Polowanie w ogródku

polska-zbrojna.pl 4 hours ago

Najpierw wysadzanie ćwiczebnych min, potem poszukiwanie tych autentycznych z czasów I i II wojny światowej – załoga ORP „Mewa” wraz z natowskim zespołem SNMCMG1 wzięła udział w operacji HODOPS u wybrzeży Danii. Okręt ma też za sobą pierwsze hailingi, czyli radiowe kontrole statków wskazanych przez natowskie dowództwo CTF-Baltic.

ORP „Mewa” to niszczyciel min typu Kormoran II. W lipcu dołączył do SNMCMG1, czyli jednego z dwóch stałych zespołów sił obrony przeciwminowej NATO. Wraz z okrętami kilku innych państw patroluje najważniejsze dla północnej Europy szlaki żeglugowe, monitoruje infrastrukturę krytyczną, ćwiczy i bierze udział w operacjach, które polegają na poszukiwaniu i likwidacji min z czasów I i II wojny światowej. W ostatnich dniach zespół działał u wschodnich wybrzeży Danii. Tam właśnie załogi wykonywały podzielone na kilka etapów działania przeciwminowe.

Pierwszy etap przedsięwzięcia polegał na wysadzaniu odpowiednio przygotowanych min ćwiczebnych. Krótko przed ćwiczeniem pobrał je z portu i rozstawił na morzu jeden z okrętów z Kanady należących do zespołu. – Znaliśmy pozycje, na jakich spoczywają te obiekty. Każdemu z okrętów przyporządkowany został jeden z nich. Po dojściu do swojego wysłaliśmy pod wodę nurków, którzy podłożyli ładunek, a następnie zniszczyli minę – opowiada kmdr ppor. Blaszke. Trening wymagał chłodnej głowy – polscy marynarze zdetonowali aż 120 kg materiału wybuchowego.

REKLAMA

Kolejna odsłona działań rozegrała się na specjalnym poligonie duńskich sił morskich. Marynarze mówią o nim ogródek minowy. Na akwenie gospodarze rozmieścili atrapy min różnych typów. Załogi musiały przeskanować dno w ich poszukiwaniu. – Chodziło przede wszystkim o sprawdzenie, jakie zobrazowanie dają konkretne typy obiektów i czy ustawienia użytych przez nas pojazdów są optymalne. Dla operatorów był to także trening z klasyfikacji zarejestrowanych kontaktów [obiektów minopodobnych, które mogą być minami albo niewybuchami – przyp. red.] – wspomina kmdr ppor. Bartosz Blaszke, dowódca ORP „Mewa”. Polacy użyli autonomicznego pojazdu Hugin, który pracował pod wodą przez dziesięć godzin.

Po wstępnych przygotowaniach, zespół rozpoczął adekwatną operację. Zadania tego typu określane są angielskim skrótowcem HODOPS – od terminu Historical Ordnance Disposal Operation. Okręty należące do zespołów SNMCMG1 i SNMCMG2 prowadzą je regularnie. Dotyczy to zwłaszcza Morza Północnego i Bałtyku, które podczas obydwu wojen światowych były intensywnie minowane. Mimo iż od ich zakończenia upłynęły dziesięciolecia, miny i niewybuchy w wielu miejscach spoczywają do dziś. Mogą one utrudniać żeglugę i zagrażać podmorskiej infrastrukturze. Stąd właśnie aktywność NATO.

– W okolicach Danii, w cieśninie Kattegat także znajdują się pozostałości po starej linii min. Sprawdziliśmy tamten obszar. Z braku czasu nie zrealizowaliśmy jednak pełnego cyklu działań związanych z walką minową – przyznaje kmdr ppor. Blaszke. Marynarze przeskanowali dno dzięki okrętowych sonarów i pojazdów podwodnych. Nie prowadzili jednak klasyfikacji, identyfikacji i neutralizacji znalezisk. Zebrany materiał został przekazany Duńczykom, którzy poddadzą go szczegółowej analizie. Według procedur specjaliści wychwytują z sonarowego obrazu kontakty minopodobne. Wskazówkę stanowią tutaj kształt, rozmiar, cień hydroakustyczny, siła odbicia i otoczenie, w jakim obiekt spoczywa. – jeżeli trzy z tych pięciu kryteriów zostaną spełnione, pod wodę wysyłany jest specjalistyczny pojazd bądź nurkowie, którzy dokonują ostatecznej identyfikacji. Często wytypowany obiekt faktycznie okazuje się miną. Zdarza się jednak, iż na dnie zastajemy kawał żelaza, kłodę, duży kamień… – wyjaśnia kmdr ppor. Blaszke. W przypadku odkrycia starej amunicji, podejmowana jest decyzja o ewentualnej likwidacji znalezisk. Wiele zależy od ich lokalizacji i stanu. Tym jednak zajmie się duńska marynarka.

Tymczasem SNMCMG1 po ćwiczeniach i patrolach na Oceanie Atlantyckim i Morzu Północnym wchodzi w następny etap misji. Teraz załogi w większym stopniu skoncentrują się na Bałtyku. Zmieni się trochę specyfika zadań. – W większym stopniu skupimy się na monitoringu infrastruktury krytycznej i żeglugi, choć oczywiście nie tylko – zaznacza dowódca polskiego okrętu. Stopniowa zmiana akcentów w działaniu była wyczuwalna w ostatnich dniach. – Za sobą mamy pierwsze hailingi – informuje kmdr ppor. Blaszke. Polegają one na wywoływaniu przez radio statków wskazanych przez natowskie dowództwo CTF-Baltic, by uzyskać informacje na temat ich przynależności, ładunku i portu docelowego. To szczególnie ważne w rejonie Cieśnin Bałtyckich i samego Bałtyku. Na tych akwenach panuje duży ruch. Pojawiają się tam jednostki rosyjskiej floty cieni, rośnie też ryzyko działań sabotażowych.

„Mewa” to pierwszy Kormoran II, który wyruszył na misję NATO. Dla okrętów projektu 258 jest to swego rodzaju sprawdzian. – Na razie wszystko przebiega bez większych zawirowań – przyznaje dowódca jednostki. Ale tego typu misje są także wyzwaniem dla szeregu innych instytucji odpowiedzialnych choćby za logistykę. – Tutaj również testujemy szereg rozwiązań, weryfikujemy system – przyznaje kmdr ppor. Blaszke. Kilka dni temu na przykład Komenda Portu Wojennego w Gdyni wysłała do Danii transport kołowy zawierający m.in. amunicję. Wcześniej wojsko skorzystało z prywatnej firmy wysyłkowej – na Islandię poleciała paleta z drobniejszym zaopatrzeniem, choćby częściami zapasowymi czy środkami czystości. – Za naszą działalnością stoi cała rzesza ludzi, wojskowych i cywilów, którzy zwykle pozostają w cieniu. Bez nich jednak misję trudno byłoby sobie wyobrazić – podsumowuje kmdr ppor. Blaszke.

„Mewa” w zespole pozostanie do końca grudnia. Okręt operuje w nim jako Polski Kontyngent Wojskowy „Kormoran-26”. w tej chwili SNMCMG1 dowodzi oficer z Litwy, zaś okrętem flagowym grupy jest LNS „Jotvingis”. Pod flagą NATO operują też niszczyciele min z Kanady, Finlandii i Niemiec. niedługo do zespołu dołączą dodatkowo nurkowie minerzy z Łotwy, którzy zastąpią podobne grupy z Danii i Portugalii.

Łukasz Zalesiński
Read Entire Article