Nie stój na brzegu / i nie trwoń swych dni.
Zostaw, co niepokoi, / woda doda sił.
Wskakuj do łodzi,
poznaj Wisły szlak,
gdy masz dziesięć
albo już sześćdziesiąt lat.
(Hymn Towarzystwa Wioślarskiego „Syrenka” w Warszawie; muzyka i słowa: Agnieszka Michalczyk)
Z prawego brzegu Wisły obserwuję ósemkę wioślarzy. Płyną z gracją, szybko, rytmicznie zanurzają wiosła w wodzie. „Piękny sport” – myślę, patrząc na nich z lekką zazdrością. Woda połyskuje w słońcu, a każde uderzenie wiosła rozcina jej taflę. Mimo dynamicznych ruchów łódź sunie cicho i nie odstrasza choćby rzecznego ptactwa, które rozsiadło się na kamieniach wystających spod płytkiej wody. Na rufie siedzi skulony sternik i od czasu do czasu wykrzykuje komendy, gdy łódź przechyla się raz w lewo, raz w prawo, a wiosła to unoszą się, to znów zanurzają w wodzie.
Wtedy nie przyszło mi przez myśl, iż mogłabym zająć miejsce w łodzi.
„Nie znam nikogo z tego środowiska, nie jestem zbyt wysportowana i w ogóle nie miałabym czasu w treningi” – przekonywałam samą siebie. Jednak gdy po raz kolejny na Instagramie wyświetlił mi się post o bezpłatnych szkoleniach, uległam.
„Wszystkiego nauczysz się w praktyce”
Kajakiem po Wiśle, fot. Anita ŻelazowskaWbrew moim oczekiwaniom pierwszy trening wcale nie był teoretyczny. To był raczej skok na głęboką wodę. No, chyba iż za teorię uznać krótką instrukcję, jak wsiąść do łodzi, robiąc jednocześnie przysiad, trzymając wiosło i próbując nie wpaść do wody.
Wiosłowanie też wcale nie było prostsze.
Wiosło robiło, co chciało, i wyślizgiwało się ze spoconej dłoni. W łodzi siedziały jeszcze inne żółtodzioby i sternik, który z zapałem przekonywał nas, iż wiosłowanie to najlepszy sposób na życie.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Czy w Wiśle można złapać raka?
Kolejne treningi gwałtownie pokazały, iż ten sport to nie tylko siła, ale i precyzja. Bez pełnej synchronizacji osady łódź traci stabilność i tempo. Każdy cykl wiosłowania składa się z czterech faz: chwytu, odepchnięcia, wyjęcia wiosła z wody i powrotu do kolejnego ruchu. W praktyce wygląda to tak: najpierw nogi mocno odpychają się od podnóżka, potem do pracy włącza się tułów, a dopiero na końcu ręce dociągają wiosło do ciała.
Podstawowy ruch wydaje się prosty, ale w rzeczywistości wymaga ogromnej dokładności.
Trzeba jeszcze obrócić pióro wiosła tak, by podczas powrotu niemal muskało powierzchnię wody. Dla początkujących największym niebezpieczeństwem jest tzw. złapanie raka, gdy nie udaje się na czas wyciągnąć pióra z wody. Wiosło działa wtedy jak dźwignia, potrafi gwałtownie wyrwać się z dłoni wioślarza, a choćby boleśnie go uderzyć.
Silnik z napędem na nogi
To, co z brzegu wygląda lekko i płynnie, w rzeczywistości okupione jest dużym wysiłkiem fizycznym. Utrzymanie prawidłowej sylwetki i mocne nogi są fundamentem wioślarskiej techniki. Badania Valery’ego Kleshneva, mistrza olimpijskiego i specjalisty w dziedzinie biomechaniki wioślarstwa, wykazały, iż nogi generują około 43% całkowitej mocy, tułów dokłada 33%, a ramiona, zaskakująco niewiele, bo tylko 24%.
Teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką.
Przez pierwsze tygodnie mojej przygody z wiosłem pracowałam przede wszystkim ramionami, dorabiając się całkiem przyzwoitych bicepsów.
Wioślarska numeracja też potrafi zaskoczyć. Intuicja podpowiadałaby, iż sternik, jako „głowa” załogi, siedzi z przodu łodzi. Tymczasem zajmuje miejsce na jej tyle, czyli rufie. Dalej zaczyna się numeracja wioślarzy: od szlakowego, który siedzi najbliżej sternika i nadaje rytm całej osadzie, aż po „jedynkę” na samym dziobie. Właśnie tam siedzę ja. Dla początkującego to całkiem bezpieczne miejsce, bo jeżeli popełni błąd techniczny, jego wiosło nie zderzy się z żadnym innym. A gdy tempo osady okaże się zbyt szybkie, „jedynka” może dyskretnie odetchnąć. Wystarczy położyć pióro wiosła na wodzie i pozwolić mu ślizgać się po jej tafli. Jednocześnie to właśnie „jedynka” jako pierwsza przecina linię mety.
Cardio i interwały – siłownia na wodzie
Zbliża się wiosna i sezon wioślarski rozpocznie się lada dzień.
Zamiast robić przysiady i martwe ciągi na siłowni, można osiągnąć podobne efekty treningowe na wodzie.
Nie dość, iż wiosłowanie błyskawicznie pobudza układ sercowo-naczyniowy, to podczas godzinnego umiarkowanego wiosłowania pozwala spalić około 400–500 kilokalorii, co odpowiada 45–50 minutom spokojnego biegu, godzinie pływania albo jazdy na rowerze. Oprócz tego nie obciąża stawów, a ryzyko kontuzji jest niskie. Świetnie rozwija siłę nóg, pleców i ramion. Ponieważ każde pociągnięcie wiosła zaczyna się od mocnego odepchnięcia nogami, to przy spokojnym tempie osady (około 18–22 ruchów na minutę) w ciągu godziny wioślarz wykonuje ponad tysiąc takich powtórzeń. To trochę tak, jakby w trakcie jednego treningu zrobić ponad tysiąc dynamicznych przysiadów z obciążeniem.
Z perspektywy rzeki Warszawa wygląda zupełnie inaczej.
Wystarczy odpłynąć kilka metrów od brzegu, żeby odciąć się od zgiełku miasta. Widać zielone brzegi Wisły, błękitne niebo i dzikie plaże, na których wędkarze łowią ryby. Takie widoki z nawiązką rekompensują zmęczenie w nogach.
Od kibica do wioślarza
Wioślarstwo ma tę przewagę nad wieloma sportami widowiskowymi, iż nie dzieli ludzi na zawodników i biernych widzów. Można oglądać zawody w telewizji, a potem, bez wielkich barier, spróbować samemu, aby za dwa lata, podczas letnich igrzysk olimpijskich w Los Angeles spojrzeć na ten sport z zupełnie nowym zrozumieniem, wiedząc już, ile pracy kryje się za każdym uderzeniem wiosła.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!

![Nie uwierzycie, gdzie próbował schować się przed policją. Ten schowek w Nowogrodzie przejdzie do historii! [FOTO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/projekt_bez_nazwy19-0.png)





