Realny obraz pamięci historycznej o rzezi Polaków na Wołyniu, Galicji Wschodniej i Podolu

wiernipolsce1.wordpress.com 2 hours ago

Czy na pewno „Wołyń pamiętamy”?! List od p. Jacka Boki.

List, który otrzymałem od p. Jacka Boki skłonił mnie do poniższej refleksji:

Gdzie są hurra patrioci polscy; szwadrony Kamrackie; krzykliwi hucpiarze z szeregów Konfederacji Korony Polskiej i „Frontu Gaśnicowego” ; łakomi na finansowe wsparcie youtuberzy mający gęby pełne sloganów…; o przedstawicielach władz państwowych i lokalnych w Polsce choćby nie wspomnę, gdyż to od lewa do prawa banda antypolskich pasibrzuchów żyjąca z naiwności Polaków – daleka od ideałów patriotyzmu i zadań obrony suwerenności Polski.

PZ

Ale otrzymany pierwszy list, to zasadniczo krótki materiał filmowy:

Po obejrzeniu tego materiału filmowego obiecałem panu Jackowi, iż napiszę na stronie WPS na ten temat i zamieszczę sam film. Zapytałem jednak o coś jeszcze:

„Przygotuję artykuł na WPS zainspirowany Pana korespondencją. Mam jednak pytanie: a gdzie się podziali miejscowi obywatele narodowości polskiej, którzy kilka lat temu poparli i przegłosowali uchwałę o nadaniu nazwy rondu „Obrońców Birczy”, czy naprawdę nie stać ich na wykoszenie tych chaszczy jeżeli władze miasta nie kwapią się z działaniami ?”
Pozdrawiam
Paweł Ziemiński

Reakcją p. Jacka Boki był nadesłany kolejny list, który pozwalam sobie zamieścić niżej, dokonując jedynie pewnych formalnych zabiegów korektorskich, ale nie zmieniając treści listu:

Pyta się, mnie pan, gdzie się podziali ci, którzy 28 czerwca 2018 roku, przegłosowali Rondo Obrońców Birczy?

Ano po przeciwnej, banderowskiej stronie. Obaj te dwa pięknoduchy, które w 2018, byli za powstaniem tego ronda, 27 kwietnia 2023 roku, obaj w imieniu klubu radnych pis, zgłosili wniosek, o… Całkowite uwalenie naszej kolejnej inicjatywy, tzn. Mojej i mojej najukochańszej małżonki Lideczki, która do tego właśnie dnia, nie żyła już dwa miesiące, i złożyłem ten wniosek, na jej osobistą prośbę, na trzy dni, przed jej odejściem do wieczności, dla której to naszej wspólnej walki, o godne upamiętnienie naszych rodaków, bestialsko wymordowanych, przez ukraińskie demony z OUN-UPA, i ich ukraińskich sąsiadów, którzy w bardzo wielu przypadkach, byli o wiele bardziej krwawi, bezlitośni i zwyrodniali w zadawaniu straszliwej śmierci swoim polskim sąsiadom, niż choćby stare banderowskie rezuny.

Mama mojej ukochanej małżonki, była kresowianką z dziada pradziada, i sama przeżyła cudem, 21 stycznia 1944 roku, zagładę swej rodzinnej miejscowości Buszcze, powiat brzeżany, województwo tarnopolskie, w której to jej rodzinnej miejscowości, rzeźnicy z OUN-UPA, bez żadnej litości, bestialsko wymordowali w ciągu jednej tylko godziny 180 polskich mieszkańców tej miejscowości, na ok. Tysiąca polaków w niej mieszkających, których domy, gdzie mieszkali, bardzo ochoczo, wskazywali dosłownie palcami upowskim mołojcom, żeby się ich heroje w ten bardzo mroźny dzień, nie musiały się nabiegać, żeby znaleźć znienawidzonych Lachów.


I po godzinie rzezi, jakimś cudem, nagle pojawił się w buszczu, cały batalion wehrmachtu, z powiatowych brzeżan, i z marszu otworzył, zmasowany ogień z broni maszynowej do ukraińców, którzy widząc co się dzieje, rzucili się do panicznej ucieczki. I tylko tym, o ironio niemcom, zawdzięczali swoje ocalenie, ponieważ gdyby, nie ich nagłe pojawienie się w Buszczu, to choćby jedna żywa, polska noga, nie ocalałaby tego dnia, choćby w liczbie jednej!!!

Dlatego natychmiast, po życzeniu mojego najukochańszego kwiatuszka, pojechałem z hospicjum do domu, zabrałem nasz wniosek, i zawiozłem go do biura rady miejskiej Elbląga, i 15 minut później byłem z powrotem przy mojej maleńkiej, czuwając przy niej, niemal do końca.

A co mnie wiąże z kresami? Rodzinnie nic, bo moja śp. mama, urodziła się w 1928 roku, w Radziejowie, w województwie bydgoskim, a mój tata, we wsi glebowa rudnia, koło bobrujska, w 80% wówczas zamieszkanej, przez polaków, a resztę stanowili Białorusini, Żydzi i Rosjanie. Mój dziadek Franciszek Florian Boki, którego niestety nigdy nie poznałem, był prostym polskim chłopem, pracującym przez całe swoje życie na roli, przejmując 17 hektarowe gospodarstwo, po swoim ojcu, który zawodu rolnika, uczył go, od momentu, gdy zaczął chodzić i mówić, a po żydowskiej rewolcie w listopadzie 1917 roku, został… rozkułaczony, bo był wedle żydowskich komisarzy kułakiem, więc stracił całą ojcowiznę, i od tego czasu, aż niemal do swej śmierci w 1973 roku, przez cały czas pracował w kołchozie, jako prosty rolnik, ze swoją żoną Anną, a moją babcią, która zmarła w roku moich narodzin 1966.

Mój tata, nie zobaczył jej, już nigdy, odkąd w czerwcu 1941 roku, w wieku 20 lat, opuścił rodzinny dom, i musiał stawić się w armii i ruszyć na front.

Jak mi opowiadał wielokrotnie, sam nie wiedział dlaczego ocalał w latach 1941-1942, gdy armia czerwona, ponosiła jedną klęskę za drugą. A potem, w drugiej połowie 1943 roku, wraz z czterema innymi polskimi kumplami, zagrozili razem żydowskiemu politrukowi, iż jeżeli nie przeniesie całej ich piątki, do armii Berlinga, to w najbliższej, jaka się tylko nadarzy, potyczce z Niemcami, zrobią z jego pleców i pustego łba, dziurawe rzeszoto, a z dekla kisiel, otwarcie cedząc mu prosto w gębę, iż po bitwie i tak, jak sam to dobrze wie, nie będzie bawić się w sprawdzanie, takich dupereli, kto gdzie tam oberwał i od kogo. No i politruk, omal nie narobił pod siebie, i o ironio… Już następnego dnia, zostali rozkazem dowództwa, przeniesieni do tworzącej się polskiej armii.

No i jak się okazało ponad dwa lata później, już po zakończeniu wojny, gdy w lipcu 1946 roku, został zdemobilizowany do cywila, wyszedł z wojska, ze swojej jednostki w żarach, gdzie stacjonowali, po nagłym przerzuceniu ich zaraz na samym początku kwietnia 1945, właśnie do Żar, gdzie ściągano na linię Żary, Zgorzelec, Nysa, całą drugą armię wojska polskiego, która otrzymała zadanie, zatrzymania za wszelką cenę 60 tysięcznego, doborowego korpusu ss, feldmarszałka Ferdinanda Schoernera, i będącej również pod jego rozkazami, ukraińskiej brygady SS Wyłna [ autorowi chodziło chyba o Dywizja Grenadierów Waffen-SS (1. ukraińska), potocznie SS Hałyczyna lub SS-Galizien Ukraina ? – PZ], w której to krwawej nie tyle bitwie, co dosłownie straszliwej rzezi pod Budziszynem, zatrzymali ten esesmański korpus, idący na odsiecz Berlina, za cenę ponad 10 tysięcy poległych żołnierzy, wliczam w to tych 3 tysięcy zaginionych żołnierzy w bitwie, ponieważ wszyscy oni również zginęli w tej straszliwie krwawej bitwie. A to iż ich nie odnaleziono, to nie było to wtedy dla nikogo, niczym dziwnym. No raczej trudno znaleźć setki, jeżeli nie wszystkich choćby tych 3 tysięcy żołnierzy za poległych, no bo jeśli, idąc do walki w drugim rzucie, bo dzięki temu, przeżył tę rzeźnię, zamiast po pontonowym moście, mającym być wcześniej, przerzuconym, przez odrę, a w innych miejscach, przez nysę łużycką, musieli biec, zamiast po pontonowych mostach, których jak się okazało, nikt nie widział na oczy, więc musieli biec… Po wale zwłok swoich kolegów, którzy ginąc w pierwszym rzucie, z własnych ciał zabitych już w wodzie, utworzyli sami wał z własnych ciał, od dna rzeki, aż po jej powierzchnię.

No ale o tym, przecież nigdy nie wspomniano w żadnej szkole, w żadnym czasie.

I po zdemobilizowany ojca do cywila 5 lub 7 lipca 1946 roku, wyszedł z wojska, w tym samym mundurze, w jakim służył od drugiej połowy października 1943, az do lipca 1946. I oprócz munduru szeregowca, jaki miał na sobie, i tego samego wojskowego plecaka, z jedną zmianą bielizny i rozpadającym się już kocem, z którym przeszedł swój caly wojenny szlak, dostal tylko darmowy bilet wojskowy, aż do Darłowa, gdzie miał się stawić w magistracie, od którego po swoim przybyciu, otrzymał klucze, do maleńkiego, jednopokojowego, komunalnego, poniemieckiego mieszkania, i pracę w centrali rybnej w Darłowie, gdzie w drugiej pod koniec 1947, poznał swoją przyszłą żonę, czyli moją mamę, i przeżyli ze sobą 52 lata małżeństwa, aż do śmierci mamy w 2000 roku.


Nim jednak poznał mamę w tej samej firmie, w ktorej pracowali oboje, zaledwie dwa miesiące po wyjściu z wojska, po 5 latach służby, w tym czterech lat w nieustannych walkach z Niemcami i 3 miesięcznymi walkami z bandami UPA na Lubelszczyźnie, na przełomie lat 1944-1945, nagle pod koniec września 1946, gdy ledwie wrócił do domu, prosto z pracy, kilka minut później, do drzwi jego mieszkania zapukali… Funkcjonariusze UB.

Ojciec spokojnie zapytał, jakie przestępstwo popełnił, iż zamiast milicji, odwiedza go od razu UB? Jedyne co wtedy usłyszał w odpowiedzi, to żeby się zamknął i ubierał, i pojedziesz z nami. Więc grzecznie się ubrał, i nie mówiąc już ani słowa, poszedł razem z nimi, bo kozacze nie, mogłoby się dla niego skończyć jeszcze gorzej, wiec nie miał zamiaru odrywać roli głupiego bohatera, bo może się to wtedy, skończyć dla niego jeszcze gorzej. A co także mocno go zastanowiło, dlaczego ubowcy, wyprowadzając go z mieszkania, w ogóle nie założyli mu kajdanek, co było przecież wtedy, zupełną normą, której nikt się nie dziwił a tutaj nagle, on jest jakimś wyjątkiem od reguły, co jeszcze bardziej go zastanowiło.


Po kilkunastu minutach jazdy, zorientował się, iż wyjechali z Darłowa i jadą z nim bóg wie gdzie. Zapytał wiec tego samego oficera UB, dokąd go wiozą? Na co natychmiast usłyszał w odpowiedzi, zobaczysz!

No i po pół godzinie jazdy, już wiedział gdzie są, i iż już nie musi ich więcej pytać o cokolwiek.

A była to jednostka wojskowa… NKWD w Sławnie. I jak na pstryknięcie palcami, pamięć zdarzenia, sprzed ponad trzech lat, wróciła do ojca, jakby działo się to zaledwie wczoraj.

Zrobiło mu się w ułamku sekundy, tak gorąco, jakby panował letni, gorący skwar, a był to przecież jeden, z już kilku ostatnich, bardzo chłodnych dni września 1946, no i nie pomylił się w swoich przewidywaniach.

Zanim jednak został przekazany w ręce siepaczy NKWD, ten oficer UB, który dwukrotnie, wręcz burkliwie, odpowiedział ojcu, na jego dwa wcześniejsze pytania, nagle zatrzymał sie, i odwrócił się do mego ojca, patrząc mu prosto w oczy, i to tak jakby przewiercał ojcu oczy, swoim wzrokiem, powoli powiedział do ojca, cedząc słowa, zimnym, lodowatym wręcz tonem, mówiąc… Na koniec, zapamiętaj sobie dobrze to, co ci teraz powiem, ponieważ to, zadecyduje o tym, czy cię stąd wyciągniemy, czy nigdy, już stąd nie wyjdziesz, i nikt już nigdy więcej, nie dowie się, czy w ogóle, kiedykolwiek istniałeś na tym świecie. Zapamiętaj od razu, żebyś absolutnie, nie podpisywał im dosłownie niczego, ponieważ jeżeli w ogóle podpiszesz im cokolwiek, to w tej samej chwili, i zapamiętaj to sobie bardzo dobrze, iż podpiszesz w tym momencie, w ten właśnie sposób, własnoręcznie wyrok śmierci, na samego siebie. No i ojciec, natychmiast przyswoił, wszystkie słowa tego oficera UB.

Przez prawie 9 miesięcy, był przez cały ten czas, przesłuchiwany non stop każdego dnia, po 8 godzin dziennie i cały czas podkładano mu bumagę do podpisu, karmiąc ojca tym samym farmazonem, iż jak tylko ją podpisze, to natychmiast je opuści, i znów będzie wolnym człowiekiem.


Ojciec jednak posłuchał tego oficera ub, i odmówił podpisania, jakiejkolwiek bumagi, i dzięki temu, nie zdobyli w ogóle żadnej podstawy, by dalej go zatrzymywać, co jeszcze bardziej ich, rozjuszyło, iż przekazania tego polskiego kundla, coraz natarczywiej zaczyna żądać, przekazania mego ojca, z powrotem w ich ręce, polska bezpieka.

No i po 9 miesiącach, NKWD, chcąc, nie chcąc, musi oddać mego ojca polskiej bezpiece, na odchodne, wyzywając ojca, najgorszymi wulgaryzmami, określając go, jako parszywego polskiego renegata,, jak i wszystkich swoich polskich sojuszników, zarówno z Pierwszej, jak i Drugiej Armii WP, tymi samymi inwektywami i określeniami zdrajców i wszawych renegatów, którymi się brzydzą. A do ojca kierując słowa, iż jeżeli tylko spróbuje przekroczyć granicę ZSRR, i roi sobie, iż wróci do rodzinnego domu kiedykolwiek, to żeby wybił sobie to w ogóle z głowy, ponieważ jeżeli tylko zdecyduje się, przekroczyć granicę polsko-radziecką, to natychmiast zostanie aresztowany, i wysłany na wycieczkę, w jedną stronę, na białe niedźwiedzie, lub po prostu, zaraz po przekroczeniu przez niego, granicy, zostanie rozstrzelany, i nikt już, nigdy więcej choćby się nie dowie, gdzie pozbyliśmy się twojego ciała, a o ponownym zobaczeniu przez ciebie, twoich rodziców kiedykolwiek, to możesz raz na zawsze zapomnieć. I rzeczywiście tak się, niestety stało.

Swojej mamy, nie zobaczył żywej już nigdy. Zdążył jedynie jeszcze zobaczyć i uścisnąć swojego, już po tym, gdy Breżniew, unieważnił w 1968 roku, dekret Stalina, o wrogach ludu, gdy dopiero pod koniec roku 1969, mógł już całkowicie bezpiecznie dla siebie, przekroczyć granicę ZSRR, po ponad 24 latach, od zakończenia drugiej wojny światowej.”

Wczoraj i dzisiaj dostałem jeszcze krótkie komunikaty podpisane przez p. Jacka Boki:

12 lat ciężkiego boju, sami we dwoje, okupione przez żonę jej śmiercią, tym spowodowaną, a ja w kilka miesięcy po jej śmierci, zmagam się z tą samą chorobą co żona, plus zniszczony kręgosłup, który ledwie się trzyma, i wszyst ko to KREW, DOSŁOWNIE W PIACH. Teraz niech ci wszyscy pyskacze, zasmakują tego, czym jest i czym grozi, prowadzenie, nieustannej walki, dzień w dzień przez 12 lat, i jaką cenę trzeba za to zapłacić. Ale oni wszyscy gówno o tym wszystkim wiedzą Gdybym mógł cofnąć czas, którego nigdy nie cofnę, to byśmy się z moim Ukochanym Kwiatuszkiem, choćby tego nie tknęli!”

Nie będę więcej publikować niczego na ten temat, ponieważ jak sam to zobaczyłem, nie ma to już żadnego sensu. I tym krótkim filmem, kończę definitywnie ten temat, ponieważ dalsze kopanie się, ze ścianą, byłoby czystym kretynizmem.”

Read Entire Article