Wojna na Ukrainie codziennie weryfikuje sprzęt, taktykę i sposób dowodzenia. Marek Budzisz ze Strategy&Future ocenia, iż Polska przez cały czas nie ma systemowego mechanizmu zbierania oraz wdrażania tych doświadczeń. Zakupy uzbrojenia nie wystarczą, jeżeli wojsko nie potrafi gwałtownie przekuwać wiedzy z pola walki w procedury.
Lekcje z wojny nie mogą zostać w notesach
Marek Budzisz, analityk Strategy&Future, zwrócił w programie "Bez Doktryny" uwagę na brak odgórnego systemu, który porządkowałby doświadczenia płynące z wojny na Ukrainie i wprowadzał je do praktyki Wojska Polskiego. Jak relacjonuje WP Wiadomości, problemem ma być brak procedur oraz wytycznych Sztabu Generalnego. To poważne ostrzeżenie. Nowoczesna armia musi uczyć się szybciej, niż przeciwnik zmienia sposób walki.
Wiedza o użyciu dronów, rozpoznaniu, łączności, maskowaniu czy ochronie zaplecza nie może zależeć wyłącznie od inicjatywy pojedynczych oficerów i żołnierzy. Potrzebny jest stały obieg informacji: zebranie obserwacji, ich sprawdzenie, przełożenie na doktrynę, szkolenie i wyposażenie. Bez takiego mechanizmu choćby trafne wnioski pozostają lokalne, a wojsko jako całość zmienia się zbyt wolno.
Sprzęt bez doktryny nie daje pełnej siły
Polska przeznacza ogromny wysiłek na modernizację armii. Kupuje czołgi, artylerię, samoloty i systemy obrony powietrznej. Te inwestycje są konieczne, ale sama liczba platform nie rozstrzyga o odporności państwa. Broń działa w systemie, razem z rozpoznaniem, logistyką, łącznością, odpowiednim dowodzeniem i wyszkolonym człowiekiem.
Wojna na Ukrainie pokazała tempo zmian, z którym klasyczne procedury wojskowe mają problem. Systemy bezzałogowe obserwują pole walki, wspierają artylerię i atakują cele na zapleczu. Budzisz podkreślał także w innych publicznych wypowiedziach, iż armie NATO muszą wyciągać wnioski z rosnącej roli systemów bezzałogowych. Polska nie może reagować na tę zmianę wyłącznie kolejnym zakupem. Musi zmieniać szkolenie, organizację pododdziałów i reguły działania.
Odpowiedzialność spoczywa na państwie
Oddolna pomysłowość żołnierzy jest cenna, ale nie zastąpi decyzji instytucjonalnej. To Sztab Generalny i struktury odpowiedzialne za rozwój Sił Zbrojnych powinny ustalić, kto gromadzi wnioski, jak są one oceniane oraz w jakim terminie trafiają do jednostek. Potrzebna jest też uczciwa informacja zwrotna z ćwiczeń. Papierowa procedura, której nikt nie sprawdza w warunkach zakłóceń, nie daje bezpieczeństwa.
Stawką jest życie polskich żołnierzy i zdolność państwa do odstraszania Rosji. Przeciwnik ma widzieć armię, która gwałtownie wykrywa własne słabości i je usuwa. o ile doświadczenia wojny toczącej się za naszą granicą nie zmieniają polskich instrukcji, programów szkolenia i planów zaopatrzenia, tracimy czas kupiony wysiłkiem walczącej Ukrainy.
Suwerenność wymaga umiejętności adaptacji
Polska obronność nie może być katalogiem drogich kontraktów. Ma być spójnym systemem podporządkowanym interesowi narodowemu. Obejmuje to krajowy przemysł, zapasy, rezerwy osobowe i zdolność szybkiego uczenia się. W przeciwnym razie część pieniędzy podatnika zostanie zamrożona w rozwiązaniach, które mogą nie odpowiadać realiom przyszłego konfliktu.
Wnioski z wojny na Ukrainie trzeba zbierać metodycznie, sprawdzać bez politycznej propagandy i gwałtownie wdrażać. Państwo, które uczy się dopiero po pierwszym uderzeniu, płaci za tę lekcję krwią obywateli. Polska ma dziś możliwość przygotowania się wcześniej. Nie wolno jej zmarnować.
Źródło: WP Wiadomości
















