Premier Donald Tusk zwołał na niedzielę 13 września, na godz. 17.00, naradę z szefami MON, MSWiA i służb po kolejnych rosyjskich atakach tuż przy polskiej granicy. Spotkanie ma skoordynować reakcję państwa. Dla Polaków stawką jest skuteczna ochrona przestrzeni powietrznej i szybkie ostrzeganie mieszkańców wschodnich województw.
Narada najważniejszych służb
O decyzji premiera poinformował rzecznik rządu Adam Szłapka. W spotkaniu zaplanowanym na godz. 17.00 mają uczestniczyć szefowie Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz służb. To adekwatny szczebel rozmowy, bo zagrożenie przy granicy wymaga wspólnego obrazu sytuacji, sprawnego obiegu informacji i jasnego podziału odpowiedzialności.
Narada została zwołana po kolejnych uderzeniach Federacji Rosyjskiej w bezpośrednim sąsiedztwie Polski. Dzisiejszy rosyjski atak w rejonie przejścia Dorohusk-Jagodzin uruchomił po polskiej stronie działania ochronne. Wojsko poderwało myśliwce i postawiło w gotowość systemy obrony powietrznej. W części Lubelszczyzny uruchomiono syreny alarmowe oraz wysłano alerty RCB.
Uderzenie tuż za granicą
Według dotychczasowych doniesień rosyjski dron uderzył w ciężarówkę w rejonie ukraińskiego Jagodzina, około 800 metrów od granicy z Polską. Atak objął też stację paliw. Nie było poszkodowanych. Polskie służby podały, iż przestrzeń powietrzna Rzeczypospolitej nie została naruszona, a czasowo wstrzymione odprawy graniczne zostały wznowione.
Ten incydent nie wydarzył się jednak w politycznej próżni. Dzień wcześniej wojsko podniosło gotowość po rosyjskich atakach na zachodnią część Ukrainy. Powtarzalność podobnych alarmów pokazuje, iż mieszkańcy wschodniej Polski żyją dziś obok realnego zagrożenia wojennego. Rosja świadomie uderza w państwo sąsiadujące z Polską, a każdy taki atak blisko granicy wymaga maksymalnej czujności.
Bezpieczeństwo musi być mierzone skutecznością
Samo zwołanie narady jest potrzebne, ale nie może być uznane za finał działania. Polacy mają prawo wiedzieć, czy system wykrywania zagrożeń działa bez luk, jak gwałtownie informowani są mieszkańcy i czy administracja cywilna potrafi współpracować z wojskiem bez chaosu kompetencyjnego. W bezpieczeństwie państwa liczy się procedura przećwiczona przed kryzysem, nie komunikat wydany po fakcie.
Rząd powinien po spotkaniu przedstawić rzeczową informację: co ustalono, jakie siły pozostają w gotowości i czy trzeba zmienić zasady alarmowania ludności. Bez ujawniania danych operacyjnych można uczciwie powiedzieć obywatelom, jak państwo chroni ich życie. Cisza informacyjna sprzyja plotkom i rosyjskiej dezinformacji.
Polska nie może przywyknąć do alarmów
Każdy kolejny atak przy naszej granicy przypomina, iż bezpieczeństwo Polski zaczyna się od własnych zdolności obronnych. Sojusze są konieczne, ale nie zastąpią sprawnych radarów, obrony przeciwlotniczej, dobrze przygotowanych służb i czytelnego systemu ostrzegania. Suwerenne państwo musi umieć samodzielnie rozpoznać zagrożenie i natychmiast osłonić obywateli.
Dzisiejsza narada będzie miała sens, jeżeli zakończy się konkretnymi decyzjami oraz jasnym meldunkiem dla Polaków. Rosyjskiej presji nie wolno ani lekceważyć, ani wykorzystywać do siania paniki. Odpowiedzią musi być twardy spokój: gotowe wojsko, skoordynowane służby i państwo, które nie zasłania się procedurami, gdy zagrożenie zbliża się do granicy.
Źródło: WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości














