Publicysta „Rzeczpospolitej”: Żurek wchodzi w buty Ziobry

dzienniknarodowy.pl 3 hours ago
Zdjęcie: Publicysta „Rzeczpospolitej”: Żurek wchodzi w buty Ziobry


Rok po objęciu resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek doczekał się porównania, które w obozie rządzącym musi brzmieć jak najcięższy zarzut. Publicysta „Rzeczpospolitej" Piotr Szymaniak napisał, iż minister „coraz bardziej przypomina Zbigniewa Ziobrę", którego rządy prawica jeszcze niedawno stawiała za wzór upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości. Bezpośrednim powodem tej diagnozy stała się głośna interwencja Żurka w sprawie pijanego kierowcy z autostrady A1.

Sprawa z A1, która uruchomiła lawinę

18 lipca na autostradzie A1 pod Częstochową kierowca audi, według doniesień medialnych mający blisko 2,7 promila alkoholu i dwa wcześniejsze zakazy prowadzenia, uderzył w ciężarówkę. Tego samego dnia wyszedł na wolność, bez usłyszenia zarzutów. Sprawa wywołała falę oburzenia. Waldemar Żurek, który łączy funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, polecił prokuratorowi krajowemu Dariuszowi Kornelukowi podjęcie czynności nadzorczych. W ich efekcie odwołano zastępcę prokuratora rejonowego w Lublińcu, a postępowanie przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Zarzut „ręcznego sterowania"

To właśnie ta reakcja stała się dla Piotra Szymaniaka pretekstem do mocnej oceny. W tekście zatytułowanym „Bilans Żurka? Dużo PR-u, a efekty mizerne" publicysta prawnej części dziennika wskazał, iż minister wchodzi w buty swojego poprzednika: osobiste sterowanie pojedynczą sprawą pod presją mediów to dokładnie ten mechanizm, który prawica zarzucała Zbigniewowi Ziobrze. Różnica, na którą zwrócił uwagę, jest gorzka dla obozu rządzącego. Ziobro działał w systemie już rozchwianym, więc mógł przynajmniej sprawiać wrażenie skuteczności.

Prokuratorzy biją na alarm

Krytyka nie ograniczyła się do publicystyki. Przed naruszaniem niezależności prokuratury ostrzegli sami prokuratorzy: dr Piotr Turek ze Związku Zawodowego Prokuratorów, dr Szymon Tarapata z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz przedstawiciele stowarzyszenia Lex Super Omnia. Ich zdaniem odgórne wkraczanie w indywidualne postępowanie, choćby słuszne w odczuciu opinii publicznej, tworzy precedens, który w innej sprawie może zadziałać przeciw obywatelowi.

Obietnica, o której się milczy

W tle wraca zapowiedź, która miała odróżnić nową władzę od poprzedniej. Rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego było jednym z filarów kampanijnych obietnic, a dziś mówi się o nim coraz rzadziej. Dopóki obie funkcje pozostają w jednym ręku, minister zachowuje narzędzia do właśnie takich interwencji, jak ta po wypadku na A1.

Symbol złamanej obietnicy

Sprawa nabrała też wymiaru symbolicznego, bo dotknęła fundamentu, na którym obóz rządzący budował swój mandat. Zwolennicy ministra widzą w jego reakcji odpowiedź na skandaliczne zaniedbanie i realną troskę o bezpieczeństwo na drogach. Krytycy dostrzegają natomiast dowód, iż mechanizm politycznego nacisku na prokuraturę pozostał ten sam, a zmienił się jedynie gospodarz gabinetu. To właśnie ta symetria z czasami poprzedniej władzy najbardziej uwiera obóz, który do niedawna czynił z niej swój główny zarzut.

Ten sam mechanizm, inne ręce

Cały spór sprowadza się do jednego pytania: kto i jak steruje prokuraturą. Prawica przez lata potępiała model, w którym polityk sięga po konkretną sprawę. Teraz, gdy role się odwróciły, ten sam mechanizm wraca pod innym szyldem. Czy da się realnie odpolitycznić prokuraturę, skoro każda kolejna władza chętnie korzysta z tego samego narzędzia?

Read Entire Article