Prof. Matczak w naTemat: Lewica klepała mnie po plecach, dopóki nie ośmieliłem się wyrazić innego zdania

natemat.pl 3 hours ago
– Łamanie konstytucji zawsze kończy się łamaniem człowieka – mówi prof. Marcin Matczak w "Wieczorze naTemat". Prawnik i filozof podkreśla, iż granica już dawno została przekroczona. I nie chodzi o zwykły spór prawny, chodzi o to, czy państwo przez cały czas chroni obywatela, czy zaczyna go sobie podporządkowywać. Jak pokazuje historia, takie procesy nigdy nie kończą się dobrze.


Czy w prezydentów z ramienia PiS wpisana jest rola seryjnych, konstytucyjnych przestępców dokonujących zamachu na praworządność? Czy Donald Trump może zostać odwołany z funkcji prezydenta? Czy w 2040 roku doczekamy się książki: Jak wychować prezydenta RP? Czy jeżeli prawo podlega interpretacji to przez cały czas jest prawem?

Na te – i wiele innych pytań – w najnowszej odsłonie "Wieczoru naTemat" odpowiada prof. Marcin Matczak, prawnik, filozof, autor książek, nauczyciel akademicki i publicysta.



Polaryzacja to "śmiertelny wróg" dla demokracji


Jednym z najgroźniejszych zjawisk współczesnej polityki jest zamykanie ludzi w plemiennych tożsamościach. W takim świecie każda próba wyjścia poza linię własnego obozu traktowana jest jak zdrada, a nie jak element uczciwego namysłu.

– Najczęstszy komentarz, jaki dostaję z jednej i z drugiej strony, brzmi: nie mogę tego słuchać. Jakby inna wizja świata bolała. A przecież właśnie na tym polega myślenie, żeby się z czymś innym konfrontować – podkreśla prof. Marcin Matczak

To właśnie ten "ból myślenia" sprawia, iż debata publiczna coraz częściej zamienia się w wymianę haseł zamiast argumentów. A konsekwencje są poważniejsze, niż mogłoby się wydawać.

– o ile ludzie zamykają się w bańkach, o ile żyją w plemionach, to to jest śmiertelnie niebezpieczne dla demokracji. Bo w pewnym momencie pojawia się pytanie: po co oddawać władzę tym, których uznajemy za zdrajców? – mówi.

Praworządność podstawą bezpieczeństwa


W tym kontekście praworządność przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. Staje się warunkiem przetrwania wspólnoty i bezpieczeństwa jednostki.

– Praworządność to są rządy prawa, a nie ludzi i ich kaprysu. o ile ktoś niszczy praworządność, to niszczy podstawową tkankę społeczną, jaką jest umożliwienie człowiekowi życia tak, jak on chce żyć. Łamanie konstytucji zawsze kończy się łamaniem człowieka – podkreśla gość "Wieczoru naTemat".

To zdanie wyznacza realną stawkę sporu. Nie chodzi o przepisy, ale o granice władzy i o to, czy obywatel może funkcjonować bez strachu przed arbitralną decyzją polityka.

– o ile w kraju pojawia się władza, która mówi: ja wiem lepiej niż ty, ja jestem mądrzejszy niż ty – to wszystko jest zagrożone. Nasze plany, nasze życie, nasza samorealizacja – dodaje prof. Matczak.

Państwo według woli polityka


Problem zaczyna się tam, gdzie konstytucja przestaje być zobowiązaniem, a staje się przeszkodą do obejścia. Wtedy pojawia się pokusa, by zmieniać sens prawa bez zmiany jego treści.

– To nie jest interpretacja, to jest wykręcanie konstytucji w drugą stronę. To próba powiedzenia narodowi: nie obchodzi mnie, co ustaliliście, ja wiem lepiej – mówi prof. Marcin Matczak.

W takim modelu państwa zasady przestają być wspólne. Stają się narzędziem w rękach tych, którzy akurat sprawują władzę.

– To jest pogarda dla narodu. Konstytucja to wola wspólnoty, a nie materiał do dowolnej interpretacji. o ile ktoś ją łamie, uznaje, iż jest ważniejszy niż prawo, czyli ważniejszy niż my wszyscy – dodaje.

A to – jak pokazuje doświadczenie – prowadzi nieuchronnie do eskalacji napięć.

– o ile ktoś jednostronnie zmienia zasady, które wspólnie ustaliliśmy, to musi to prowadzić do konfliktu. Bo druga strona w końcu wstanie od stołu – podkreśla Matczak.

Granice interpretacji


Prawo wymaga interpretacji, ale nie oznacza to dowolności. Granice wyznacza język, kontekst i spójność całego systemu. Ich przekroczenie to już nie wykładnia, ale manipulacja.

– o ile każdy może nadać słowom dowolne znaczenie, to przestajemy się rozumieć. To jest atak na język, a w konsekwencji na wspólnotę – mówi.

To dlatego spór o jedno słowo potrafi uruchomić znacznie większy konflikt – bo w rzeczywistości chodzi o kontrolę nad sensem całego systemu.

Więcej niż polityczny konflikt


Z tej perspektywy dzisiejszy spór przestaje być jedynie starciem partii. Dotyczy podstawowej zasady, która przez dekady była osią nowoczesnych demokracji.

– Cały wysiłek ludzkości polegał na tym, żeby nie pozwolić jednej grupie ludzi narzucać swojej woli wszystkim innym. Bo kiedy to się dzieje, zaczyna się zło – twierdzi prof. Marcin Matczak.

I właśnie dlatego – niezależnie od bieżących sporów – pytanie o praworządność pozostaje pytaniem o to, czy państwo przez cały czas chroni obywatela, czy zaczyna go sobie podporządkowywać.

Obejrzyj cały odcinek "Wieczoru naTemat" z prof. Marcinem Matczakiem na naszym kanale YouTube naTemat.

Read Entire Article