Raport „Polaków portret własny – Część I. Raport o DNA marki Polska – perspektywa wewnętrzna” miał być jednym z elementów prac nad strategią promocji Polski. Dokument przygotowany przez Fundację Marka Polska Think Tank oraz Akademię Leona Koźmińskiego powstał przy udziale pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń i jej zespołu. Lektura dokumentu, zamiast budować prestiż Polski, kompromituje rząd oraz jego ekspertów, którym nie chciało się choćby przeczytać bredni, które wysmażyła im AI.
Rządowy raport o Polsce został finansowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, a jego koszt miał wynosić niemal 200 tys. zł. W dokumencie znalazły się informacje, które wyglądają jak efekt błędnego działania generatora tekstu, a nie element profesjonalnego opracowania przygotowywanego za publiczne pieniądze. Krótko mówiąc – zamiast napisać tekst standardowymi metodami, na podstawie danych statystycznych, twórcy poszli na skróty i wygenerowali go w Czacie GPT lub Google Gemini.
Jedna z najbardziej kuriozalnych tez mówi, iż młode pokolenie Polaków mówi płynnie po angielsku na poziomie 95%, a „nierzadko” zna również niemiecki, francuski czy… mandaryński (chiński). Autorzy raportu przedstawili także nieprawidłową liczbę polskich noblistów. Według dokumentu Polska miała doczekać się pięciorga laureatów Nagrody Nobla (w rzeczywistości wyróżnienie to otrzymało siedem osób deklarujących narodowość polską).
Na tym jednak lista osobliwości się nie kończy. W raporcie Katowice zostały umieszczone w „północnym centrum” Polski. W dokumencie znalazły się również problemy językowe, składniowe i techniczne. Szczególną uwagę zwrócił fragment, w którym polskie zdanie zostało nagle uzupełnione angielskim słowem „despite”: „Despite rzeczywistych osiągnięć, brak wewnętrznego przekonania o swojej wartości”. Interia wskazuje też na błędy w numeracji przypisów, która po numerach 1, 2 i 3 przeskakuje do 41, a następnie 517.
W związku z tym pojawiły się pytania, czy znaczna część materiału została wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego zwrócił uwagę na podobieństwo języka raportu do tekstów generowanych przez modele językowe i pytał publicznie, czy Ministerstwo Sportu i Turystyki zapłaciło za dokument wygenerowany przez AI.
Do sprawy odniosła się Barbara Mróz-Gorgoń. Na antenie Polsat News przyznała, iż dokument był „wspomagany sztuczną inteligencją”. Jednocześnie przekonywała, iż nie był to ostateczny raport przeznaczony do publikacji, ale dokument roboczy, będący elementem trwających prac badawczych. Jak tłumaczyła, sztuczna inteligencja może „halucynować”, natomiast adekwatne badania miały zostać przeprowadzone rzetelnie, a wynikające z nich wnioski – jej zdaniem – są konkretne i mogą stanowić podstawę przyszłej strategii marki narodowej.
To wyjaśnienie niewątpliwie zmienia kontekst sprawy, ale nie usuwa podstawowego problemu. o ile rzeczywiście był to jedynie wewnętrzny materiał roboczy, powstaje pytanie, dlaczego dokument zawierający tak podstawowe błędy znalazł się w obiegu i dlaczego miał stanowić element prac instytucji publicznych. o ile natomiast był tylko eksperymentem z AI, pozostaje pytanie o kontrolę człowieka nad jego wynikami.
Sama sztuczna inteligencja nie jest tutaj problemem. Narzędzia AI mogą być bardzo przydatne przy porządkowaniu informacji czy też poprawie błędów ortograficznych i stylistyki. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygenerowanego tekstu nie sprawdza człowiek posiadający podstawową wiedzę o przedmiocie opracowania. Model językowy może bowiem stworzyć przekonująco brzmiącą bzdurę – i właśnie dlatego jego odpowiedzi wymagają weryfikacji.
I tutaj dochodzimy do najbardziej groteskowego elementu całej historii. Rząd Donalda Tuska i jego eksperci z tytułami naukowymi przestali już choćby udawać, iż biorą pieniądze za swoją pracę. Generują dokumenty w AI i choćby nie chce im się sprawdzić tego, co komputer im wypluł. Najwyraźniej 200 tys. zł to zbyt liche grosze, by tracić czas na takie rzeczy, jak korekta merytoryczna tekstu. W tym przypadku wystarczyło tylko raz przeczytać gotowy tekst, by wyłapać najbardziej absurdalne wrzutki.
NASZ KOMENTARZ: Rząd Tuska i jego eksperci stworzyli właśnie nowym mem. Co najzabawniejsze, tym razem nie pomogła im w tym AI ale własna głupota i przede wszystkim lenistwo. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż kolejna strategia promocji Polski będzie już pisana przez ludzi – a przynajmniej przez tę ich część, która wie, gdzie leżą Katowice.
Polecamy również: Zabiła troje dzieci. Feministki wpłaciły jej 900 tys. dolarów














