Rocznica zaprzysiężenia prezydenta Nawrockiego nie pozostało świętem narodowym, ale wiele znaków w Pałacu Prezydenckim wskazuje, iż jego otoczenie zmierza w tym kierunku. To, co wydarzyło się na dziedzińcu, gdzie tradycyjnie odbywały się parady wojskowe i powitania zagranicznych gości, było pogwałceniem przypisanej temu miejscu tradycji. Wybudowano tam amfiteatr, diametralnie zmieniając wygląd fasady pałacu. Może konserwator zabytków odradzał, ale ludzie z Kancelarii zadziałali w myśl Barei: „Nie oddam ci płaszcza i co mi zrobisz”.
Spotkanie z okazji pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego miało wodzowską oprawę. Szlify generalskie na trybunach podkreślały pozycję zwierzchnika Sił Zbrojnych, a dzieci w podhalańskich strojach sugerowały przywiązanie do tradycji i patriotycznego mitu piłsudczyków. Jak na początek kadencji – trochę za dużo megalomanii. Tym bardziej iż uroczystość przypominała raczej napuszony wiec wyborczy.
W przemówieniu prezydenta zabrakło oczekiwanej perspektywy, za to nie zabrakło połajanek pod adresem rządu Tuska, przedstawianego niemal jako wróg całego narodu.
„Debata dziennikarska” sprowadziła się do monologów Krzysztofa Stanowskiego i Rafała Ziemkiewicza. Premiera Tuska nazywali „kierownikiem”, marszałka Czarzastego „towarzyszem”, a starannie dobrana widownia skandowała: „Precz z komuną!”. Czas pseudodebaty wykorzystano głównie na upiększanie dorobku prezydenta. Ziemkiewicz, znany z arogancji, twierdził przy tym, iż „rząd przedstawia szajsowe ustawy”.
Emilia Wierzbicki, zbierając opinie do publikacji w TV, dziwnym zbiegiem okoliczności nie trafiła na nikogo, komu impreza by się nie podobała. Ksiądz kapelan także rozpływał się w pochwałach zgromadzenia i prezydenta, który – jak podkreślał – modli się za Polskę. Dziennikarki TVN, celebrujące 25-lecie stacji przed Pałacem Kultury i Nauki, zastanawiały się, jak nazwać ten event.
Prywatka prezydenta. Sedno w dwóch słowach.








