
Pomysł Kosiniaka-Kamysza na reset konstytucyjny to kompletna utopia, konstrukcyjnie niemożliwa do realizacji w polskiej rzeczywistości parlamentarnej!
On proponuje procedurę, która zamiast rozwiązać kryzys, gwarantuje permanentny paraliż. Wymóg zmiany Konstytucji, próg 3/5 w Zgromadzeniu Narodowym, a do tego uprzednia zgoda Prezydenta i brak jakiegokolwiek bezpiecznika na wypadek braku porozumienia oznaczają jedno: ten mechanizm natychmiast utknie w ślepym zaułku.
To jest świadome. Składanie propozycji, o której z góry wiadomo, iż nie wejdzie w życie, a choćby jak wejdzie, to utnie na kilku etapach, nie służy naprawie państwa, ale zupełnie innym celom:
- Budowaniu wizerunku rozsądnego centrum — pozycjonowaniu się na jedynego sprawiedliwego ponad plemiennym sporem KO-PiS i legitymizowaniu własnej pozycji powoływaniem się jednym tchem na Episkopat i Helsińską Fundację Praw Człowieka.
- Politycznemu alibi i zrzuceniu odpowiedzialności — gdy projekt upadnie, będzie można powiedzieć: „my chcieliśmy zgody narodowej i deeskalacji, ale inni wolą wojnę”. Wygodne umycie rąk od realnych decyzji.
- Zaznaczeniu odrębności w koalicji — demonstracji przed własnym, konserwatywnym elektoratem, iż PSL nie godzi się na twardy kurs partnerów i oferuje obecnym sędziom złoty most w postaci bezpiecznego stanu spoczynku.
To klasyczny projekt-manifest — ma świetnie brzmieć w mediach społecznościowych, a nie realnie zadziałać. Państwo potrzebuje działających mechanizmów, a nie publicystycznych utopii.
To jest świetna ilustracja mojej tezy, iż prawo powinni pisać matematycy, fizycy czy informatycy, a nie politycy czy prawnicy. Lekarze też nie powinni pisać prawa.
To akurat prawo nie ma szans na realizację, ale to które naprawdę obowiązuje, ma wiele takich ślepych zaułków prowadzących do paraliżu. Stąd mamy pełzający, wieloletni kryzys organów konstytucyjnych.
Grzegorz GPS Świderski
]]>Twitter.com/gps65]]>
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>












