Radosław Piesiewicz, prezes PKOl, został 27 sierpnia zatrzymany w Warszawie przez funkcjonariuszy CBZC i tego samego dnia usłyszał dwa zarzuty karne. przez cały czas zachowuje stanowisko. Wiceminister sportu Ireneusz Raś ocenił, iż nigdy nie powinien kierować komitetem, a wyjściem mogą być przyspieszone wybory.
Zatrzymanie i dwa zarzuty
Radosław Piesiewicz został zatrzymany na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości przewieźli go do Katowic, gdzie przeprowadzono czynności procesowe. Wieczorem minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował, iż prokuratura przedstawiła prezesowi PKOl zarzuty z art. 230 par. 1 oraz art. 302 par. 1 Kodeksu karnego.
Pierwszy dotyczy płatnej protekcji, drugi zaspokojenia wybranej grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem pozostałych w sytuacji grożącej niewypłacalności. Są to zarzuty prokuratury, a nie prawomocny wyrok. Radosław Piesiewicz korzysta z domniemania niewinności i dopiero sąd może przesądzić o jego odpowiedzialności. Ta granica musi obowiązywać również wtedy, gdy sprawa budzi wielkie emocje.
Śledztwo wokół Zondacrypto
Postępowanie dotyczy Zondacrypto, dawnego sponsora generalnego Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Prokuratura Regionalna w Katowicach podała, iż śledztwo wszczęto 17 kwietnia 2026 roku po zawiadomieniach pokrzywdzonych i doniesieniach o problemach z wypłatą środków. Według kwietniowego komunikatu badana szkoda wynosiła co najmniej 350 mln zł.
Skala postępowania jest poważna. W czerwcu prokuratura informowała o ponad 3600 zawiadomieniach, blisko tysiącu przesłuchanych pokrzywdzonych, zabezpieczeniu 162 urządzeń i ponad 250 TB danych. Śledczy powołali też wspólny zespół ze stroną estońską. Te liczby pokazują, iż nie mamy do czynienia z medialnym drobiazgiem, ale ze sprawą, która wymaga cierpliwego badania dokumentów, przepływów pieniędzy i osobistych relacji.
W jednym z pobocznych wątków media opisywały zegarek o wartości 40 tys. euro. Piesiewicz utrzymywał, iż kupił go za własne pieniądze, płacąc gotówką w ratach. Spór o zegarek i jego znaczenie dla wiarygodności prezesa PKOl wykracza więc poza sam luksusowy przedmiot. Chodzi o przejrzystość osoby kierującej instytucją reprezentującą polski sport.
PKOl nie może udawać, iż nic się nie stało
Zatrzymanie i postawienie zarzutów nie odwołują prezesa automatycznie. Wiceminister sportu Ireneusz Raś wskazał, iż zarządzanie organizacją mógłby przejąć jeden z wiceprezesów, a następnie można byłoby przeprowadzić przyspieszone wybory. Ocenił też wprost, iż Piesiewicz nigdy nie powinien zostać prezesem PKOl. Kadencja obecnego szefa komitetu ma zakończyć się na początku 2027 roku.
To nie jest już wyłącznie wewnętrzna wojna działaczy. PKOl występuje pod polską flagą, pozyskuje sponsorów i odpowiada za zaufanie sportowców oraz kibiców. Instytucja o takim znaczeniu musi mieć procedury, które pozwalają działać w kryzysie bez naruszania praw osoby podejrzanej. Milczenie i przeczekiwanie osłabiają autorytet polskiego sportu.
Równie ważna jest przejrzystość państwa. Śledztwo nie może zamienić się w polityczny serial, w którym ministrowie wydają medialne wyroki przed sądem. Prokuratura ma pokazać dowody, obrona ma prawo je podważyć, a PKOl powinien rozliczyć własne standardy zarządzania. Polska potrzebuje instytucji silnych prawem i odpowiedzialnością, a nie lojalnością wobec nazwisk.
Stawka dla Polaków jest jasna. Każda złotówka, każda umowa sponsorska i każda decyzja podejmowana w imieniu polskiego sportu muszą podlegać kontroli. Domniemanie niewinności chroni obywatela przed samowolą władzy. Odpowiedzialność instytucjonalna chroni wspólnotę przed paraliżem i utratą zaufania. Jedno bez drugiego nie wystarczy.
Źródło: Kresy.pl, Prokuratura Regionalna w Katowicach, komunikat ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.
Źródło: Kresy.pl









