Według informacji opublikowanych przez portal Farmer.pl rumuńscy rolnicy oraz przedsiębiorstwa zajmujące się handlem zbożem skarżą się na problemy z dostępnością transportu kolejowego. Ukraińskie ziarno kierowane do portu w Konstancy ma korzystać z pierwszeństwa, co ogranicza możliwości przewozu rumuńskiej pszenicy.
Rumuni mierzą się z problemem, który przypomina wydarzenia obserwowane wcześniej w Polsce. Transport krajowego zboża do portu w Konstancy został utrudniony, ponieważ w transporcie kolejowym pierwszeństwo otrzymują ładunki z Ukrainy. W efekcie rumuńskie firmy mają trudności z wywiezieniem własnego ziarna na rynki zagraniczne. Tracą na tym zarówno lokalni rolnicy, jak też krajowi eksporterzy.
Port w Konstancy jest jednym z kluczowych punktów eksportowych dla całego regionu, a jego znaczenie wzrosło po rosyjskiej inwazji na Ukrainę i ograniczeniu możliwości korzystania przez Ukrainę z tradycyjnych szlaków eksportowych.
Dla producenta zboża nie jest to wyłącznie problem logistyczny. o ile rolnik lub firma handlowa nie może we właściwym czasie dostarczyć pszenicy do portu, traci możliwość wykorzystania korzystnej ceny eksportowej. Zboże pozostaje w magazynach, a presja na jego sprzedaż może dodatkowo obniżać ceny na rynku krajowym. W praktyce powstaje więc paradoks: Rumunia posiada własne zboże przeznaczone na eksport, ale infrastruktura transportowa jest w znacznym stopniu wykorzystywana do obsługi ukraińskiego eksportu.
Obecna sytuacja nie jest pierwszym przypadkiem, kiedy rumuńscy producenci alarmują w sprawie konkurencji ze strony Ukrainy. Już w 2023 roku organizacje rolnicze w Rumunii domagały się ograniczenia importu ukraińskich produktów rolnych. Władze w Bukareszcie zdecydowały wówczas o wprowadzeniu mechanizmów ograniczających import m.in. pszenicy, kukurydzy, słonecznika i soi, przy jednoczesnym utrzymaniu możliwości tranzytu.
Podobne problemy występowały w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. W 2023 roku Komisja Europejska wprowadziła czasowe ograniczenia dotyczące importu z Ukrainy czterech podstawowych produktów rolnych: pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika. Rozwiązanie obejmowało Polskę, Węgry, Słowację, Bułgarię i Rumunię.
Dla polskich rolników obecne doniesienia z Rumunii mogą brzmieć znajomo. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Unia Europejska zdecydowała się na liberalizację handlu z Ukrainą, aby ułatwić eksport ukraińskich produktów i wesprzeć gospodarkę państwa znajdującego się w stanie wojny. W założeniu ukraińskie produkty rolne miały trafiać przede wszystkim przez państwa Europy Środkowej dalej na światowe rynki. W praktyce znaczna część zboża pozostała jednak w regionie i trafiła na lokalne rynki.
W Polsce doprowadziło to do gwałtownego wzrostu importu pszenicy kiepskiej jakości. Najwyższa Izba Kontroli wskazywała później, iż import pszenicy z Ukrainy do Polski wzrósł rok do roku o blisko 17000%, a import kukurydzy o niemal 30000%. NIK krytycznie oceniła również działania administracji państwowej rządu PiS, związane z kontrolą zwiększonego importu.
Skutkiem był narastający problem ze sprzedażą krajowego ziarna. Rolnicy wskazywali, iż przy dużej podaży taniego zboża technicznego z Ukrainy trudniej było sprzedać własne plony po cenach zapewniających opłacalność produkcji. Kryzys stał się jednym z głównych powodów protestów rolniczych w Polsce.
W kwietniu 2023 roku Polska zdecydowała się na wprowadzenie zakazu importu ukraińskich produktów rolnych, a następnie utrzymała ograniczenia mimo decyzji Komisji Europejskiej o zakończeniu unijnych restrykcji we wrześniu tego samego roku. Spór o ukraińskie zboże od początku był bardziej skomplikowany niż zwykła kwestia konkurencji cenowej.
Ukraińskie rolnictwo działa w zupełnie innych warunkach niż rolnictwo państw UE. Ukraina dysponuje ogromnym areałem gruntów rolnych i jest jednym z najważniejszych producentów oraz eksporterów zbóż na świecie. Co więcej, nie obowiązują na jej terytorium restrykcyjne przepisy sanitarne oraz zakazy stosowania niektórych GMO oraz środków ochrony roślin. Dzięki temu ukraińskie zboża są po prostu tańsze w produkcji.
Wojna zmusiła ukraińskich eksporterów do poszukiwania nowych dróg transportowych. Po zamknięciu lub ograniczeniu tradycyjnych szlaków eksportowych przez Morze Czarne część transportu skierowano przez państwa Unii Europejskiej. Polska, Rumunia, Słowacja i Węgry stały się ważnymi państwami tranzytowymi. Problem pojawił się wtedy, gdy infrastruktura przeznaczona do tranzytu zaczęła być wykorzystywana w sposób, który wpływał również na funkcjonowanie lokalnych rynków.
Rumunia pokazuje w tej chwili drugą stronę tego problemu. choćby o ile ukraińskie zboże nie trafia bezpośrednio na rumuński rynek, jego transport może zajmować moce przewozowe potrzebne również do eksportu rumuńskiego ziarna. Historia nie jest jednak dokładnie taka sama jak w 2023 roku. Polska przez cały czas stosuje ograniczenia dotyczące importu określonych produktów rolnych z Ukrainy. Według aktualnych informacji dotyczących polskich regulacji zakaz obejmuje m.in. pszenicę, kukurydzę, rzepak i słonecznik oraz niektóre produkty ich przetwórstwa.
Historia rumuńskich eksporterów pokazuje, iż problem ukraińskiego zboża nie sprowadza się wyłącznie do pytania, czy ziarno z Ukrainy trafia na rynek danego państwa. Równie ważna jest infrastruktura. o ile ukraińskie zboże otrzymuje pierwszeństwo w transporcie do portów, krajowi producenci mogą mieć problem z eksportem własnej produkcji. W konsekwencji państwo, które samo jest dużym producentem zbóż, może zostać zmuszone do konkurowania nie tylko o klientów, ale choćby o dostęp do włąsnej infrastruktury potrzebnej do wywozu własnego ziarna.
Ta sytuacja jest już absurdalna, gdyż de facto oznacza, iż Rumunia jest państwem wasalnym i na rozkaz z Waszyngtonu, musi podporządkować swoją gospodarkę interesom Kijowa. Dla Polski jest to szczególnie istotny sygnał alarmowy. Jedziemy bowiem na dokładnie tym samym wózku z USA jako suwerenem. Suwerenem, dla którego jesteśmy tylko zasobem.
Polecamy również: ZUS wypłaca Ukraińcom zasiłki za krewnych zmarłych na Ukrainie














