Rada Europy domaga się przywilejów dla sodomitów

magnapolonia.org 1 hour ago

Rada Europy opublikowała poradnik szkoleniowy mający na celu zwalczanie wykluczenia tzw. „osób LGBT” w instytucjach publicznych. Dokument oparto na ideologicznych założeniach, zgodnie z którymi z góry zakłada się, iż takie osoby są dyskryminowane w wyniku przekonań kulturowych, wzorców instytucjonalnych, historycznych nierówności czy praktyk zawodowych. Wdrażanie założeń poradnika może jednak prowadzić do zaangażowania administracji publicznej w spory dotyczące przekonań i przesunięcia jej roli z neutralnego świadczenia usług publicznych w kierunku promowania określonej ideologii.

Rada Europy opublikowała dokument, promowany w ramach Programu Miast Międzykulturowych, który ma być wykorzystywany przez samorządy i instytucje publiczne jako narzędzie szkoleniowe dla urzędników. Według krytyków, w tym środowisk konserwatywnych i prawnych, jest to kolejny etap ideologizacji instytucji państwowych oraz próba narzucenia obywatelom określonej wizji światopoglądowej.

W praktyce nie chodzi wyłącznie o przeciwdziałanie dyskryminacji – co samo w sobie jest standardem demokratycznego państwa prawa – ale o wdrażanie, pod pozorem walki z dyskryminacją, całego pakietu pojęć, narracji i założeń ideologicznych związanych z genderyzmem/neołysenkizmem. Dokumenty tego typu coraz częściej redefiniują neutralność administracji, zastępując ją obowiązkiem afirmowania określonych poglądów społecznych i kulturowych.

Państwo demokratyczne powinno pozostawać neutralne światopoglądowo. Urzędnik ma służyć obywatelowi niezależnie od jego poglądów, religii czy stylu życia, ale nie może być zmuszany do uczestniczenia w ideologicznych szkoleniach lub przyjmowania określonej wizji antropologicznej jako jedynie słusznej.

Tymczasem proponowane rozwiązania coraz częściej prowadzą do sytuacji, w której pracownik administracji publicznej ma obowiązek używania określonego języka ideologicznego, uczestniczenia w szkoleniach opartych na koncepcjach „tożsamości płciowej” czy „gender mainstreaming”, a choćby afirmowania tez sprzecznych z jego przekonaniami religijnymi lub filozoficznymi. Krytycy wskazują, iż może to naruszać wolność sumienia i wolność wyrażania poglądów gwarantowane przez Europejską Konwencję Praw Człowieka.

Od lat środowiska skrajnie lewicowe realizują strategię stopniowego przejmowania instytucji publicznych – od uczelni i mediów po administrację oraz sądownictwo. Mechanizm jest podobny: pod hasłami tolerancji, różnorodności i walki z wykluczeniem wprowadza się rozwiązania, które w praktyce ograniczają pluralizm debaty i marginalizują osoby o konserwatywnych poglądach.

W efekcie urzędy mają przestać być neutralnym aparatem państwa, a stać się instrumentem „reedukacji społecznej”. Każdy sprzeciw wobec postulatów ruchu LGBT bywa przedstawiany jako „mowa nienawiści”, „uprzedzenie” lub „dyskryminacja”. Taka logika prowadzi do niebezpiecznego ograniczania wolności słowa i wolności sumienia.

Coraz częściej obserwujemy również próbę redefiniowania podstawowych pojęć społecznych – płci, małżeństwa czy rodziny – przy wykorzystaniu międzynarodowych instytucji i miękkiego nacisku administracyjnego. Strategie „równościowe” promowane przez część struktur europejskich opierają się na koncepcjach gender, które nie są neutralne naukowo ani aksjologicznie, ale stanowią element określonej ideologii politycznej.

Nikt nie powinien być dyskryminowany czy obrażany ze względu na swoją chorobę psychiczną. Czym innym jest jednak ochrona praw obywatelskich, a czym innym wykorzystywanie aparatu państwa do promowania ideologicznych postulatów, mających na celu wymuszenie uznawania osób chorych za zdrowe. W demokratycznym społeczeństwie obywatele mają prawo do różnicy poglądów – także w kwestiach moralnych i światopoglądowych.

Problem pojawia się wtedy, gdy administracja publiczna zaczyna wymagać od urzędników i obywateli akceptacji konkretnej doktryny społecznej jako obowiązującego standardu. Wówczas państwo przestaje być arbitrem stojącym ponad sporami ideologicznymi, a staje się stroną polityczno-kulturowego konfliktu.

Wprowadzanie do administracji programów opartych na radykalnej agendzie genderowskiej grozi dalszą polaryzacją społeczną oraz osłabieniem zaufania obywateli do instytucji publicznych. Państwo nie powinno wymagać od obywateli ideologicznej lojalności – szczególnie w sprawach dotyczących światopoglądu, religii i rozumienia natury człowieka. A jednak coraz częściej to robi, zamieniając się po prostu w państwo totalitarne.

Polecamy również: 100 litrów dla plebsu, jacuzzi dla elit, czyli nowa normalność wodna według miliarderów

Read Entire Article