Rosjanie wybrali Dumę na kolejne pięć lat. Dla wojny w Ukrainie ważniejsze jest jednak to, czego wybrać nie mogli…

polska-zbrojna.pl 5 hours ago

Wybory do rosyjskiej Dumy nie przyniosły niespodzianki. Jedna Rosja Władimira Putina zachowała większość konstytucyjną, a parlament pozostanie instytucją wspierającą politykę Kremla. Nie oznacza to jednak, iż Rosjanie w demokratycznym głosowaniu opowiedzieli się za dalszą wojną z Ukrainą – takiego wyboru w praktyce nie mieli. O tym, iż wojna mimo wszystko coraz mocniej wchodzi w rosyjską codzienność, przypomniała za to Ukraina, przeprowadzając w ostatnim dniu wyborów największy dotąd atak na Moskwę.

Wynik był adekwatnie znany jeszcze przed otwarciem lokali wyborczych. Pytanie nie brzmiało, czy Jedna Rosja wygra wybory do Dumy Państwowej, ale jak duże będzie jej zwycięstwo. Po przeliczeniu ponad 95 proc. głosów partia władzy uzyskała 57,83 proc. poparcia. Pięć lat temu dostała 49,8 proc. Według rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej przełoży się to na 355 miejsc w liczącej 450 deputowanych Dumie. Jedna Rosja zachowa więc większość konstytucyjną. Frekwencja wyniosła ponad 59 proc.

Były to pierwsze wybory parlamentarne w Rosji od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Sam Putin nadał im zresztą wojenny kontekst. Przed głosowaniem przekonywał Rosjan, iż udział w nim będzie demonstracją jedności społeczeństwa i wsparcia dla żołnierzy walczących na froncie. Miał to być też, jak mówił, sygnał dla tych, którzy chcą osłabić Rosję. Z tego punktu widzenia Kreml dostał dokładnie taki wynik, jakiego potrzebował. Może go przedstawiać jako dowód, iż po ponad czterech i pół roku wojny społeczeństwo przez cały czas popiera władzę oraz prowadzoną przez nią politykę.

REKLAMA

Nowa Duma, stare zasady

Problem w tym, iż tych wyborów nie można potraktować jako plebiscytu w sprawie wojny. Rosjanie nie mieli bowiem możliwości wyboru między jej kontynuowaniem a zakończeniem. Wszystkie partie dopuszczone do ogólnokrajowego głosowania popierają Putina i prowadzoną przez Rosję wojnę. Jabłoko, jedyna legalnie działająca partia otwarcie domagająca się zakończenia walk, nie zostało dopuszczone do wyborów z listy federalnej.

Wielu przeciwników Kremla przebywa w więzieniach lub na emigracji, a krytykowanie wojny może w Rosji prowadzić do odpowiedzialności karnej. Moskwa nie zaprosiła również obserwatorów OBWE. Unia Europejska zwróciła uwagę na wykorzystywanie przed wyborami środków administracyjnych i sądowych do eliminowania osób sprzeciwiających się wojnie oraz ograniczanie dostępu Rosjan do niezależnych informacji.

Dlatego z wyniku Jednej Rosji nie sposób uczciwie wyprowadzić wniosku, iż 57,83 proc. Rosjan chce dalszej wojny. Można natomiast powiedzieć coś innego: rosyjski system polityczny nie wytworzył żadnego mechanizmu, który zmuszałby Kreml do zmiany kursu. I to z punktu widzenia dalszego przebiegu wojny jest znacznie ważniejsze niż same procenty.

Nowa Duma będzie działała tak jak poprzednia – jako polityczne i legislacyjne zaplecze Kremla. To przez parlament przechodzą przecież budżety pozwalające finansować armię i przemysł zbrojeniowy, podatki pomagające pokrywać rosnące koszty państwa oraz regulacje dotyczące służby wojskowej i mobilizacji. Zachowanie większości konstytucyjnej oznacza, iż Putin przez cały czas nie musi liczyć się w parlamencie z żadną realną opozycją wobec prowadzonej polityki.

Atak dronów w Kotelnikach w obwodzie moskiewskim. 20.09.2026 r.

Wojna coraz mocniej wchodzi przy tym do samego rosyjskiego systemu politycznego. W tegorocznych wyborach wystartowało niemal 200 jej weteranów. Kreml od kilku lat promuje uczestników walk jako przedstawicieli przyszłej „prawdziwej elity” państwa, choć w praktyce tylko część z nich otrzymuje znaczące stanowiska. Sam fakt ich obecności w wyborach jest jednak symptomatyczny. Wojna przestaje być dla rosyjskiego państwa sytuacją nadzwyczajną, którą należy przeczekać. Staje się jednym z elementów organizujących życie polityczne.

Największy atak na Moskwę od początku wojny

Najbardziej spektakularne przypomnienie, iż wojna trwa, Rosjanie otrzymali jednak nie przy urnach. W nocy z soboty na niedzielę, przed ostatnim dniem głosowania, Ukraina przeprowadziła bezprecedensową operację dalekiego zasięgu. Według mera Moskwy Siergieja Sobianina, rosyjska obrona przeciwlotnicza od soboty zwalczyła ponad 1600 ukraińskich dronów na różnych kierunkach, w tym 450 lecących w stronę stolicy.

Rosyjskie ministerstwo obrony podawało z kolei, iż w samym nocnym ataku zestrzelono 1110 bezzałogowców nad Rosją i okupowanymi terytoriami Ukrainy. Tych danych nie można niezależnie zweryfikować. Mer Sobianin nazwał ukraińską operację największym atakiem dronowym na rosyjską stolicę od początku wojny. Institute for the Study of War ocenia szerzej, iż był to największy ukraiński pakiet uderzeniowy przeciwko celom w Rosji od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 roku.

Część dronów przedarła się przez rosyjską obronę. Uderzona została między innymi moskiewska rafineria w Kapotni, doszło również do uszkodzeń budynków mieszkalnych. Według władz obwodu moskiewskiego zginęły trzy osoby. Atak spowodował zakłócenia w ruchu lotniczym. Prezydent Wołodymyr Zełenski potwierdził uderzenia w rosyjską infrastrukturę naftową i logistyczną, wskazując, iż obiekty te dostarczają Rosji pieniędzy potrzebnych do prowadzenia wojny.

Sobianin uznał termin ataku za nieprzypadkowy i oskarżył Ukrainę o próbę zakłócenia wyborów. Nie przedstawił jednak dowodów, iż taki był cel operacji, co nie zmienia faktu, iż jej moment był dla Kijowa politycznie wyjątkowo dogodny. Kreml próbował bowiem dzięki wyborów przekazać Rosjanom obraz państwa stabilnego i odpornego na skutki prowadzonej wojny. Ukraina w ostatnim dniu głosowania pokazała jego drugą stronę. Po ponad czterech latach od rozpoczęcia inwazji rosyjska stolica może stać się celem setek bezzałogowców, samoloty muszą pozostawać na ziemi, a płomienie mogą pojawić się nad rafinerią znajdującą się kilkanaście kilometrów od Kremla.

Kolejna pozycja w rachunkach

Nie oznacza to oczywiście, iż nalot na Moskwę zmienił wynik wyborów albo stosunek Rosjan do wojny. Pokazał natomiast, iż coraz trudniej utrzymywać jeden z fundamentów nieformalnej umowy Kremla ze społeczeństwem: państwo prowadzi wojnę, ale jej bezpośrednie konsekwencje pozostają daleko od największych rosyjskich miast.

I właśnie tutaj niedzielny atak spotyka się z wynikiem wyborów. Kreml wychodzi z nich bez politycznego przymusu zakończenia wojny. Ma podporządkowany parlament, nie musi mierzyć się z legalną antywojenną opozycją, a decyzje niezbędne do dalszego prowadzenia konfliktu może podejmować bez realnej parlamentarnej kontroli. W rosyjskim systemie politycznym nie pojawiła się więc bariera, która zmuszałaby Putina do zmiany kursu.

Wybory pokazały tym samym granice politycznej presji na Kreml. W obecnym rosyjskim systemie trudno oczekiwać, by impuls do zakończenia wojny wyszedł z parlamentu albo z urn wyborczych. jeżeli rachunek Putina ma się zmienić, bardziej prawdopodobne jest, iż zmienią go wydarzenia na froncie, kondycja gospodarki i coraz bardziej odczuwalne dla Rosji skutki prowadzenia wojny. W niedzielę, gdy Rosjanie kończyli głosowanie, Ukraina próbowała dopisać do tego rachunku kolejną pozycję.

Marcin Ogdowski , dziennikarz „Polski Zbrojnej”, korespondent wojenny, autor bloga bezkamuflazu.pl
Read Entire Article