Jednym z jej symboli są Abramsy. Polska zamówiła 366 amerykańskich czołgów – 116 używanych M1A1 oraz 250 najnowszych M1A2 SEPv3. Pierwszy kontrakt został już zrealizowany, dostawy „dwójek” mają się zakończyć w tym roku. W jednostkach, do których trafiły Abramsy, ich możliwości trudno porównywać ze sprzętem eksploatowanym jeszcze kilka lat temu. – To najnowocześniejszy sprzęt, na jakim dotąd pracowałem. Doskonale wyposażony, naszpikowany elektroniką, z ogromną siłą ognia – mówi jeden z żołnierzy z 1 Warszawskiej Brygady Pancernej. Zanim rozpoczął szkolenie na Abramsach, służył na PT-91 i Leopardach 2. W amerykańskim czołgu szczególnie wysoko ocenia jakość systemów obserwacyjnych oraz zdalnie sterowany moduł uzbrojenia CROWS [Common Remotely-Operated Weapons Station], pozwalający prowadzić ogień z wielkokalibrowego karabinu maszynowego bez wychodzenia z pojazdu.
O skali zmiany jeszcze więcej mówi jednak to, iż Abrams jest tylko jednym z dwóch nowych typów czołgów wprowadzanych do wojsk lądowych. Drugi to południowokoreański K2. Wszystkie 180 maszyn zamówionych w 2022 roku dotarło już do Polski. Realizowany w tej chwili kolejny kontrakt obejmuje następnych 180 czołgów – 116 K2GF i 64 w docelowej konfiguracji K2PL. Większość tych ostatnich powstanie już w gliwickich zakładach Bumar-Łabędy.
Po realizacji w tej chwili obowiązujących kontraktów Polska będzie dysponowała 726 Abramsami i K2. Do tego dochodzą 233 Leopardy 2, co daje łącznie 959 nowoczesnych czołgów. Oczywiście sama ta liczba nie przesądza o sile wojsk pancernych. Za czołgami muszą stać m.in. wozy zabezpieczenia technicznego, mosty, logistyka, amunicja i sprawny system dowodzenia. Właśnie dlatego kolejnym zakupom pojazdów bojowych coraz częściej towarzyszą kontrakty na sprzęt wsparcia.
Równie głęboka zmiana dokonuje się w artylerii, jeszcze kilkanaście lat temu utożsamianej m.in. z samobieżnymi haubicami 2S1 Goździk. Dziś podstawą artylerii lufowej stają się systemy kalibru 155 mm – polskie Kraby oraz południowo-koreańskie K9. Pod koniec 2025 roku zakończyły się dostawy pierwszych 218 K9A1. Kolejny kontrakt przewiduje 146 haubic K9PL, które mają trafić do Polski do końca 2027 roku. Równocześnie rozwijany jest Krab. Tylko umowy zawarte w maju 2026 roku w ramach programu SAFE obejmują cztery kolejne dywizjonowe moduły ogniowe Regina, czyli 96 armatohaubic wraz z wozami dowodzenia i zabezpieczenia.
O tym, jak duża jest to zmiana, przekonują się artylerzyści z 15 Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej, którzy przesiedli się z wysłużonych Goździków na K9A1. Niedawno na poligonie w Orzyszu po raz pierwszy strzelali z nowych haubic amunicją bojową. – K9A1 Thunder jest w stanie strzelać niemal z każdego miejsca. Po dotarciu na wyznaczony punkt może od razu oddać strzał, co na 2S1 Goździk jest niemożliwe – tłumaczy por. Piotr Mnich, dowódca 3 baterii artylerii samobieżnej.
Różnica bierze się m.in. z zastosowania GPS, systemu dowodzenia i kierowania ogniem Topaz oraz nowoczesnej elektroniki i hydrauliki – załoga nie musi wykonywać części procedur poprzedzających otwarcie ognia, koniecznych w przypadku Goździka. K9 pozwala też wystrzelić trzy pociski w ciągu 15 sekund oraz prowadzić ogień w trybie MRSI, w którym kilka pocisków wystrzelonych z jednej haubicy po różnych torach uderza w cel niemal jednocześnie.
Artyleria lufowa jest jednak tylko częścią budowanego systemu ognia. Do jednostek trafiają wieloprowadnicowe wyrzutnie Homar-K, oparte na koreańskim systemie K239 Chunmoo, oraz Homary-A, czyli amerykańskie HIMARS-y. W efekcie dowódcy otrzymują możliwość rażenia celów nie tylko kilkadziesiąt, ale również setki kilometrów od własnych pozycji.
Piechota zmienia pojazd
Zmiana pokoleniowa nie kończy się na czołgach i artylerii. Obejmuje również pododdziały zmechanizowane, których podstawowym pojazdem przez ponad pół wieku pozostawał BWP-1. Jego następcą jest Borsuk – polski bojowy wóz piechoty wyposażony w zdalnie sterowany system wieżowy ZSSW-30 z armatą kalibru 30 mm, karabinem maszynowym i przeciwpancernymi pociskami kierowanymi Spike. Pojazd potrafi pływać, a zastosowane w nim systemy obserwacyjne i kierowania ogniem dają załodze możliwości nieporównywalne z tymi, którymi dysponowali żołnierze korzystający z BWP-1.
Pierwsze Borsuki służą już w 15 Giżyckiej Brygadzie Zmechanizowanej. – Nasze BWP mają ponad 45 lat. Przeskok technologiczny jest więc ogromny – mówi mjr Andrzej Seweryniak z tej jednostki. Na wymianie samego pojazdu zmiana się jednak nie kończy. Współczesny pododdział zmechanizowany ma coraz więcej własnych „oczu” i środków rażenia. Bezzałogowce pozwalają obserwować teren daleko poza zasięgiem wzroku załóg pojazdów, przekazywać współrzędne wykrytych celów i korygować ogień. Inne mogą same stać się środkiem rażenia.
Taką rolę pełnią w Wojsku Polskim m.in. FlyEye, amunicja krążąca Warmate oraz systemy rozpoznawczo-uderzeniowe Gladius. Skala ich wprowadzania gwałtownie rośnie. Tylko umowy zawarte w ramach SAFE obejmują 190 zestawów FlyEye, ponad 400 zestawów Warmate oraz 12 bateryjnych modułów Gladius.
W tej samej puli znalazło się kolejnych 146 Borsuków oraz osiem kompanijnych modułów ogniowych Rak. Wszystkie te zakupy składają się na tę samą zmianę: pododdziały wojsk lądowych mają nie tylko dysponować większą siłą ognia, ale także szybciej wykrywać przeciwnika, przekazywać informacje o jego położeniu i wykorzystywać je do rażenia.
Sprzęt to nie wszystko
Równocześnie z dozbrajaniem rosną stany osobowe wojsk lądowych. Jeszcze niedawno ich trzon tworzyły trzy dywizje: 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej oraz 12 i 16 Dywizja Zmechanizowana. Od 2018 roku formowana jest 18 Dywizja Zmechanizowana, a od 2023 roku powstają kolejne dwa związki taktyczne – 1 Dywizja Piechoty Legionów oraz 8 Dywizja Piechoty Armii Krajowej. Proces przez cały czas trwa, a rozwój tych struktur pozostaje jednym z priorytetów Sił Zbrojnych RP.
To przede wszystkim skala jednoczesnej rozbudowy struktur i wymiany uzbrojenia wyróżnia dzisiejszą modernizację. Polska nie wymienia bowiem jednego typu czołgu, haubicy czy bojowego wozu piechoty. Buduje większe wojska lądowe i równocześnie wyposaża je w uzbrojenie nowej generacji. W efekcie powstaje jeden z największych w Sojuszu Północnoatlantyckim potencjałów do prowadzenia ciężkich działań lądowych: z setkami nowoczesnych czołgów i armatohaubic, artylerią rakietową dalekiego zasięgu, nowymi bojowymi wozami piechoty i coraz liczniejszymi systemami bezzałogowymi.
Nie oznacza to, iż o sile lądówki można rozstrzygnąć poprzez proste porównanie liczby czołgów czy luf artyleryjskich. Współczesne wojska lądowe są systemem, w którym ogień, manewr, rozpoznanie, obrona przeciwlotnicza, łączność i logistyka muszą działać razem. Polska buduje właśnie takie wojska – liczne, ciężkie, nowoczesne i przygotowane do prowadzenia działań o dużej intensywności. Ten rodzaj sił zbrojnych już dziś należy do natowskiej czołówki, a wraz z kolejnymi dostawami uzbrojenia będzie tę pozycję umacniać.