Powojenny rachunek. Trudne pytanie o migrację z Ukrainy

dzienniknarodowy.pl 15 hours ago
Zdjęcie: Powojenny rachunek. Trudne pytanie o migrację z Ukrainy


Wojna kiedyś się skończy, a wtedy Polska stanie przed pytaniem, które dziś wypada zadawać ostrożnie. Co się stanie, gdy setki tysięcy ukraińskich mężczyzn ruszą do rodzin już zamieszkałych nad Wisłą? Publicysta Do Rzeczy Lech Mazewski stawia tę kwestię w sposób celowo prowokacyjny. Sam problem jest jednak realny i wart chłodnej rozmowy.

Prowokacja, która obnaża lęk

Lech Mazewski nie owija niczego w bawełnę. Publicysta Do Rzeczy kreśli scenariusz, w którym ukraińscy mężczyźni, przedstawiani jako bohaterscy obrońcy Europy, po przyjeździe do rodzin w Polsce nie garną się do pracy na budowie, ale oczekują od państwa świadczeń za swoje wojenne zasługi. Gdyby ich nie dostali, mieliby dochodzić tych roszczeń choćby siłą.

To obraz celowo ostry, budowany w trybie przypuszczającym. Mazewski nie opisuje faktów, ale nazywa lęk, który krąży w części polskiego społeczeństwa. Właśnie dlatego wart jest uwagi, choć nie wolno mylić hipotezy z diagnozą.

Co w tym obrazie jest realne

Pod przesadą kryje się kilka realnych pytań. Jak duża będzie powojenna fala migracji z Ukrainy. Czy przyjezdni wejdą na rynek pracy, czy raczej obciążą system socjalny. Jak pogodzić wdzięczność za opór wobec Rosji z trzeźwą oceną kosztów i korzyści dla polskich rodzin. To kwestie, które każde odpowiedzialne państwo ma prawo, a choćby obowiązek rozważać.

Czym innym jest jednak stawianie pytań o politykę migracyjną, a czym innym przypisywanie całej grupie z góry złych intencji. Prawda nie znosi skrótów. Dane o zatrudnieniu, przestępczości czy korzystaniu ze świadczeń istnieją i to nimi, a nie przeczuciem, trzeba mierzyć ryzyko.

Interes narodowy bez karykatury

Stanowisko narodowe jest najmocniejsze wtedy, gdy opiera się na faktach, a nie na resentymencie. Polska może i powinna ułożyć jasne zasady. Kto przyjeżdża, na jakich warunkach, z jakim obowiązkiem pracy i na jak długo. Reguły ustalone wcześniej chronią zarówno gospodarza, jak i przybysza przed konfliktem.

Brak takich reguł jest groźniejszy niż sama migracja. Zostawia pole domysłom, plotce i publicystyce pisanej emocją. Wtedy łatwo o obraz, w którym każdy Ukrainiec staje się roszczeniowym intruzem, a to i krzywda, i błąd.

Rachunek, który trzeba przygotować

Wojna kiedyś umilknie, a ludzie ruszą tam, gdzie czekają rodziny i praca. Dla wielu tym miejscem będzie Polska. Pytanie nie brzmi, czy bać się Ukraińców, ale czy zdążymy ustalić własne, suwerenne warunki, zanim fala nadejdzie. Od odpowiedzi zależy, czy wdzięczność i interes narodowy dadzą się pogodzić, czy zamienią w spór.

Źródło: Do Rzeczy

Read Entire Article