Poskromić kolosa

polska-zbrojna.pl 2 hours ago

Przejazd między przeszkodami, wąską rampą i pokonywanie głębokich lejów – takie wyzwania czekają na uczestników kursu kierowania czołgiem Abrams w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu. W zajęciach na poligonie Biedrusko wzięli udział przyszli członkowie załóg oraz mechanicy, którzy muszą opanować prowadzenie maszyn m.in. na potrzeby testów po naprawach.

Do nauki jazdy czołgiem Abrams M1A2SEPv3 przystąpiło kilkudziesięciu żołnierzy. Kurs zorganizowało Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych z Poznania. Tygodniowe zajęcia były kursem dodatkowym dla żołnierzy, którzy szkolą się na członków załogi czołgów, jak i tych, którzy chcą zostać mechanikami amerykańskich maszyn.

Wszyscy ci żołnierze muszą też umieć prowadzić Abramsy. Dlatego CSWL organizuje kursy, które mają dać im umiejętności w tym zakresie. – Do tej pory odbyło się już kilkanaście takich kursów. Konieczność udziału w nich mechaników zgłoszono nam praktycznie od razu. Oni również muszą umieć poprowadzić Abramsa, choćby po to, by po naprawie wykonać próbę drogową czy test hamulców – mówi st. chor. szt. Dawid Wroński, instruktor.

REKLAMA

Tor dla czołgów

Szkolenie z jazdy na amerykańskich czołgach zaczyna się od podstaw, a więc od zapoznania się z przyrządami i ich rozmieszczeniem oraz niezbędnymi wskaźnikami, którymi musi posługiwać się kierowca. – Kursanci uczą się zajmowania miejsca w czołgu, otwierania i zamykania włazu, regulowania siedziska. Następnie zapoznawani są z panelem kierowcy, dzięki którego mogą sterować pracą układów czołgu czy wprowadzać koordynaty do nawigacji – wylicza st. chor. szt. Wroński.

– Potem przychodzi czas na uruchamianie silnika i proste manewry, jak np. podjechanie do przodu, do tyłu, zaciągnięcie hamulca postojowego. Reszta rzeczy realizowana jest już „w terenie” i na torze do nauki jazdy – tłumaczy instruktor.
Taki tor w Radojewie, na terenie poligonu w Biedrusku, ma kilka kilometrów długości. Jest to pełna wzniesień, podjazdów i kilkumetrowych wgłębień trasa, która pozwala sprawdzić zarówno zachowanie pojazdów, jak i umiejętności kierowcy.

– Żołnierze szkolą się zaczynając od jazdy po terenie otwartym i równym przy otwartym włazie kierowcy, potem przychodzi czas na bardziej wymagające elementy, jak pokonywanie przeszkód przy zamkniętym włazie i z wykorzystaniem peryskopów czy kamery termowizyjnej – wyjaśnia podoficer.

Dynamiczne 70 ton

Co jest największym wyzwaniem dla żołnierzy, którzy siadają za sterami Abramsa? – Na pewno jazda z zamkniętym włazem. Pierwszy taki przejazd dla żołnierzy, którzy nie prowadzili wcześniej czołgu, jest wymagający – mówi. Jak dodaje, po zamknięciu włazu kierowca ma do dyspozycji tylko trzy peryskopy. – Co prawda ich umiejscowienie daje widoczność w promieniu niemalże 180 stopni i przy jeździe po równym terenie pozostało w miarę łatwo, natomiast w terenie pofałdowanym trzeba skupiać się na drodze, analizować nierówności i… pierwsza jazda jest zawsze „ekscytująca” – tłumaczy żołnierz.

Kpr. Joanna Simlat z poznańskiego CSWL-u szkoli się na mechanika Abramsów. Wcześniej miała okazję jeździć już na starszych typach czołgów: PT-91 Twardy czy T-72. Jak podkreśla, przesiadka i prowadzenie Abramsa daje znacznie więcej komfortu. – Tutaj mamy pełną automatyzację i jeżeli coś zaczyna szwankować, dostajemy ostrzeżenie. Natomiast w Twardym czy innych starszych czołgach trzeba wszystko na bieżąco monitorować, przez co jest znacznie trudniej – podkreśla kapral.

Przyznaje jednak, iż kierowanie blisko 70-tonowym Abramsem to nie lada wyzwanie i nie lada emocje. – Samo prowadzenie nie jest bardzo trudne. Czołg ma automatyczną skrzynię biegów, gaz jest w manetce, jedyny pedał to hamulec, więc jak się to opanuje, jazda jest czystą przyjemnością – opowiada podoficer. – Natomiast trzeba uważać, jak rozpędzi się maszynę po nierównym terenie, bo ten czołg potrafi podskakiwać. Wtedy jazda dostarcza sporo emocji, zwłaszcza kiedy w ramach szkolenia i egzaminu musieliśmy m.in. wjeżdżać w głębokie leje – dodaje kpr. Simlat.
W ramach egzaminu kończącego kurs żołnierze musieli pokonać kilkukilometrową trasę, na której czekało ich sporo zadań, m.in. przejazd wąską rampą, która symulowała most kolejowy. Czołgi musiały też część trasy przejechać między słupkami czy wjeżdżać we wgłębienia.

Tysiąc pięćset koni dla kolosa

Czołgi M1 Abrams mimo wagi 60–70 ton potrafią rozpędzić się do 67 km/h na nawierzchni utwardzonej i do blisko 50 km/h w terenie. Takie osiągi zawdzięczają potężnemu turbowałowemu silnikowi Honeywell AGT o mocy 1500 KM. Co ważne – czołgi można zasilić niemal dowolnym paliwem: olejem napędowym, kerozyną, paliwem rakietowym, benzyną czy wysokoprocentowym roztworem alkoholu. Potężny silnik gwarantujący świetną dynamikę ma jednak swoją cenę w postaci zużycia paliwa. W trakcie jazdy, w zależności od terenu, może ono wynieść od 450 l do choćby 1000 l na 100 km.

Marcin Moneta
Read Entire Article