Rząd Tuska po raz kolejny dowodzi, iż jedyne w czym jest skuteczny to podnoszenie kosztów życia Polaków oraz prowadzenia działalności gospodarczej. Tym razem planuje kolejne zmiany w podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Z informacji „Rzeczpospolitej”, na które powołuje się Interia Biznes, wynika, iż nowy pakiet propozycji ma zostać przedstawiony jeszcze w tym tygodniu. Zmiany są elementem szerszego planu przebudowy systemu podatkowego, tak by jeszcze bardziej dokręcić Polakom śrubę.
Rząd Tuska znów podnosi podatki. Jedną z najważniejszych zapowiedzi jest podniesienie podstawowej stawki CIT z 19 do 22 proc. dla podatkowych grup kapitałowych oraz przedsiębiorstw osiągających ponad 50 mln euro rocznych przychodów. Nowe rozwiązania miałyby zacząć obowiązywać od 2027 roku.
Planowane podwyżki spotykają się z krytyką środowiska przedsiębiorców. Ich przedstawiciele wskazują, iż zwiększenie obciążeń podatkowych może wpłynąć na decyzje inwestycyjne firm, szczególnie przedsiębiorstw średniej wielkości. Duzi gracze zaczną uciekać z rejestracją swoich działalności za granicę lub standardowo przerzucać koszty podatków na docelowego klienta swoich wyrobów i usług.
Wojciech Kostrzewa, przewodniczący Polskiej Rady Biznesu, zwraca uwagę, iż polskie firmy mają mniejsze możliwości optymalizacji podatkowej niż działające międzynarodowo grupy kapitałowe. Zdaniem przedsiębiorców wyższy CIT może zatem w większym stopniu obciążyć krajowy biznes.
Ekonomiści wskazują z kolei na możliwe konsekwencje dla inwestycji i ekspansji firm. Wyższy podatek oznacza bowiem mniejszą część zysku pozostającą w przedsiębiorstwie, którą można przeznaczyć między innymi na rozwój, zakup nowych technologii czy zwiększenie zatrudnienia. Kontrowersje budzi nie tylko sama wysokość planowanych obciążeń, ale również sposób wprowadzania zmian. Business Centre Club przypomina, iż rząd zobowiązywał się do zapewnienia przedsiębiorcom co najmniej sześciomiesięcznego vacatio legis w przypadku zmian podatkowych.
Zdaniem ekspertów BCC przewidywalność systemu podatkowego ma istotne znaczenie dla planowania działalności gospodarczej. Firmy podejmują decyzje dotyczące inwestycji, zatrudnienia i budżetów z wyprzedzeniem, dlatego częste zmiany przepisów mogą utrudniać długoterminowe planowanie.
Podwyżka CIT nie jest jedyną zmianą przygotowywaną przez rząd. Pakiet ma obejmować również inne rozwiązania dotyczące podatków. Wśród zapowiedzi znajduje się między innymi zwiększenie daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. oraz obniżenie limitu przychodów uprawniającego do korzystania z ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro.
Ministerstwo Finansów przedstawia cały pakiet jako rozwiązanie mające zapewnić neutralność dla budżetu państwa. Podwyższenie części obciążeń ma między innymi rekompensować ubytek dochodów wynikający z innych planowanych zmian podatkowych. Według szacunków analityków Citi Handlowego i Erste Banku, w 2027 roku wpływy z PIT mogą być z tego powodu niższe o około 8–10 mld zł w porównaniu ze scenariuszem bez zmian.
Planowane rozwiązania mogą napotkać również przeszkody polityczne. Z ujawnionych informacji wynika, iż prezydent Karol Nawrocki może zawetować część ustaw podatkowych. Prezydent wcześniej krytycznie odnosił się do podwyższania podatków, choć popierał niektóre rozwiązania dotyczące obciążeń przedsiębiorstw, między innymi podwyżkę CIT dla banków.
Dla przedsiębiorców najważniejsze pozostają wysokość nowych obciążeń, termin ich wprowadzenia oraz stabilność przepisów. Rząd natomiast twierdzi, iż musi pogodzić planowane zmiany z potrzebą zwiększania dochodów budżetowych i ograniczania deficytu sektora finansów publicznych.
Niestety, w celu realizacji tego ostatniego postulatu, ten sam rząd nie szuka oszczędności w postaci zmniejszenia wydatków np. na absurdalne, lewicowe projekty ideologiczne, które z jakiegoś powodu forsuje priorytetowo.
Polecamy również: Zabiła troje dzieci. Feministki wpłaciły jej 900 tys. dolarów











