W sierpniu 2026 roku na warszawskiej Białołęce doszło do sytuacji, która stawia pytanie o granice ingerencji państwa w życie rodziny. Dwoje małych dzieci w wieku trzech i czterech lat trafiło do placówki opiekuńczej, mimo iż ani policja, ani sąd rodzinny nie widziały podstaw, by je rodzicom odbierać. Do odebrania doszło po interwencji biura Rzecznika Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak.
Instytut Ordo Iuris uruchomił petycję do posłów na Sejm RP o pilne złożenie wniosku o odwołanie Rzecznika Praw Dziecka. Można ją podpisać na stronie: odwolacrzecznika.ordoiuris.pl.
Kłótnia na przystanku, która wywróciła życie całej rodziny
Według ustaleń portalu Zero.pl wszystko zaczęło się od zwykłej ulicznej sprzeczki. Rzeczniczka zobaczyła matkę, która upominała i szarpała dziecko. Zwróciła jej uwagę. Kobieta odpowiedziała wulgarnie. I od tego momentu ruszyła machina, której już nie dało się zatrzymać.
Policja interweniowała w mieszkaniu i nie stwierdziła podstaw do zabrania dzieci. Sąd rodzinny, do którego zgłosiło się biuro RPD, dwukrotnie nie znalazł powodów, żeby je odbierać. Mimo to doszło do spotkania Hornej-Cieślak z komendantem stołecznym policji Krzysztofem Ogrońskim, policja nazwała je „roboczym”. niedługo potem funkcjonariuszka, która nie miała bezpośredniego kontaktu z tą rodziną, wydała rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Rodzice nie zdążyli w tak krótkim czasie zorganizować opieki zastępczej, więc dzieci trafiły do domu dziecka. Stało się to mimo obowiązującego jeszcze postanowienia sądu, które nie dawało podstaw do ich odebrania.
Gdy sprawa wróciła do sądu, ten nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców.
Przemoc instytucjonalna
W uzasadnieniu sąd stwierdził wprost: u źródła całej historii leżało co najwyżej szarpnięcie dziecka przez matkę i wulgarne słowa skierowane do samej rzeczniczki. Nie było realnego zagrożenia dla dzieci.
Reakcję instytucji ocenił jako rażąco nieproporcjonalną i wskazał, iż takie działania mogą nosić znamiona przemocy instytucjonalnej.
Dlaczego to uderza w każdą polską rodzinę?
Rodzina to podstawowe miejsce, w którym dziecko uczy się bezpieczeństwa i przywiązania. Nagłe oderwanie od rodziców, choćby na krótko, jest dla dziecka poważnym przeżyciem.
Konstytucja w art. 18 obejmuje rodzinę szczególną ochroną. Artykuły 48 i 72 gwarantują rodzicom pierwszeństwo w wychowaniu dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Ograniczenie tego prawa może nastąpić tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu i tylko w przypadkach ściśle określonych w ustawie. Nie na podstawie telefonicznej interwencji urzędu ani nieformalnego spotkania z komendantem policji.
Składając ślubowanie, Rzecznik zobowiązuje się chronić prawa dziecka, działać wyłącznie w jego interesie oraz wypełniać swoje obowiązki bezstronnie i sumiennie. To, co wydarzyło się w tej sprawie, stoi z tym zobowiązaniem w jaskrawej sprzeczności. Nagłe oderwanie małych dzieci od rodziców, bez realnego zagrożenia nie jest ochroną dziecka, tylko jego poważnym naruszeniem. Fakt, iż urząd zaangażował się w sprawę, w której sama Rzecznik była osobiście stroną konfliktu, podważa wymóg bezstronności. A próby nieformalnego wpływania na sąd godzą w zasadę niezawisłości sędziowskiej.
To może zdarzyć się każdemu
Zastanów się na chwilę. Gdyby Twoje dziecko wybiegło na ulicę, Ty krzyknąłbyś ze strachu, a w emocjach powiedziałbyś coś, czego nie powinieneś – czy naprawdę chciałbyś, żeby urząd powołany do ochrony dzieci, wbrew temu, co stwierdziły sąd i policja, zabrał Ci je z domu?
Instytut Ordo Iuris zbiera podpisy pod petycją do posłów o jak najszybsze złożenie wniosku o odwołanie Rzecznika Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Odwołać ją może tylko Sejm, więc każdy podpis ma tu znaczenie.
jb











