Sahel. Mali płonie: Al-Kaida, Zełenski [!], Rosja i Macron konkurują

dakowski.pl 6 hours ago

Mali płonie: Al-Kaida, Zełenski i Macron jednoczą się w Sahelu

Joaquin Flores

Niedawna ofensywa Al-Kaidy i ALF [oddziały Tuaregów] w Mali zmusza nas do bliższego przyjrzenia się regionowi, aby zrozumieć prawdziwy stan rzeczy.

Walka o samostanowienie w Afryce Subsaharyjskiej jest często opisywana w czasie przeszłym w zachodnich mediach finansowych i dyskursie akademickim, ale ofensywa Al-Kaidy i ALF z 25 kwietnia w Mali, która miała znaczną skalę i była skoordynowana, zmusza nas do spojrzenia na region, aby zrozumieć prawdziwy stan rzeczy. Jest to szersza, powoli rozpalająca się alternatywa na krytycznym teatrze działań wojennych dla tego, co w przeciwnym razie mogłoby być globalną Trzecią Wojną Światową; taką, w której rebelia, rywalizacja o zasoby i utrwalone zewnętrzne interesy finansowe ścierają się z coraz większą intensywnością z wyzwoleniem. A wszystko to w szerszym kontekście kilku wojen regionalnych, w które zaangażowane są te same kraje, partnerstwa i sojusze. Walka o wyzwolenie narodowe w Afryce Środkowej i Zachodniej to nie tylko historia, ale żywa i mozolna walka, trwająca i dziś. Rzeczywistość pokazuje, iż do niedawna cała dawna francuska kolonia Afryki Środkowej i Zachodniej funkcjonowała w ramach struktur francuskiego imperializmu gospodarczego i politycznego, ciesząc się jedynie teatralną niezależnością, zanim pewna liczba państw w końcu weszła w fazę otwartego buntu przeciwko Paryżowi i zakwestionowała długotrwałe porozumienia o zależności zewnętrznej i orientacji regionalnej.

Na początek kilka słów o tle wydarzeń. Wojna USA z Libią w 2011 roku, kiedy Stany Zjednoczone wsparły struktury Al-Kaidy i grupy najemników w obaleniu Libijskiej Arabskiej Dżamahiriji, stworzyła stale pogłębiającą się strefę niestabilności (do dziś nierozwiązaną), salaficki dryf ideologiczny oraz przemyt broni przez Saharę do Afryki Środkowej i Zachodniej. Wydaje się, iż Francja zastosowała wówczas podobny scenariusz do tego, który wcześniej zastosowały Stany Zjednoczone w Syrii: wykorzystując pretekst działań w stylu Al-Kaidy do rozmieszczenia sił francuskich w tych krajach Afryki Środkowej i Zachodniej, gdzie obecne były Al-Kaida i/lub Państwo Islamskie.

Ruchy przywódcze zorientowane na suwerenność w Mali, Burkina Faso i Nigrze coraz częściej narzekały, iż francuska obecność wojskowa w operacjach takich jak Barkhane, choć formalnie oparta na współpracy dwustronnej, w praktyce ograniczała korzystanie z suwerennej autonomii, ponieważ priorytety bezpieczeństwa, planowanie operacyjne i strategiczny wybór celów ignorowały lokalne decyzje. Doktrynę antyterrorystyczną powszechnie postrzegano jako sformułowaną zewnętrznie i wdrażaną dzięki asymetrycznych mechanizmów koordynacji, w których państwo lokalne pełniło jedynie rolę partnera w realizacji.

Ciągła obecność francuskich sił zbrojnych na terytorium kraju była zatem interpretowana przez te rosnące w siłę grupy rządzące jako dowód neokolonialnej pychy na wielką skalę, zwłaszcza iż narodowe siły zbrojne nie sprawowały pełnej kontroli nad całymi regionami. Argument ten został następnie rozszerzony na porozumienia monetarne, takie jak CFA (Colonies Françaises d’Afrique), w połączeniu z ciągłym zewnętrznym zaangażowaniem wojskowym, co, zdaniem tych rządów, doprowadziło do powstania suwerenności, która istniała jedynie z nazwy, ale nie w pełni realnie realizowała się w praktyce strategicznej.

Te ruchy suwerenności, szczególnie w obrębie wojska, wykraczały poza wcześniejszą krytykę dyplomatyczną, argumentując w znacznie mocniejszych słowach, iż siły francuskie nie potrafiły skutecznie stawić czoła zagrożeniu dżihadystycznemu, do zwalczania którego zostały formalnie wysłane, a ciągła obecność operacji takich jak Barkhane była osadzona w szerszym środowisku bezpieczeństwa, jakim była zaaranżowana niestabilność. Utrzymywanie się grup takich jak Dżamaat Nusrat al-Islam wal-Muslimin było postrzegane nie jako porażka operacyjna, ale jako dowód na to, iż interwencja antyterrorystyczna była jedynie przykrywką dla przedłużającego się zewnętrznego zaangażowania militarnego, a utrzymująca się niepewność regionalna wzajemnie się wzmacniała. Krótko mówiąc, Francja, w pewnym stopniu, de facto wspierała, a choćby sprzymierzała się z siłami zachodnimi, które wspierały samą Al-Kaidę, a wręcz ugrupowania ISIS, które nominalnie miała neutralizować. Prawdziwym celem wydawało się zapewnienie niestabilności i rozszerzenie francuskiej okupacji wojskowej, uniemożliwiając tym krajom rozwój gospodarczy i angażowanie się w wielostronną, suwerenną dyplomację. W końcu nacjonalistyczni przywódcy suwerenności w wojsku zaczęli opracowywać plan, podczas gdy nominalnie cywilne rządy działały jedynie jako tuby propagandowe tego, co stało się po prostu nową francuską okupacją. Oficerowie w końcu mieli dość i duch Thomasa Sankary się zmaterializował.

W rezultacie te suwerenne grupy rządzące, zwłaszcza w samym wojsku, przejęły kontrolę nad resztkami rządów krajowych w Mali (2020–2021), Burkina Faso (2022) i Nigrze (2023) i stopniowo dystansowały się od instytucji ECOWAS, między innymi poprzez sankcje, zawieszenie i deklarację zamiaru utworzenia Sojuszu Państw Sahelu (Alliance des États du Sahel; AES). Jednocześnie te same rządy przesunęły swoje partnerstwa w zakresie bezpieczeństwa od operacji Barkhane, coraz bardziej w kierunku wspieranej przez Rosję pomocy w zakresie bezpieczeństwa, najbardziej widocznej za pośrednictwem Grupy Wagnera, a później w ramach Afrika Korps rosyjskiego Ministerstwa Obrony.

To, co wydarzyło się w ostatnich dniach w Mali, od niestabilnych przedmieść Bamako po od dawna sporne korytarze północne, określane jest mianem „skoordynowanych ataków”: formacje zbrojne powiązane z powiązaną z Al-Kaidą organizacją Jama’at Nusrat al-Islam wal-Muslimin, w koordynacji operacyjnej z zdominowanym przez Tuaregów Frontem Wyzwolenia Azawadu, rozpoczęły rozproszoną geograficznie ofensywę, która uderzyła niemal jednocześnie w Kati, Sévaré, Gao i Kidal. Do strzelaniny i eksplozji doszło choćby w pobliżu lotniska Modibo Keita, a co ważniejsze, w okolicach samego Kati, gdzie główna baza wojskowa i rezydencja prezydenta Mali Assimi Goïty znajdują się symbolicznie blisko siebie – co przypomina, iż ​​w Mali geografia i suwerenność nakładają się dość niekorzystnie.

Malijskie siły zbrojne początkowo zidentyfikowały napastników jako „niezidentyfikowane grupy terrorystyczne”, a następnie ogłosiły, iż sytuacja jest pod kontrolą, jednocześnie wskazując, iż operacje są przez cały czas w toku. Niektóre niepotwierdzone doniesienia sugerują, iż w atakach Afrika Korps zginęło choćby 1000 bojowników JNIM i ich sojuszników – liczba ta na papierze brzmi uspokajająco, ale nie przyćmiewa bardziej uderzającego aspektu tego wydarzenia: jednoczesnego testowania wielu kluczowych punktów państwa. Obejmowało to rzekome zabójstwo, według samego JNIM, a później potwierdzonego przez agencję Reuters, ministra obrony Mali Sadio Camary, a także ukierunkowane ataki na instalacje wojskowe w Kati i infrastrukturę lotniczą w Bamako – operację, która sugeruje poziom planowania nietypowy dla improwizowanych powstań.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zasugerował, iż zachodni aktorzy, a w szczególności Francja, byli zaangażowani w destabilizację rządów w Bamako, Wagadugu i Niamey, które okazały się mało skłonne do współpracy w ramach wcześniejszych porozumień. Tymczasem rosyjski wywiad posunął się jeszcze dalej, twierdząc, iż Emmanuel Macron autoryzował plany wyeliminowania tego, co delikatnie nazwali „niepożądanymi przywódcami” – określenie, które w dwóch słowach streszcza całą kwestię suwerenności postkolonialnej. Z kolei władze francuskie, co jest przewidywalne, zaprzeczają jakiemukolwiek udziałowi w rebelii terrorystycznej w Mali, pomimo otwarcie deklarowanego pragnienia neutralizacji właśnie takich postaci jak minister obrony Camara.

To, czy wierzyć tym twierdzeniom Rosjan, czy Francuzów, jest kwestią drugorzędną w stosunku do obserwacji: trwałości systemu finansowego i monetarnego, w którym znaczna część Afryki francuskojęzycznej pozostaje związana z instytucjami paryskimi poprzez odziedziczone mechanizmy i zależności bankowe, instytucjami, które same są osadzone w szerszym środowisku płynności Wall Street i londyńskiego City – konfiguracji, która okazała się równie niezwykła, co wyzyskująca, nie tylko dlatego, iż przez dekady towarzyszyło jej niemal liturgiczne powtarzanie języka wyzwolenia, rozwoju i partnerstwa, pozwalając sprzeczności między formą a treścią przetrwać wystarczająco długo, by nabrała pozorów normalności. A jednak pomimo tego wszystkiego siły narodowowyzwoleńcze doszły do ​​władzy w Mali, Burkina Faso i Nigrze i sprzymierzyły się z Federacją Rosyjską, która ze swojej strony kontynuowała swoje zaangażowanie we wspieranie tego rodzaju walk o samostanowienie w krajach rozwijających się i na tzw. Globalnym Południu, zaangażowanie, które podjęła jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. Ten rozdział rozwijającej się historii Afryki ma zatem charakter zarówno przyszłościowy, jak i refleksyjny, a także budzi poczucie nostalgii.

Z tej perspektywy obecna fala przemocy przybiera nieco inny wygląd: grupy powstańcze, takie jak JNIM, oraz ich okazjonalne taktyczne porozumienia z formacjami separatystycznymi, takimi jak FLA, stanowią wyzwanie dla bezpieczeństwa w ramach szerszej walki o to, czy państwa Sahelu będą w stanie sensownie oderwać się od francuskich kręgów gospodarczych i politycznych, które historycznie je definiowały, czy też takie próby, podobnie jak w innych czasach i miejscach, spotkają się z mieszanką presji, destabilizacji, a jeżeli zaakceptować bardziej dosadne oskarżenia, celowego usuwania niewygodnych przywódców.

Wzmianki o aktorach zewnętrznych nie kończą się na Francji; pojawiają się również powtarzające się oskarżenia pod adresem prezydenta Ukrainy Zełenskiego, który rzekomo dostarczał informacje wywiadowcze lub drony rebeliantom powiązanym z Al-Kaidą i ISIS – twierdzenia te przyczyniają się do coraz bardziej zatłoczonego geopolitycznego charakteru konfliktu, który niegdyś naiwnie nazywano konfliktem peryferyjnym. Wśród tych grup terrorystycznych zdają się również znajdować bojownicy z Europy Zachodniej lub z grupy A5.

A jednak, pomimo gęstości konkurujących roszczeń i kontr-roszczeń, obserwuje się zauważalną zmianę: trzy kraje afrykańskie wyparły wojska francuskie i zdystansowały się od ECOWAS, budując, choć nierównomiernie, ale wytrwale, alternatywne partnerstwa w dziedzinie bezpieczeństwa.

Jak już wspomniano, jest to najbardziej widoczne w przypadku Rosji i jej Afrika Korps, nowo utworzonego od Grupy Wagnera, który, niezależnie od granic, stanowi próbę ustanowienia ram bezpieczeństwa, które nie byłyby bezpośrednio podporządkowane dawnym metropoliom mocarstw kolonialnych i imperialistycznych, które same były dość wampirycznie karmione żyłami Afryki. Ale jak powiedział prezydent Rosji Putin nieco ponad dwa lata temu: „…Istnieje bardzo silne pragnienie wśród zachodnich elit, aby zamrozić obecny niesprawiedliwy stan rzeczy w stosunkach międzynarodowych. Od wieków napełniają brzuchy ludzkim mięsem, a kieszenie pieniędzmi. Muszą jednak zdać sobie sprawę, iż wampiryczna era dobiega końca”.

Można powiedzieć, iż obietnica wyzwolenia Afryki z połowy XX wieku przeżywała niezwykle długi okres inkubacji, w którym formalny koniec administracji kolonialnej współistniał dość wygodnie, choć niestety, z kontynuacją hierarchii ekonomicznych, różniących się bardziej językiem niż skutkami. To, iż ten układ napotyka w tej chwili opór, nie dziwi, choć, jak zawsze, sposób jego rozwikłania jest mniej elegancki, niż życzyliby sobie jego zwolennicy. Ale trzeba rozbić kilka jajek, żeby zrobić omlet.

Istnieją zatem oznaki, iż obecna chwila nie jest po prostu kolejnym cyklem w znanym wzorcu, ale początkiem poważniejszej reorganizacji, w której zdolność francuskich, ale także brytyjskich aktorów do dyktowania warunków jest znacznie ograniczona, podczas gdy handel z nimi trwa nadal, a w niektórych przypadkach choćby wzrósł, i w której idea afrykańskiej suwerenności, długo wyćwiczone marzenie setek milionów ludzi na przestrzeni kilku stuleci, zaczyna nabierać znaczenia – rozwój, który, jeżeli będzie kontynuowany, może ostatecznie sprawić, iż raczej performatywne i nominalne elementy retoryki postkolonialnej staną się zbędne i zastąpią je czymś realnym.

Źródło: Mali w ogniu: Al-Kaida, Zełenski i Macron łączą siły w Sahelu

Read Entire Article