San nabiera kształtów

polska-zbrojna.pl 9 hours ago

30-milimetrowa armata Kongsberga na podwoziu Jelcza, wóz dowodzenia, jeden z radarów, a na dokładkę „potwór z Tarnowa”, czyli szybkostrzelny karabin maszynowy 12,7 mm posadowiony na pojeździe Legwan – podczas kieleckiego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego po raz pierwszy w historii można oglądać niemal kompletny pluton ogniowy systemy antydronowego San.

To jeden z najbardziej znanych programów zbrojeniowych polskiej armii. System antydronowy San ma chronić bazy, najważniejsze obiekty infrastruktury, a także pododdziały wojska przed uderzeniami bezzałogowców, które jak pokazała wojna w Ukrainie, całkowicie zmieniły oblicze współczesnego pola walki. W styczniu resort obrony zamówił 18 modułów bateryjnych. Każdy składa się z trzech plutonów ogniowych i plutonu wsparcia. Tymczasem sam system powoli nabiera kształtów.

Podczas tegorocznej edycji Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego zwiedzający po raz pierwszy w historii mogli obejrzeć niemal kompletny pluton ogniowy. W hali, gdzie swój dorobek prezentuje Polska Grupa Zbrojeniowa, stanęły obok siebie 30-milimetrowa armata Kongsberga, trójwspółrzędny radar i sensor RP na pojeździe Legwan, wóz dowodzenia, a także słynny „potwór z Tarnowa”, czyli czterolufowy karabin WLKM kalibru 12,7 mm.

REKLAMA

– Chcielibyśmy pokazać kompletny pluton, ale część elementów przechodzi jeszcze testy i badania – tłumaczy Arkadiusz Bąk, wiceprezes PGZ-etu. I tak do prezentowanego zestawu można by jeszcze dodać choćby 35-milimetrową armatę firmy PIT-Radwar, 70-milimetrowe pociski APKWS czy drony kamikadze, ale i tak prezentowany sprzęt robi wrażenie.

W jaki sposób działa San? – Radary wykrywają nadlatujące drony. Informacja spływa na stanowisko dowodzenia. Tam system w oparciu o wprowadzone algorytmy przeprowadza analizę, klasyfikuje cele i sugeruje wybór efektora – tłumaczy Bąk. W zależności od zagrożenia dowódca może zdecydować o uruchomieniu jednej z armat, wyrzutni pocisków rakietowych, innych bezzałogowców bądź karabinu. – jeżeli cel zostanie zniszczony, operacja dobiega końca. jeżeli nie, system dobiera kolejny efektor – wyjaśnia wiceprezes PGZ-etu. I tak, kiedy na przykład cel znajdujący się w odległości 5 km „umknie” armatom, aktywowany jest „potwór z Tarnowa”, który może porazić go z odległości od 1800 do kilkuset metrów.

Ten element systemu w ostatnim czasie wzbudził chyba największe zainteresowanie. Chwalili go eksperci, uznanie wyrażali politycy. Potwór produkowany jest przez Zakłady Mechaniczne z Tarnowa. Jego podstawowym komponentem jest czterolufowy karabin maszynowy kalibru 12,7 mm posadowiony na pojeździe Legwan. – Jego podstawowy atut to szybkostrzelność. Karabin w ciągu minuty potrafi wystrzelić 3,6 tys. pocisków, rażąc większą liczbę dronów. Ważnym aspektem jest tutaj relacja „koszt-efekt”, ponieważ stosunkowo niewielkim kosztem neutralizujemy bezzałogowce, które mogą stanowić dla wojsk spore zagrożenie – podkreśla Robert Sadowski, prezes tarnowskich zakładów.

Potwór może działać na trzy sposoby. – Jeden z wariantów zakłada działanie w pełni zautomatyzowane. Komputer wykrywa cel, namierza go, śledzi, a we właściwym momencie otwiera ogień – wyjaśnia prezes ZM Tarnów. Wariant numer dwa – system wykrywa i śledzi drona, ale decyzję o salwie podejmuje sam operator. – Ostatni z wariantów wiąże się ze sterowaniem ręcznym. System wykrywa cel, ale resztę czynności prowadzi człowiek. Operator może obsługiwać karabin ze specjalnego pulpitu zainstalowanego w kabinie – opisuje Sadowski.

Pojazdy wchodzące w skład plutonu ogniowego są w stanie operować w trudnym terenie. Przemieszczać się po bezdrożach i lasach. Mogą skutecznie ze sobą współpracować, choćby jeżeli dystans pomiędzy nimi wynosi kilkanaście kilometrów. Dodatkowo zostały wyposażone w tzw. jamming, czyli systemy zagłuszające GPS. Pluton trudno namierzyć i zniszczyć. Unieszkodliwienie pojedynczego wozu nie musi też skutkować wyłączeniem jednostki z działania. – Jeszcze w tym roku będziemy testowali działanie plutonów ogniowych na poligonie w Ustce. W przyszłym roku wystawimy już całe baterie – zapowiada wiceprezes Bąk. Dostawy systemu San dla armii powinny zostać sfinalizowane w 2028 roku.

System buduje konsorcjum, na czele którego stoi Polska Grupa Zbrojeniowa. Należy do niego także wiele polskich firm – prócz wspomnianych Zakładów Mechanicznych Tarnów to m.in. Huta Stalowa Wola, Rosomak SA i PIT-Radwar. Partnerem zagranicznym projektu jest norweski Kongsberg Defence & Aerospace.

Łukasz Zalesiński
Read Entire Article